Nowiny Zabrzańskie

Ablacja ratuje życie

Udostępnij swoim znajomym:

25 lat temu przeprowadzono pierwszą ablację w Śląskim Centrum Chorób Serca, w klinice Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Dzięki ablacji specjaliści ze Śląskiego Centrum Chorób Serca coraz skuteczniej leczą nawet najbardziej złożone arytmie.

Reklama

Mija 25 lat od pierwszego wykonanego zabiegu w Zabrzu. Postęp w zakresie dostępnych technologii i strategii leczenia, jaki w tym czasie się dokonał, jest ogromny. – 25 lat temu leczyliśmy może 15 proc. wszystkich typów arytmii, dzisiaj zbliżamy się do 100 proc. Skuteczność ablacji zależy od typu arytmii, ale nie ma już takiej, dla której nie istniałaby odpowiednia technologia ablacji – mówi Radosław Lenarczyk z Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii SUM w Śląskim Centrum Chorób Serca.

Arytmia serca zwiększa ponad dwukrotnie ryzyko wystąpienia udaru mózgu. Aż pięciokrotnie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia zawału serca. Szacuje się, że na zaburzenia rytmu serca cierpieć może już nawet jedna piąta Polaków powyżej 75 lat, a przebyty COVID-19 może jeszcze zwiększyć częstotliwość występowania tej przypadłości.

Zabiegi ablacji mają na celu zniszczenie lub odizolowanie niewielkiego obszaru tkanki serca odpowiadającego za powstawanie arytmii. To jeden z największych przełomów w kardiologii.

– Możemy już mówić o ponad 10 tysiącach przeleczonych chorych – wylicza prof. Zbigniew Kalarus, kierownik Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w SCCS. – Początkowo to było 100 chorych rocznie, a z biegiem czasu ponad pół tysiąca.

– Są arytmie łagodne, ale przeszkadzające. Zdarzają się też arytmie niezbyt dokuczliwe, ale groźne i także takie, które mogą zabić człowieka w 1,5 minuty. W tej chwili właściwie wszystkie można poddać ablacji – podkreśla prof. Oskar Kowalski, kierownik Pracowni i Elektrofizjologii i Stymulacji Serca w SCCS.

Kluczem do skutecznego leczenia jest rozpoznanie miejsca, w którym dochodzi do arytmii i zrozumienia jej mechanizmu. Jeszcze 20 lat temu było to niezwykle trudne. Specjaliści nie mieli ku temu odpowiednich narzędzi. – Na początku XXI wieku pojawiły się systemy mapowania trójwymiarowego, które zmieniły diametralnie sposób podchodzenia do arytmii – opowiada prof. Radosław Lenarczyk z Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii SUM.

Nowe narzędzia umożliwiły przede wszystkim ablację bardzo złożonych arytmii. Specjaliści SCCS w Zabrzu do wykonywania zabiegów wykorzystują obecnie najnowocześniejsze techniki, w tym systemy elektro-anatomiczne, które pozwalają im na tworzenie trójwymiarowych map serca. A kiedy już zidentyfikują miejsce powstawania arytmii, niszczą je np. zamrażając. Wkrótce pracę specjalistom zabrzańskiego ośrodka ułatwią dodatkowo także specjalne kamizelki mapujące.

– Bywają arytmie, których nie da się wyzwolić bądź występują bardzo rzadko. W związku z tym wymyślono technologię nakładania na pacjenta kamizelki, która ma mnóstwo odprowadzeń EKG. Pacjent może spędzić w niej przykładowo noc przed zabiegiem. Jeśli pojawi się wtedy arytmia, my wiemy już, gdzie wystąpiła – opowiada prof. Lenarczyk. – Oczywiście taki pacjent ma wcześniej wykonane badanie obrazowe serca i na ten obraz anatomiczny nakładana jest charakterystyka elektryczna arytmii – zaznacza.

Pandemia koronawirusa zakłóciła proces szybkiej diagnostyki i odbiła się na liczbie wykonywanych planowych zabiegów ablacji. – Dotyczy to wszystkich ośrodków kardiologicznych na świecie. Od marca tego roku wróciliśmy jednak już do wykonywania takiej liczby zabiegów, jaką robiliśmy wcześniej – zapewnia prof. Oskar Kowalski.

Foto: ŚCCS

Reklama

Udostępnij swoim znajomym:
Reklama