Nowiny Zabrzańskie

Miasto potrzebuje tego ośrodka!

Udostępnij swoim znajomym:

Nie wiadomo, jakie będą dalsze losy Specjalnego Ośrodka Wychowawczego, prowadzonego w Zabrzu przez siostry boromeuszki. Po zmianie przepisów nie może on działać w takiej formule jak obecnie. Tymczasem jego ewentualne zamknięcie byłoby dla miasta sporym problemem, siostry i MOPR robią wszystko, by go ocalić.
– Informację o możliwym wygaszeniu ośrodka dostaliśmy od organu prowadzącego placówkę czyli Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza z Trzebnicy. Powód to zmiany w prawie, które uniemożliwiają działalność takiej placówki w obecnym kształcie – relacjonuje Andrzej Gąska, naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Miejskiego. – W piśmie nie ma żadnej daty, siostry uzależniają to od możliwości umieszczenia podopiecznych w innych placówkach lub rodzinach zastępczych.
Specjalny Ośrodek Wychowawczy jest teraz placówką oświatową, dofinansowywaną z subwencji przekazywanej przez oświatę; urzędnicy twierdzą, że musiałby się przekształcić w ośrodek opiekuńczo – wychowawczy, nadzorowany przez MOPR.
Siostry spotkały się we wtorek ze Zbigniewem Gurnaczem, dyrektorem Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. – Mówiły, że w kuratorium naciskano na szybkie podjęcie decyzji o przekształceniu lub likwidacji. Stąd ich formalna informacja, wysłana do oświaty. Mam nadzieję, że nie jest ona ostateczna. Będziemy szukać możliwych rozwiązań tej sytuacji i starać się znaleźć taką formułę, by placówka mogła dalej funkcjonować – mówi Zbigniew Gurnacz, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. – Ten ośrodek jest w mieście potrzebny! Przebywa w nim obecnie 23 dzieci, w tym 13 z Zabrza. Gdyby miał on zostać zlikwidowany, priorytetem byłoby dla nas zapewnienie im należytej opieki. Nie widzę jednak powodu, by teraz zamykać placówkę. Byliśmy tam niedawno, budynek jest zadbany, wyremontowany, ma ładne pokoje, mieszany kompetentny personel, dzieci są zadowolone. Ostateczna decyzja należy jednak do sióstr.
Siostry mogą być zmęczone i zniechęcone wciąż wracającymi w mediach historiami sprzed wielu lat. O placówce w Zabrzu zrobiło się głośno w 2007 roku. Rok wcześniej w Rybniku zaginął ośmioletni chłopak. Jednym ze sprawców okazał się były wychowanek ośrodka, który przebywa tam w latach 90. To on podczas procesu zaczął szczegółowo opowiadać m.in. o przemocy i molestowaniu. Jego zeznania dały początek osobnemu śledztwu, dotyczącemu tego, co działo się w ośrodku. Rok później na ławie oskarżonych zasiadły dwie zakonnice: była dyrektorka ośrodka oraz jedna z zakonnic. Dyrektorka, siostra Bernadetta, mimo wyroku skazującego ją na dwa lata więzienie, który zapadł w 2010 r., przez cztery lata, powołując się na swój zły stan zdrowia, odwlekała zgłoszenie się do zakładu karnego. Ostatecznie trafiła tam w ubiegłym roku.

Reklama
Reklama

Udostępnij swoim znajomym:
Reklama