Zgubne skutki kwarantanny - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zgubne skutki kwarantanny

Za sobą mamy trudny czas kwarantanny, ale zostały po niej niepewność, lęk i stres – dobre powody, by poddać się uzależnieniu. Czy tak rzeczywiście jest? Odpowiada Małgorzata Kowalcze, dyrektor Ośrodka Profilaktyki i Leczenia Uzależnień.

Podczas kwarantanny krążył żartobliwy quiz. Pytanie: „co się zmieni w moim życiu po zakończeniu przymusowego odosobnienia?”, miało kilka wariantów odpowiedzi. A – będę grubsza, B – w ciąży, C – zostanę alkoholiczką. Dwoma pierwszymi nie będziemy się zajmować, ale co z trzecim? Jest prawdopodobny?

Można by jeszcze dołożyć D – szczuplejsza. Są osoby, które chudną w sytuacji stresowej.

A to była sytuacja stresowa?

Dla wielu to był i wciąż jest trudny czas. Teraz trochę mniej, bo zapominamy o niebezpieczeństwie, bagatelizujemy je. Tymczasem wirus będzie nam towarzyszył długo, być może zawsze, powodując to samo zagrożenie.

Stres, w połączeniu z kwarantanną może doprowadzić do alkoholizmu; do tego, że już na poważenie trzeba będzie zakreślić odpowiedź C?

Może.

Pytam teoretycznie, ale nietrudno zrobić takie założenie. Czy państwa zawodowe doświadczenia nie podpowiada wam, że wkrótce będziecie mieć nawał pracy, kolejkę pacjentów potrzebujących pomocy w walce z uzależnieniem?

Na razie nie pracujemy intensywniej niż przed pandemią. Część osób jeszcze nie wie, że wróciliśmy do codziennego funkcjonowania, oczywiście z zachowaniem środków bezpieczeństwa. Mamy jednak świadomość, że nie wszyscy dobrze radzili sobie w domach. Było nasilenie konfliktów, bo przebywanie z bliskimi długo, pod jednym dachem nie dla każdego jest łatwe. Było nasilenie przemocy i co łatwe do przewidzenia, był alkohol. Sięganie po kieliszek to najprostszy sposób spędzania wolnego czasu. Przed kwarantanną wielu piło wieczorami, w kwarantannie można było cały dzień. Ograniczenia nie obowiązywały.

Nie widać jeszcze wzrostu liczby uzależnionych, ale z kwarantanny wyszliśmy stosunkowo niedawno. Ile czasu potrzebuje człowiek, by powiedzieć sobie, że jest nałogowcem?

Jeśli oczekujemy, że człowiek sam przed sobą się przyzna do uzależniania, to stawiamy przed nim zbyt trudne zadanie. Zazwyczaj wyręczają nas w tym inni – rodzina, znajomi. Rzadko mówimy to sobie sami.

Ale się zdarza.

Są takie przypadki, jednak wtedy prawie natychmiast uruchamiają się mechanizmy obronne. Powodują, że człowiek tłumaczy sobie swoje zachowanie: „jeszcze nie jest tak źle”, „u innych jest gorzej”, „panuję nad tym”.

Ile osób i jak długo musi powtarzać uzależnionemu, że pora rozpocząć leczenie?

Nałóg rozwija się kilka miesięcy, lat. To zależy od organizmu, predyspozycji, a w przypadku alkoholizmu – rodzaju alkoholu. Szybciej uzależnia mocniejszych, słabszy utrudnia natomiast dostrzeżenie problemu. Droga do diagnozy jest wtedy dłuższa. Na pewno o nałogu świadczy fakt, że brak ulubionego trunku nie pozwala o nim zapomnieć.

Niedawna sytuacja dla wielu mogła być niezwykle trudna: kwarantanna w połączeniu ze stresem, w dużej mierze wywołanym lękiem o przyszłość.

Kłopotem nie było chyba zawieszenie codziennych obowiązków. Niektórzy się z tego ucieszyli, potraktowali kwarantannę trochę jak urlop, wreszcie mogli sobie pozwolić na więcej luzu. Ja akurat do nich nie należałam. Każdego dnia byłam w ośrodku, bo niezależnie od sytuacji nieprzerwanie, zdalnie świadczyliśmy usługi. Pracownicy łączyli się z pacjentami w swoich gabinetach. Nie chciałam, by przenosili obowiązki służbowe do własnych domów. Mam świadomość, że rozmowa na odległość jest szczególna, a warunkach domowych może być łatwo zakłócona. Myślę jednak, że w kwarantannie najgorsza stała się niepewność jutra, którą z nią przyszła. Obserwowałam reakcje po wprowadzeniu ograniczeń: najpierw była radość ze wspomnianego luzu, ale większość spodziewała się, że ten stan potrwa dwa tygodnie. Kiedy kwarantanna się wydłużała, powstał chaos, kłopot z zaplanowaniem funkcjonowania firm. Później był lęk, że wyjątkowa sytuacja nigdy się nie skończy oraz zmęczenie ciągłym czekaniem na powrót do normalności. W tej chwili mamy kolejną niepewność: mówi się o drugiej fali pandemii, zaś komunikaty na temat zachowania bezpieczeństwa, na przykład te dotyczące noszenia maseczek bywają sprzeczne. Nie pomaga również niejasne stanowisko w sprawie szczepionek. Z tych powodów trudno odnaleźć się w dzisiejszej sytuacji.

Do stresujących czynników, sprzyjających uzależnieniu można dopisać intensywne przebywanie z innymi domownikami?

Długie, całodzienne bycie ze sobą może mieć podobne etapy, co reakcja na wprowadzenie kwarantanny: najpierw radość, później zmęczenie. Na pewno pojawiły się problemy wychowawcze. Mam pacjentkę, której 10 – letnia córka przez miesiąc nie wychodziła z domu. Zostawała w mieszkaniu bez balkonu. Dlatego problemy wychowawcze miały prawo się pojawić, a rodzice mogli sobie z nimi nie radzić. Od marca dzieci uczyły się zdalnie. Nie jest łatwo kontrolować działania nastolatków na komputerze. Młodsi zazwyczaj potrzebowali pomocy w nauce, której nie każdy rodzić umiał udzielić. To też frustrujące. Tak samo jak ograniczenia w dostępie do komputera. W takiej sytuacji – gdy nagle pojawiło się wiele nowych problemów – ludzie mogli szukać sposobu na odreagowanie.

Podsumowując: kłopotów było i jest tyle, że wielu z nas chce i potrzebuje odprężenia.

Nie chciałabym, by zabrzmiało to, jak zachęta do picia alkoholu. Alkohol nie rozwiąże żadnego problemu. Nic złego nie dzieje się natomiast, jeśli jest dodatkiem, jedynym z licznych sposób spędzania wolnego czasu. Niestety, istnieją domy, w których stał się podstawą egzystencji.

Są osoby bardziej odporne na uzależnienie? Dlaczego jedni, szukając relaksu w kwarantannie sięgają po kieliszek, a inni nie?

Nie ma typowej osobowości, sprzyjającej uzależnieniu.

Każdy z nas może być nałogowcem.

Każdy może uzależnić się od alkoholu. Chroni przed tym odporność psychiczna, wypracowane umiejętności radzenia sobie ze stresem, poczucie oparcia w sobie i innych, świadomość własnych zasobów, zdolność korzystania z nich.

Poczucie odpowiedzialności?

Tak. Za siebie i za innych. Myślenie, że alkohol nie jest dobrym sposobem na problemy.

A fakt, że jedni biorą byka za rogi, a inni zamiatają kłopoty pod dywan może mieć znaczenie w poddawaniu się uzależnieniu?

Jest jeszcze trzecia grupa: szukająca oparcia w innych. Są i tacy, którzy oczekują pomocy. Jednym i drugim jest trudniej, gdy partner się nie sprawdza, nie wytrzyma napięcia.

Od czego można się było uzależnić w kwarantannie? Od alkoholu najłatwiej.

Od narkotyków, od zakupów online. Ale mogły pojawić się inne problemy: depresje, zaburzenia lękowe.

A uzależnienie od komputera? W kwarantannie było takie ryzyko? U dzieci trend się odwrócił: od nawoływania, by najmłodsi za długo nie siedzieli przed monitorem, doszliśmy do sytuacji, gdy trwanie przed nim stało się obowiązkiem.

Jeśli dziecko spędzało czas przed komputerem, ucząc się, odrabiając lekcje, nic złego się nie działo. Gorzej, gdy zgadzaliśmy się na jego siedzenie w fotelu, przed monitorem, by zyskać święty spokój. Wtedy, w codzienności dziecka zaczynało brakować równowagi.

Święty spokój kupowany dostępem do internetu, komputera, to grzech powszechny, nie tylko z czasu kwarantanny.

Kwarantanna nie tyle wywoła możliwość uzależnienia się od komputera, co nasiliła ją. Na jedną rzecz muszę zwrócić uwagę: utrzymywaliśmy stały kontakt z naszymi pacjentami. Okazało się, że wszyscy dobrze funkcjonują w tym wyjątkowym czasie.

Dlaczego skutecznie opierali się pokusie?

Szybko tłumaczyli sobie, że powrót do nałogu to nie jest rozwiązanie.

A może dlatego, że wcześniej wykonali spory krok w przód, definiując swój problem? Czy kwarantanna nie stała się dla niektórych katharsis? Nie była czasem, w którym uporządkowali hierarchę wartości, gdy wreszcie zajęli się bagatelizowanym problemami?

Taka postawa dotyczy nie tylko uzależnionych. Część ludzi doceniała, co może stracić i zaczęła chcieć o to dbać; zauważyła, jak nadmiar kontaktów męczy. Niepokoi mnie natomiast, że są osoby, które przyzwyczaiły się do niepracy.

To przyzwyczajenie widać w rozmowach z pacjentami?

Podam przykład jednej z pacjentek. Motywowałam ją by wróciła do pracy, choć bez przeszkód mogła zostać w domu. Otrzymywała zasiłek opiekuńczy. Posłuchała mnie, ale nie do końca była przekonana. Jej krewny, bez problemów zdrowotnych, korzystał z finansowego wsparcia dla rodziców i nie wrócił do firmy. Teraz to ona ma zatrudnienie, a on jest bezrobotny.

Taki z tego wniosek, że niechęć do powrotu do codziennych obowiązków jest taka sama u zdrowych jak u obciążonych uzależnieniem, innymi psychicznymi zaburzeniami.

Akurat w tej kwestii nie ma różnic. Wygrywa ludzka natura, ceniąca wygodę, szybko się do niej przyzwyczajająca. W OPILU, od podobnego rozprężenia, uratował nas reżim, narzucony w kwarantannie. Pracownicy musieli regularnie, według ustalonego harmonogramu przychodzić do ośrodka. Teraz działamy już w pełnym wymiarze i przyjmujemy pacjentów w gabinetach.

Powiedziała pani, że w kwarantannie było nasilenie domowych konfliktów. Skąd się brały?

Telefonowały matki, żony i mówiły, że synowie, mężowie piją. Niestety, w takich sytuacjach trudno o dobrą radę, bo diagnoza problemu też jest utrudniona. Nas, terapeutów niemożność udzielania pełnego wsparcia, z powodu ograniczeń epidemicznych, również bardzo frustrowała.

Czy do quizu na temat przyszłości po kwarantannie, należałoby dopisać wariant E rozwiedziona?

Raczej nie, bo sądy nie funkcjonowały.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *