Zawód nauczyciela nigdy nie jest monotonny - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zawód nauczyciela nigdy nie jest monotonny

Za nami Dzień Edukacji Narodowej. Tymczasem w szkołach – kolejna rewolucja. O problemach współczesnej oświaty rozmawiamy z Magdaleną Kaernbach-Wojtaś, dyrektor „Trójki”.

* 1 września rozpoczęła się kolejna rewolucja w oświacie – likwidacja szkół gimnazjalnych i wydłużenie podstawówek. Parę takich reform już na tym stanowisku przeżyłaś. Jak oceniasz tę, z punktu widzenia dyrektora i nauczyciela?

Ta reforma jest najtrudniejsza z tych, które miałam okazję przeżyć, bo coś konkretnego w niej tracimy. Gdy tworzono gimnazja, jako szkoła zyskiwaliśmy – wydłużył się u nas proces uczenia, mogliśmy wprowadzić klasy dwujęzyczne, uczniowie z naszego gimnazjum płynnie przechodzili do liceum. Teraz coś, co przez lata budowaliśmy, zostaje nam odebrane, tracimy na tym, i to podwójnie. Znika sześcioletni cykl kształcenia w naszej szkole, przez co boję się, czy uda nam się utrzymać dwujęzyczne liceum na tak wysokim poziomie.  Liczę, że tak, ale to się dopiero okaże. Tracimy też na etatach. Wcześniej wszystkich klas w szkole – w gimnazjum i liceum – było 24. Teraz połowa zniknie. Nawet jeśli otworzymy więcej klas licealnych, to na pewno nie aż tyle.

* Będą konieczne zwolnienia?

W tym roku moi nauczyciele nie stracili pracy, ale niektórzy muszą szukać uzupełnienia etatu w innych placówkach. A taki pracownik nie jest już dyspozycyjny w szkole – matce, trudniej wysłać go na wymianę czy dać wychowawstwo. Jest też inny smutny aspekt – do tej pory kadra „Trójki” była zakręcona na punkcie swojej szkoły, teraz siłą rzeczy to się rozbija, burzy pewną ideę. Śmiejemy się, że to trochę tak, jakby pracownik Opla szedł na drugą zmianę dorobić w Volkswagenie. I nie chodzi mi o konkurencję między szkołami, a raczej o utożsamianie się z firmą.

* Czy dzisiejsza reforma jest dla was podobnie diametralną zmianą jak reforma oświaty za czasów premiera Jerzego Buzka?

Ta może jest nawet większa – ingeruje w całą strukturę szkolnictwa, całą koncepcję. Zmienia programy nauczania, podręczniki, podstawy. Osobiście nie jestem zwolenniczką tak radykalnych i szybkich przemian. Zmiany powinny być ewolucyjne. Gimnazja na początku były kiepskie, ale potem szkoły poprawiały ich funkcjonowanie. I wreszcie, gdy na egzaminach PISA nasi gimnazjaliści zaczęli osiągać naprawdę dobre wyniki, tu znowu wszystko się zmienia i startujemy od początku. Jedyna pozytywna rzecz związana z reforma to lepszy obecnie kontakt z delegaturą Kuratorium Oświaty w Gliwicach. Wcześniej tego nie było. Dzięki niemu jesteśmy na bieżąco ze wszystkimi zmianami, bo dyrektorzy szkół działają teraz w oparciu o rozmaite podstawy prawne – jest stara ustawa o systemie oświaty, karta nauczyciela, nowe prawo oświatowe. Odnalezienie się w tym wymaga sporej sprawności.

* Jaką rolę we współczesnej szkole odgrywają rodzice?

Oczywiście chcemy aktywnego ich udziału w życiu szkoły, bo to ważny, a nawet niezbędny element działalności placówki. Nie chodzi o roszczenia, domagania się np. zmiany nauczyciela itd. Rodzice często pomagają, uczestniczą w uroczystościach, wspierają fundację działającą przy szkole. Generalnie mam bardzo dobre doświadczenia w tym obszarze. Oczywiście problemy się pojawiają, ale zawsze staramy się wspólnie i konstruktywnie je rozwiązywać.

* A uczniowie? Czy prawdą jest opinia, że uczniowie nie mają teraz obowiązków, a tylko i wyłącznie prawa?

Nie, nie jest to prawda, choć fakt, że moja szkoła jest nietypowa. Mamy głównie dobrych uczniów, wielu z nich porządnie pracuje, sporo jest naprawdę kreatywnych osób. I w tym kontekście bardziej ubolewam nad likwidacją gimnazjum, bo to właśnie gimnazjum jest źródłem energii szkoły. Liceum jest tak skonstruowane, że od drugiej klasy uczniowie są już ukierunkowani na maturę, uczą się rozszerzonych przedmiotów pod kątem przyszłych studiów. W związku z tym trudno ich zaangażować do aktywnego uczestnictwa w życiu szkoły, bo np. nie zwolnią się z dnia, w którym mają cztery przedmioty rozszerzone. Więc jeśli coś się w szkole działo, to głównie dzięki gimnazjalistom, a licealiści najczęściej brali w tym jedynie udział. Chociaż… w tym roku otworzyliśmy sześć licealnych klas pierwszych, chodzi do nich wiele dzieci z zewnątrz – Bytomia, Rudy Śląskiej, Knurowa, Gierałtowic. Niedawno licealne pierwszaki uczestniczyły w Dniu Kota i muszę powiedzieć, że poziom kreatywności, pomysłowości i talentu, jaki zademonstrowały, nawet mnie, która bierze udział w tych wydarzeniach od lat, zadziwił.

* Słuchałem niedawno wykładu znanego profesora filozofii, który twierdził, że współczesna polska młodzież nie potrafi poradzić sobie z najprostszymi problemami, logicznymi czy technicznymi, nie ma żadnych przydatnych w życiu umiejętności. Zgodzisz się z taką opinią?

Jest ona do bólu niesprawiedliwa. W naszej szkole kładę nacisk właśnie na rozwijanie rozmaitych umiejętności. Ważnym elementem są u nas wymiany, od ponad 20 lat jeździmy do szkół w Belgii i w Niemczech. To jest właśnie nabywanie pewnych umiejętności – odnalezienie się w innej kulturze, wykorzystywanie języka obcego, wreszcie zaprezentowanie cudzoziemcom Polski i swojego miasta. Uczniowie przed wyjazdem muszą się przygotować z wiedzy ogólnej, wiedzieć, ile się w Polsce średnio zarabia, co dzieje się w polityce, jakie są ceny w sklepach, co można polecić do zwiedzenia. Gdy goście przyjeżdżają do nas, nasi stają się przewodnikami, którzy oprowadzają po Zabrzu, Krakowie czy innych miastach. Do tego robimy imprezy charytatywne, Dzień Anioła, Szlachetną Paczkę, dzięki którym dzieci uczą się organizacji, planowania, prześcigają się pomysłami i propozycjami. W szkole odbywa się też festiwal projektów – klasy gimnazjalne podzielone na grupy realizują rozmaite swoje pomysły – to może być choćby interaktywny przewodnik po Śląsku czy organizacja festiwalu języka angielskiego. Uczniowie sami planują, poszukują, dzielą się pracą, a potem sami wszystko przygotowują i prezentują na forum. Nauczyciel jest tu jedynie koordynatorem, doradcą. Tak rozumiem praktyczną naukę wielu przydatnych w życiu umiejętności.

* A jak oceniasz obecny system awans zawodowy nauczycieli?

Ten system doprowadził do tego, że moje młode grono pedagogiczne osiągnęło w większości poziom nauczycieli dyplomowanych i w zasadzie nie ma już przed sobą żadnych wyzwań. To pewien błąd systemowy – najpierw wielu nauczycieli jest bardzo aktywnych, bo potrzebuje tego do awansu, a potem, gdy już go osiąga, ta motywacja spada. Oczywiście nie mówię tego o mojej szkole – dla większości naszych nauczycieli praca jest pasją i wyzwaniem, a do tego mają też świadomość, że codziennie są oceniani przez uczniów.

* A obecny poziom płac? Nauczyciele są z niego zadowoleni?

To wciąż nie jest satysfakcjonujący nas poziom, choć wielu moich nauczycieli, szczególnie z klas dwujęzycznych, zarabia przyzwoicie. Jednak jeśli odnieść to do średniego poziomu zarobków w kraju, wciąż jesteśmy grubo poniżej tych kwot. Tymczasem moim zdaniem jest to grupa zawodowa, która powinna zostać rzetelnie dofinansowana, jeśli chcemy doczekać się w tym kraju jakiejś elity z prawdziwego zdarzenia. A tu ciągle mówi się o dodatkowych zajęciach, korepetycjach, koloniach. W najgorszej sytuacji są młodzi ludzie. Poza tym dotychczas nauczyciele podciągali pensje dzięki godzinom nadliczbowym. Teraz pojawiła się tendencja, a nawet przykaz, by te godziny im odbierać, by pracy wystarczyło dla wszystkich.

* Gdyby teraz któryś z uczniów zapytał Cię o radę, czy warto zostać nauczycielem, co byś odpowiedziała?

Takiego pytania nie warto stawiać. Jeśli ktoś ma w sobie takie wewnętrzne pragnienie, jest ono niezależne od pensji, od warunków pracy. W zawodzie nauczyciela są pewne rzeczy nieprzeliczalne na pieniądze, jak choćby satysfakcja. Jeżeli się ma predyspozycje do nauczania, powołanie, to będzie się w tym zawodzie szczęśliwym. Do tego dochodzi atmosfera w pracy, nasi pracownicy się lubią, zdarzają się wspólne wyjazdy, imprezy, chodzimy na wspólne zajęcia fitness.

* Czytałem niedawno wywiad z szefową jednego z nauczycielskich związków zawodowych, która mówiła, że nauczyciel jest zawodem wielu specjalizacji – prócz uczenia przydatne są zdolności organizacyjne, bywa, że trzeba stać się majsterkowiczem, wykazać się talentem negocjacyjnym czy umiejętnościami psychologicznymi.

To jest w tym zawodzie piękne, bo nigdy nie jest on monotonny. A do tego obcowanie z młodymi ludźmi działa odświeżająco, wciąż trzeba być na czasie, orientować się w muzyce, technologiach, aktualnych hasłach. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jest to także ogromna odpowiedzialność. Nie ma jednak większej satysfakcji, niż po latach spotkanie z uczniami, gdy okazuje się, że dobrze radzą sobie w życiu, że są porządnymi ludźmi, gdy mówią, że jakieś zdanie, film czy lektura wywarły na ich życie wielki wpływ. Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy z wagi tego. A potem słyszę, że np. na moich lekcjach padały zdania, które zaważyły na czyimś życiu. Pamiętam, jak przy okazji omawiania książki „Panny z Wilka” mówiłam, że jej bohater Wiktor bał się zaangażować w związki uczuciowe, a potem w życiu już nigdy nie udało się podobnych relacji odtworzyć, nawet gdy po latach wrócił do tych samych kobiet. Pewne rzeczy, których nie zrobiliśmy, już na zawsze zostały zaprzepaszczone. Po latach ta klasa mówiła mi, że odegrało to wielką rolę w ich życiu uczuciowym, że osoby, które wcześniej bały się poważnych deklaracji, podjęły ten trud itd. Dla mnie to było niesamowite. Nie wolno nie doceniać pracy nauczycieli, obniżać prestiżu tego zawodu, co czynią często media, politycy czy nawet rodzice! Ci, którzy tego nie rozumieją, nie uświadomili sobie jeszcze, jak wciąż aktualne są słowa Frycza Modrzewskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud