Zabrze pełne „Gwiazd” - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zabrze pełne „Gwiazd”

Choć film opowiada historię Jana Banasia, nie jest o futbolu. No przynajmniej, nie tylko o sportowej rywalizacji. Twórcy mówią, że to rzecz o marzeniach. Ale nie tylko. Jest o sprawie znacznie ważniejszej, bo o tym, jak łatwo życie można przegrać i o tym, że porażkę nie zawsze da się odrobić. Czyli także o miłości. Premiera 12 maja.

W filmie, o którym autorzy i Jan Banaś mówią, że daleko mu do rzeczywistych zdarzeń, pada deklaracja, wzmocniona dramatycznymi okolicznościami. Zgodnie z nią, to właśnie miłość jest najważniejsza. I co chwilę później robi na ekranie Jan Banaś? Wybiera karierę, choć kocha Marlenę. A ona jego. Pytany o filmową dziewczyną, pierwowzór bohatera, rozmowę na ten temat uciął krótko: – Nigdy nią nie była – mówił przed premierą piłkarz. W jego rolę wcielił się Mateusz Kościukiewicz. – Jest tak samo przystojny jak ja, 40 lat temu. Szczególnie upodabnia go do mnie fryzura. Kilka razy spotkaliśmy, rozmawialiśmy m.in. o emocjach, które towarzyszyły mi po strzeleniu bramek. Dziś, przed obejrzeniem filmu –nie widziałem go wcześniej – czuje się podobnie jak na Maracanie, gdy mecz z moim udziałem oglądało 70 tys. widzów. W końcu jestem w wyjątkowej sytuacji. Rzadko powstają filmy o żyjących osobach. Będę miał świetną pamiątkę na starość – żartował w zabrzańskim Multikinie. Marlenę zagrała Karolina Szymczak, amatorka z filmowym doświadczeniem. – To pierwsza rola, do której musiałam się skrupulatnie przygotować. Bardzo pomogli mi Mateusz Kościukiewicz i Sebastian Fabijański (gra jedną z głównych postaci – przyp. red.). Moja bohaterka miała swoją pasję, marzenie o aktorstwie, o pokazywaniu się na ekranie. Konsekwentnie próbowała sięgnąć tej gwiazdy. W końcu osiągnęła swój cel. Podoba mi się jej determinacja oraz tajemniczość, które prowadzą do banalnego stwierdzenia, że świat dorosłych nie jest czarno – biały – opowiadała Nowinom Zabrzańskich. Podczas zabrzańskiej prapremiery „Gwiazd” (film wchodzi na ekrany 12 maja) reklamowano je także jako opowieść o Śląsku. I rzeczywiście nią jest. Pięknie prezentują się m.in. familoki z Zandki, szczególnie wtedy, gdy wśród Platanów sunie czerwony ford mustang, identyczny z tym, którym Jan Banaś kilkadziesiąt lat temu jeździł po Zabrzu. Nostalgiczne są obrazy kopalni Pstrowski oraz z sąsiedzkich imprez, organizowanych przed domami. Często słychać śląską gwarę. Film Jana Kidawy-Błońskiego ma jednak jeszcze inne zalety, które przypadną do gustu nie tylko Ślązakom. Jedną rzadką w polskiej kinetografii – dobry dźwięk, nagrywany w nowej technologii, pozwalający usłyszeć wszystkie kwestie padające ekranu oraz drugą, właściwą polskiej twórczości – świetne zdjęcia. Ich autorem jest Michał Englert. „Gwiazdy” warto zobaczyć z kilku powodów. Bo miło oglądać Zabrze na kinowym ekranie. Bo to historia miłosna, z gatunku ulubionych kobiecych. Bo mogłaby przydarzyć się każdemu i pewnie niejednemu się przydarzyła. I także dlatego, że jak każdy film z aspiracjami zmusza do refleksji. Tutaj takiej: stawka w życiu jest wysoka, znaczenie wyższa niż w najważniejszym meczu.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud