Zabrze, miasto piwoszy i długiej tradycji warzenia - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zabrze, miasto piwoszy i długiej tradycji warzenia

Browar w Zabrzu ma 160 lat! Historia, długa nie tylko w naszych, lokalnych warunkach, pokazuje znacznie więcej niż to, co przez dziesiątki lat, czas ustrojowych zmian oraz granic państwowych przelewało się z kufli do gardeł. Zakład stworzył Loebel Haendler, żydowski obywatel Zabrza. Niejeden. Także niejedyny, który przysłużył się jego rozwojowi. W dobie wojen polsko-polskich, to cenna informacja: kiedyś, wcale nie tak dawno temu, na porządku dziennym był szacunek dla wyznania, narodowości i kultury innych niż własne.

Historię zabrzańskiego browaru, jedynego, który przetrwał do dziś, opisał Piotr Hnatyszyn z Muzeum Miejskiego. Prywatnie miłośnik piwa, jak zresztą wielu zabrzan. O tym, że kiedyś, jako społeczność, mieliśmy do niego dużą słabość mówią liczby: w 1956 r. statystyczny mieszkaniec naszego miasta wypił go 58 litrów, rok później 80. Wcześniej, z zamiłowaniem do chmielowego trunku było podobnie. Potwierdza to liczba browarów działających na przełomie XIX i XX w. na Śląsku. W 1872 r. funkcjonowało ich w regionie aż 1161! W tej liczbie znalazło się też kilka zabrzańskich, bo poza największym – stworzonym przez Haendlera, w kilku dzielnicach miasta działały mniejsze, z towarzyszącymi im gospodami. – Uważam, że jednym z ważnych osiągnięć zmiany ustrojowej w Polsce, tej z 1989 r. jest powrót do kultury picia piwa. PRL zdegradował je do alkoholu spożywanego byle jak, w byle jakich okolicznościach. Inaczej rzecz ujmując: piwo było napojem dla ludzi, którzy nie traktowali go jako dodatku do kulturalnych, towarzyskich rozmów. A właśnie kiedyś, w XIX i na początku XX w. pełniło taką rolę. Herbata i kawa nie były w powszechnym użytku, więc spotkania, w gronie znajomych odbywały się nad kuflami. Piwo było ich tak nieodłącznym elementem, że wiele stowarzyszeń i związków, tworzących to, co dziś nazywamy społeczeństwem obywatelskim miało miejsca spotkań na stałe wyznaczone i zarezerwowane w serwujących je gospodach – opowiada Piotr Hnatyszyn.

Przykład? Związek Byłych Pionierów, którego członkowie umawiali się w hotelu Glasera, przy dzisiejszej ulicy 3 Maja. W 1912 r., działacz organizacji, sztygar Maks D., zarządził jednak zmianę, bo w lokalu, w jego ocenie miała być sprzedawana „gnojówka Haendlera”. Kwestionowanie jakości piwa z zabrzańskiego browaru doczekało się finału w sądzie. Autor obraźliwych słów został skazany na 20 marek grzywny, z możliwością zamienienia ich na 4 dni w areszcie. Proces ruszył z powództwa cywilnego Siegfrieda Haendlera, syna Loebela. Oskarżyciel nie żądał wysokiej kary, a sąd uznał winę Maksa D., bo słowo „gnojówka”, choć powszechnie stosowane przez studentów dla określenia złego gatunku piwa, tym razem zestawione z nazwiskiem producenta, naruszyło dobra osobiste Siegfrieda Haendlera.

Sądowa sprawa o ocenę walorów smakowych piwa potwierdza tezę, jak duże znaczenie miało dla zabrzan. I jak wiele emocji mogło budzić. Według Piotra Hnatyszyna zaważyło także (a może zawarzyło?) na życiu rodziny Haendlera. Loebel miał 24 lat, gdy w 1860 r., przy obecnej ulicy Wolności 327 wybudował mały browar, który na początku przypominał raczej zakład rzemieślniczy.  Sytuacja zmieniła się 10 lat później. Klientów na piwo nie brakowało, więc w firmę zainwestowano kolejne pieniądze. Po rozbudowie zwiększyła się i produkcja i asortyment oferowanych towarów. A także okoliczności serwowania trunku, tak znacząco odbiegające od późniejszej peerelowskiej rzeczywistości i tak bezlitośnie pokazująca jej mizerię. Przy browarze powstała restauracja z dużym ogrodem. Piotr Hnatyszyn pisze „oczywiście”. To „oczywiście” znaczy, że taki obowiązywał wtedy standard.

Wśród zielni, przy browarze Haendlera można było posłuchać koncertów i zobaczyć przedstawienia teatru letniego. Przez 40 lat, sąsiadującą z nim restaurację prowadził Max Stadler, który do Zabrza przyjechał z Głogowa. Najpierw, na zabrzańskim gruncie zaczął działalność gastronomiczną w lokalu, na rogu dzisiejszych ulic Wolności i Wandy. Browarnianą przejął w 1893 r. Przeprowadził w niej remont i otworzył ponownie w niedzielę, 25 marca 1894 r. Na tym jednak nie zakończył swoich inwestycji. Po 10 latach powstał drugi budynek restauracji, ze słynną Marmurową Salą. Później, przez wiele lat był siedzibą Filharmonii Zabrzańskiej. Ale na początku XX w. nie tylko szlachetny kamień stanowił o elegancji lokalu. Po jego północnej stronie postawiono oszkloną werandę, a w latach 1928-29 stary tor kręglarski z 1891 r. zastąpiła kręgielnia, z 6 torami, zbudowana wzdłuż obecnej ulicy św. Floriana.

Zmieniała się browarniana restauracja, zmieniał się i browar. Loebel Haendler modernizował go, inwestując m.in. w kotły wytwarzające parę, zamawiane po sąsiedzku, w hucie Donnersmarck. By sprostać wymaganiom rynku i zyskać pieniądze na kolejne unowocześnianie zakładu, zdecydował się na radykalny krok – przekształcił firmę w spółkę akcyjną. Została zrejestrowana w czerwcu 1896 r., a  jej kapitał założycielski, 1,5 mln marek podzielono na 1 tys. akcji na okaziciela o nominale 1,5 tys. marek. Ich właścicielami zostali Loebel Haendler, jego syn Siegfried, dyrektor wrocławskiego banku, dyrektor banku z Gliwic oraz inny wrocławski bank. Największą liczbę, bo 1496 akcji zatrzymał założyciel zabrzańskiego browaru.

Po przekształceniu firmy w spółkę akcyjną, Loebel Haendler zaczął wycofywać się z piwnego biznesu. Jego następcą został Siegfried, a senior przeprowadził się do Berlina. Swoje 70. urodziny uczcił prezentami dla innych. Wśród obdarowanych przez niego instytucji, zalazł się powstający w tym czasie zabrzański gminny szpital. Przekazał mu 10 tys. marek. Najwięcej jednak, bo 25 tys. marek, podarował pracownikom zabrzańskiego browaru. Pieniądze utworzyły kasę premiowo-emerytalną, a procenty od zdeponowanej w niej kwoty miały być dzielone między pracowników, którzy 10 lat, bez przerwy uczciwie wypełniali swoje zawodowe obowiązki.

Zabrzański browar przetrwał II wojnę światową, ale dotkliwie odczuł zdobycie przez Armię Czerwoną. Żołnierze zza wschodniej granicy rozmontowali go. W 1948 r. oszacowano, że bez maszyn i urządzeń fabrycznych jest zniszczony w 30 proc. Na szczęście, nowe władze uznały za zasadne jego ponowne uruchomienie.  Być może także dlatego, że Zabrze było miastem piwoszy. 10 lat trwało jednak nim napili się trunku warzonego na miejscu. W czerwcu 1958 r. w sprzedaży pojawiło się wreszcie piwo słodowe z Zabrza.

Browar przy ulicy Wolności wszedł w skład Górnośląskich Zakładów Piwowarskich, które potem przekształciły się w Browary Górnośląskie. Należało do nich pięć przedsiębiorstw. W 1999 r. zabrzański browar ogłosił upadłość. Mimo tego nadal warzono w nim piwo. Za rządów syndyka, w latach 2002-03 wyprodukowano tu 235 tys. hektolitrów chmielowego trunku. Wówczas był to rekord firmy.  W 2006 r. jego nowym właścicielem została spółka Van Pur z Rakszawy. Kupiła go podczas licytacji komorniczej. Po transakcji uruchomiono w Zabrzu m.in. nową rozlewnię piwa, nowoczesne tankofermentory.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud