Współuzależnienie niszczy tak samo jak nałóg - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Współuzależnienie niszczy tak samo jak nałóg

Współuzależnienie niszczy tak samo jak nałóg. Dlaczego jednak są tacy, którzy wolą w nim trwać? O tym m.in. mówi Agnieszka Meier – Suszka, psychiatra z zabrzańskiego Ośrodka Profilaktyki i Leczenia Uzależnień.

Kim jest osoba uzależniona? Kogo kwalifikuje się do tej kategorii?

Uzależnionych czy współuzależnionych?

Trafnie odczytała Pani moje intencje. Właśnie o współuzależnionych chciałam zapytać. Przecież bliscy nałogowców też cierpią, też chorują.

Zacznijmy od uzależnionych. To osoby, które czują potrzebę m.in. picia alkoholu, zażywania określonych substancji, w konsekwencji degradują swoje życie, zaniedbując wiele jego sfer, również rodzinnych. Skupiają się przecież na zaspokojeniu nałogu. W psychiatrii posługujemy się kryteriami ICD 10. To międzynarodowa klasyfikacja chorób, w której znajdują się uzależnienia od różnych substancji oraz wytyczne dotyczące ich rozpoznawania. Wśród nich nie ma współuzależnienia. Osoby, które go doświadczają reprezentują bardzo szerokie spektrum problemów, bywa, że są obarczone konkretnymi chorobami. m.in. zaburzeniami adaptacyjnymi, związanymi ze stresem, stanami depresyjno – lękowymi.

Ci drudzy mogą sami siebie zdiagnozować? Stwierdzić, że i z nimi dzieje się coś niedobrego, bo bliska im osoba jest nałogowcem?

Początek u prawie wszystkich jest ten sam. To wypieranie problemu – i przez uzależnionego i współuzależnione otoczenie. Wiele zależy też od rodziny. Te, w których jest tradycja picia alkoholu później od pozostałych reagują na alkoholizm. Do mnie, do poradni zgłaszają się raczej osoby zmotywowane, zdeterminowane, ale też zmęczone objawami, problemem picia bliskiego.

Częściej zgłaszają się uzależnieni czy współuzależnieni?

Nie ma reguły. Jedni i drudzy trafiają do naszych gabinetów. Pomocy szukają także dorosłe dzieci nałogowców. Oczywiście są sytuacje, gdy tylko bliscy chorego podejmują leczenie.

No właśnie! Komu łatwiej zdefiniować problem? Uzależnionemu czy współuzależnionemu?

Statystyk nie znam, ale z mojego doświadczenia wynika, że najczęściej to rodzina pierwsza go dostrzega. Próbuje pomóc sobie, zmotywować uzależnionego do rozpoczęcia terapii. Czasami najbliższych wyręcza opieka społeczna, szkoła, która rozpoznaje w zachowaniu dzieci kłopoty rodziców, widzi, że dzieje się z nimi coś złego. Tak samo  jak koledzy z pracy.

Co to jest to „coś złego”?

Zaczyna się m.in. od nerwowości, drażliwości, problemów z koncentracją. Także u dorosłych. To efekt ciągłego zastanawiania się, w jakim stanie wróci bliski, jak będzie się zachowywał, czy nie popadł w problemy, długi. Niekorzystne emocje potęguje także przemoc fizyczna i psychiczna, pojawiająca się w domach osób uzależnionych. Bywa, że osoba współuzależniona zaczyna towarzyszyć partnerowi w nałogu. Mechanizm takiego działania jest prosty – daje nadzieję, że problem nie wyjdzie poza cztery ściany, że w ten sposób alkoholik nie będzie szwendał się po osiedlu, szukając wódki, ale wypije ją w domu, nieoglądany przez sąsiadów.

Współuzależnionymi kieruje wstyd.

Uważają, że lepiej być towarzyszem kieliszka niż wystawiać problem na widok publiczny.

W związkach z dziećmi dzieje się tak samo?

Niestety, nie ma to znaczenia.

Wydawałoby się, że dzieci skutecznie chronią przed wchodzeniem w nałóg drugiego rodzica.

Cały problem polega właśnie na tym, że osoba współuzależniona maksymalnie koncentruje się na partnerze. Żeby ukryć jego nałóg, żeby był zadowolony, żeby się nie awanturował. A to odbija się na dzieciach.

Święty spokój jest cenny. A właściwie bezcenny, skoro dla niego można zaniedbać dzieci.

Bywa bezcenny. Dlatego czasami kupuje się alkoholikowi piwa, przynosi do domu i czeka aż się upije. Współuzależnieni wkładają dużo energii w zatuszowanie problemu. Okłamują kogo się da- pracodawców, opiekę społeczną, ale też samych siebie, by sprawa nie wyszła na jaw.

Kiedy przychodzi opamiętanie? Gdy współuzależniony wreszcie dostrzega krzywdę dzieci?

Można się opamiętać, słuchając dzieci. Są świetnymi obserwatorami. Świadomość budzą też inne problemy, związane z nałogiem – utrata pracy, brak pieniędzy. Pobudki finansowe dobrze motywują do refleksji. Niestety, proces wychodzenia ze współuzależenienia jest długi i skomplikowany.

Także dlatego, że partner nałogowca cierpi na konkretne choroby?

Najczęściej na zaburzenia depresyjno – lękowe, adaptacyjne.

Co wtedy robić, gdy już wiadomo, że zasłużyło się na miano współuzależnionego? Podejmować radykalne kroki? Decydować się na rozstanie? Czy ta metoda się sprawdza?

Nie ma złotego środka. Gdyby istniał, pomoc psychologiczna i psychiatryczna nie byłaby potrzebna. Część uzależnionych potrafi w miarę obiektywnie przyjrzeć się swojej sytuacji, wysłuchać argumentów, zacząć leczenie. Niestety, są i tacy, do których nic nie trafia. W tej drugiej sytuacji rozwiązaniem jest, często zresztą praktykowanym, rozstanie. Bo jeśli kilka prób uzdrowienia rodziny kończy się fiaskiem, nie zostaje nic innego.

Jak dużo czasu zajmuje decyzja o rozstaniu? Przecież zawsze, niezależnie od okoliczności, jest trudna.

Na radykalne kroki decyduje się zazwyczaj osoba, która podjęła terapię, wykorzystała wiele możliwości zachęcenia partnera do zrobienia tego samego. Bez sukcesu. Jestem przekonana, że nikt nie rezygnuje ze związku od razu. Zresztą trudno, by było inaczej po wielu latach wysiłku, koncentrowania się na ukrywania problemu, pomocy partnerowi w zaspokajaniu nałogu. Raczej niewiele osób chce, by sąsiedzi byli świadkami wystawiania walizek za drzwi. Ale motorem do działania, który pomaga przetrwać wiele trudnych chwil są dzieci. Także nasze czasy pomagają w uwalnianiu się ze współuzależnienia. Łatwy dostęp do informacji powoduje, że nie zawsze trzeba rozmawiać z psychiatrą, psychologiem.

Typ osobowości ma znaczenie w wychodzeniu ze współuzależnienia? Jest wiktymologia, nauka zajmują się m.in. osobami ze skłonnościami do stawania się ofiarą. Dla nich być może taka sytuacja jest trudniejsza.     

Osobowość ma bardzo duże znaczenie, od jej typu zależy, jak współuzależniony poradzi sobie z problemem, czy w ogóle podejmie terapię. Niestety, są osoby czerpiące wtórne korzyści z uzależnienia partnera.

Jakie?

Święty spokój. Mąż – alkoholik, zostańmy przy tym stereotypie, nie wtrąca się w życie rodzinne, z niczego nie rozlicza.

Można kupować buty i nie tłumaczyć się z wydatków.

Można, bo on i tak nie zauważy. Można też prowadzić dom po swojemu, itp.

A taka sytuacja, świętego spokoju, wydłuża pewnie wychodzenie ze współuzależnienia.

Oczywiście. Za to kiedy mąż zaczyna trzeźwieć i interesować się otoczeniem, pojawia się problem. Ale chciałabym jeszcze wrócić do osobowości. Są osoby neurotyczne, czyli stale zmęczone, bez energii potrzebnej do podjęcia działania. Z tego powodu dostarczają alkohol, zamiast przeciwdziałać uzależnieniu. Inne, które przytłacza nałóg partnera to niezaradne życiowo, niepracujące, zależne finansowo.

Kogo najłatwiej wyrwać ze współuzależeniania?

Oczywiście osoby niezależne – pracujące, ze świadomością problemów w swojej rodzinie, szukające ich rozwiązania, pomocy. Otwarte na sugestie specjalistów, choć czasami bywają one niełatwe do zrealizowania. Sprawa nie kończy się przecież na wystawieniu za drzwi walizek pijącego męża. Później następuje trudny proces zdrowienia alkoholika i poważanych zamian w życiu jego i najbliższych.

I wtedy, wbrew obiegowym opiniom wcale nie następuje szczęśliwy koniec, ale zaczynają się prawdziwe schody. Fakt, że uzależniony chce się leczyć, a współuzależnieni wiedzą, że też padli ofiarą nałogu jest tylko połowicznym sukcesem. Sytuacja dla wszystkich przestaje być wygodna.

Trzeźwiejący mąż nagle zaczyna interesować się wieloma sprawami: postępami edukacyjnymi dzieci, miejscami, w których żona spędza wolny czas, wydatkami.

Zauważy nowe buty.

I zapyta żony, po co je kupiła.

A zdarza się tak, że gdy wreszcie nastąpił oczekiwany przełom, gdy cała rodzina jest świadoma problemu, komuś zaczyna brakować determinacji? Ktoś rezygnuje, bo zamiany są za duże, bo brakuje świętego spokoju?

Albo dzieje się tak, że mimo wyjścia z nałogu, związek się rozpada, bo bez alkoholu w tle nie da się żyć, nie udaje się dogadać. Ostatnio, znajomy przesłał mi taki rysunek: kobieta mówi do mężczyzny: „kochanie, wróciłeś z odwyku”, a on na to: „o Boże, jak ty jesteś brzydka!”. Niestety, to także dobrze pokazuje konsekwencje trzeźwienia. Nie wszystkie prowadzą do happy endu.

To znaczy, że alkohol wiele kantów wygładza, wiele niedociągnięć przysłania? Działa jak różowe okulary?

Uzależniony jest skupiony na nałogu, a współuzależniony na uzależnionym. I dlatego nie rozmawia się o domowych problemach, dzieciach, o braku pieniędzy.

Jakie mogą być warianty przekroczenia punktu zwrotnego, czyli uzdrawiania chorego i jego rodziny?

Jest wiele możliwości. Najgorsza to taka, o której już powiedziałam – rozpad związku, nawet jeśli terapia się powiodła.

Bo to dowód na to, że partnerów łączył alkohol, a nie uczucia i wspólne sprawy.

Nie są to rzadkie przypadki. W relacjach pacjentek nie raz słyszałam stwierdzenie „kiedy byliśmy narzeczeństwem, wydawało mi się, że za dużo pije”.

Kobiety mają chyba tendencje do myślenia, że po ślubie on się radykalnie zmieni. Pewnie przestrzegasz przed takim optymistycznym schematem.

Oczywiście. Nic się nie zmieni, a może być gorzej.

I pewnie są współuzależnieni, dla których wychodzenie z niewłaściwej relacji jest wyzwaniem ponad siły.

Niestety tak. Ale wtedy zawsze proponuję, by przyjrzeć się dzieciom, by zastanowić się nad ich przyszłością. Alkoholizm rodziców nigdy nie pozostaje bez echa.

Czym grozi?

Powielaniem schematów, czyli nadmiernym piciem lub wiązaniem się z osobami uzależnionymi, stanami depresyjnymi, lękowymi, niskim poczuciem własnej wartości. W dorosłym życiu dzieci alkoholików mają więcej problemów od pozostałych.

Czyli jeśli współuzależniony nie chce sobie pomóc, powinien zrobić to dla dzieci.

To jest inwestycja w ich przyszłość, a rodzice są przecież odpowiedzialni za swoje potomstwo.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud