Wolontariuszki szyją onkochusty - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Wolontariuszki szyją onkochusty

Szpital to nie jest typowe miejsce dla maszyny do szycia. Tym bardziej dla wielu. Ale kto lubi przełamywać schematy, ten wie, że korzyści z chodzenia pod prąd bywają ogromne. I w tym przypadku też tak jest. Pacjentki oddziałów onkologicznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach cieszą się prezentami wolontariuszek, szyjących dla nich onkochusty. Kolorowe materiały, zgodne z obowiązującymi trendami oddają, przynajmniej w części, zabrane przez chorobę poczucie kobiecości.

- 17 marca odbędzie się piąta edycja akcji, organizowanej co pół roku. Zaczęliśmy w 2016 r. Pomysłodawczynią była nasza pacjentka, Grażyna Koniorczyk. Zaprojektowała chustę i to pod jej okiem powstały pierwsze, przekazane innym. Zmarła na początku 2017 r. Dlatego fakt, że kontynuujemy jej inicjatywę ma dodatkowe znaczenie. To główne jest proste do odczytania – nie chcemy, by kobiety po chemio i radioterapii, których konsekwencją jest utrata włosów, były stygmatyzowane. Zależy nam by w chorobie, często również w walce o życie nie czuły się ograbione z kobiecości – mówi Natalia Stefańczyk, rzeczniczka Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Katowicach. Podczas poprzedniej edycji, w październiku 2017 roku, w 6 godzin udało się uszyć 116 chust. Podczas planowanej teraz, marcowej ma być ich znacznie więcej. I zapowiada się, że będzie, bo liczba wolontariuszek, które w najbliższą sobotę rozstawią swoje maszyny w auli szpitala przy ulicy Ceglanej w Katowniach będzie większa. Ostatnio do pracy zabrało się 5 pań zaszywających materiały, teraz swój udział w tym samym zajęciu zadeklarowało 9. Poza nimi są jeszcze te, które wykrajają kształt chust, te, które odwracają je na prawą stronę i te, które prasują. W sumie prawie 20 osób. – Najtrudniejsza część pracy to krojenie. Materiał trzeba przyciąć precyzyjnie, czasami tak, by nadrukowany na nim wzór dobrze się komponował. Używamy wyłącznie 140 – gramowej bawełny. Chusty muszą być przewiewne, by zapewnić komfort także w upalne dni, bo wtedy często zastępują peruki. Są dwustronne, więc jedna może służyć do kilku stylizacji. Dobrze się układają. Wiąże się je z tyłu głowy, na dole. Sprzyja temu ich kształt – trójkąt z łukowatymi bokami – wyjaśnia Natalia Stefańczyk. Choć akcja szycia onkochust rozgrywa się w Katowicach, ma duży zabrzański udział. Wolontariuszki, które w październiku 2017 r. spotkały się na ulicy Ceglanej poznały się na zabrzańskim gruncie, podczas kursu szycia. Zabrzanie współfinansują też kupno materiału na ich przygotowanie. Kto się jeszcze nie dorzucił, wciąż może to zrobić. Sklep Belka, na rogu ulic 3 Maja i Brysza sprzedaje kupony o wartości 10 zł. Każdy równa się 10 metrom materiału, który później trafi w ręce wolontariuszek. Ale co najważniejsze, wśród tych, które 17 marca zasiądą do maszyn przy ulicy Ceglanej jest zabrzanka. Katarzyna Jankowska do szycia zapałała niezrozumiałą nawet dla siebie miłością. Być może odziedziczoną w genach. Teraz to jej zawód. – Mam w swojej pracowni maszynę, prezent od mamy. W jej szafie stała nieużywana 25 lat. Mama miała do niej awersję, bo jej mama, a moja babcia zawodowo zajmowała się szyciem. Gdy ja za to się zabrałam, podarowała mi ją. Dziś stoi tu również ze względów sentymentalnych – mówi. Katarzyna Jankowska zanim została krawcową, pracowała w branży hotelarskiej. I jak często bywa, życiowy zwrot przyszedł razem z macierzyństwem. – Gdy urodziłam dziecko i byłam na urlopie, znalazłam reklamę o kursach szycia. Nigdy wcześniej o tym nie myślałam, ale ponieważ nie chciałam spędzać czasu wyłącznie w domu, zapisałam się. Szycie bardzo mi się spodobało. Okazało się też świetną alternatywą dla wcześniejszego zawodu. Wcześniej  pracowałam na 3 zamiany, a taki system byłby trudny do pogodzenia z nowymi obowiązkami. Postanowiłam, że będę zarabiała jako krawcowa. Nie żałuję. Moimi klientkami są kobiety, które szukają oryginalnych ubrań, często inspirowanych modowymi magazynami oraz takich, które dobrze leżą. W sieciówkach o nie trudno – opowiada. W akcji szycia onkochust zabrzanka weźmie udział drugi raz. Zaprosiła ją koleżanka, choć był jeszcze ważniejszy powód – chęć pomagania. – Lubię wspierać innych. Uznałam, że współpraca z katowickim szpitalem to zadanie idealnie dla mnie. Połączenie przyjemnego, czyli szycia, z pożytecznym – przygotowaniem prezentów dla pacjentek oddziałów onkologicznych. Po październikowej edycji, kiedy nie udało nam się w ciągu 6 godzin wykorzystać całego materiału, przygotowałam w swojej pracowni ponad 80 dodatkowych – opowiada. Onkochusty w Katowicach są już tradycją, która nikogo nie dziwi. Tak jak nie dziwią inne przedsięwzięcia, pomagające oswoić walkę z nowotworem. – Pierwsze onkochusty obdarowywane przyjmowały ze wzruszeniem. Dziś zamiast niego jest zadowolenie. Są pacjentki, którą wybierają nawet kilka. Staramy się jednak wspierać wszystkich, którzy leczą się u nas z nowotworów. Do ich dyspozycji są psychologowie, podczas podawania chemioterapii można słuchać ulubionej muzyki, organizujemy wyjazdy udowadniające, że nawet chorzy mogą pomagać i angażować się w społeczne akcje. U nas terapia nie kończy się na podaniu leków – mówi Natalia Stefańczyk.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud