Wizjoner Stanisław Pasyk - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Wizjoner Stanisław Pasyk

Prof. Stanisław Pasyk, organizując w latach 80. Wojewódzki Ośrodek Kardiologii zburzył niebiański spokój innych polskich szpitali, leczących chore serca. Pozostali musieli gonić Zabrze. I zostało tak na długo, jeśli nie na zawsze. Kardiolog, który w filmie „Bogowie”, został pokazany jako sprawny organizator, ten który do WOK sprowadził Zbigniewa Religę, zdaniem współpracowników miał znacznie więcej zalet. Tych z gatunku nie do przecenienia. Zmarł 4 sierpnia w Zabrzu. Miał 89 lat.

- Był wizjonerem. Bez nie niego, w tamtym czasie, w tamtych warunkach i w tym miejscu nie byłoby Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii, szpitala, w którym leczono zawały, przeszczepiano serca. Miał jeden cel: pacjent. Dla nas był wymagającym szefem, ale krytykował wyłącznie merytorycznie –wspomina prof. Andrzej Lekston, kardiolog w Śląskim Centrum Chorób Serca, które stało się nim w 1996 r., po zmianie poprzedniej nazwy.

Zanim zabrzański szpital został wiodącym w kraju, ktoś musiał go zorganizować. Tym kimś był właśnie Stanisław Pasyk. Funkcję tworzenia ośrodka, w nowym budynku przy ulicy Szpitalnej 2, przeznaczonym pierwotnie na szpital psychiatryczny powierzył mu ówczesny rektor Śląskiej Akademii Medycznej, prof. Franciszek Kokot. Stanisław Pasyk tak sam wspomniał ten czas, w autobiograficznym tekście: „W II Klinice Kardiologii musiałem zorganizować prace od podstaw. W Bardzo trudnych warunkach lokalowych i kadrowych oraz braku jakiejkolwiek pomocy finansowej ze strony Uczelni nadałem profil objętej przeze mnie Klinice. Podstawową czynnością było stworzenie warunków do pracy naukowej, usługowej i dydaktycznej młodemu zespołowi. Już po kilku miesiącach pracy w Zabrzu rozwinąłem całe spectrum nowoczesnej kardiologii, a działalność Kliniki sięgała poza teren województwa katowickiego. Przy intensywnym szkoleniu lekarze i personel średni zdobywali szybko specjalizacje oraz stopnie naukowe. (…) Obowiązkowe nauczanie języka obcego umożliwiło pracownikom korzystanie z czasopism i książek zagranicznych oraz przygotowało ich do wyjazdów szkoleniowo – naukowych za granicę. Ankiety i opinie pacjentów były bardzo pozytywne dla Kliniki.”

5 listopada 1985 r. w Zabrzu wydarzyła się historia, nie tylko medycyny. Prof. Zbigniew Religa, jako pierwszy w Polsce dokonał udanego przeszczepu serca. Wtedy był już na stałe związany z miastem, kierował Katedrą i Kliniką Kardiochirurgii Wojewódzkiego Ośrodka Kardiologii. Ale wcześniej zabrzańscy pacjenci też nie byli mu obcy. Regularnie ich konsultował. Po wykonanej koronarografii, oceniał zmiany w naczyniach i kwalifikował chorych do zabiegów w Warszawie, w Klinice Kardiochirurgii Instytutu Kardiologii. – Ta współpraca była możliwa z dwóch powodów: prof. Stanisław Pasyk miał szerokie horyzonty i właściwą samoocenę. W pracy nie przeszkadzało mu towarzystwo równie utalentowanych lekarzy – mówi prof. Andrzej Lekston.

Połączenie takich osobistych cech: umiejętności doceniania innych i patrzenia daleko w przyszłość tworzy z człowieka wizjonera. Że tak było u prof. Stanisława Pasyka, widać m.in. na przykładzie pracowni hemodynamiki. Uruchomiono ją W 1976 r. i była pierwszą na Śląsku z prawdziwego zdarzenia. Wtedy chorych ze świeżym zawałem zaczęto leczyć trombolizą selektywną. Mimo tego, wciąż daleko było do dzisiejszych standardów. Pracowania, z nowoczesną aparaturą, większość dnia stała zamknięta na kłódkę. Działała jedynie pięć godzin, do godz. 13.00. Sytuacja zmieniła się dopiero w połowie 1987 r. – Miałem dyżur. Około godz. 16.00, do WOK przyjechała karetka kardiologiczna z chorym, u którego rozpoznano świeży zawał mięśnia sercowego ściany dolnej. Pacjent nazywał się Twardowski, był zabrzaninem, około pięćdziesiątki. Pracowania była oczywiście zamknięta. Samowolnie, z dr Bogdanem Borkowskim, który wtedy przywiózł chorego karetką otworzyliśmy ją, uruchomiliśmy aparaturę, zaczęliśmy działać. Stan mężczyzny tak szybko się poprawiał, że w końcu zapytał, czy może już zejść ze stołu. Był to pierwszy w WOK zabieg mechanicznego udrożnienia tętnicy dozawałowej w trybie dyżurowym. Następnego dnia, podczas codziennego raportu, prof. Stanisław Pasyk polecił mnie i Bogdanowi Borkowskiemu stawić się w swoim gabinecie. Gdy przyszliśmy, stwarzał pozory niezadowolonego i powiedział: „opieprzyłem pana nie za to, co zrobił pan z kolegą na dyżurze, bo już dawno powinniście byli to zrobić, ale dlatego, że nie zadzwoniliście do mnie”. Wtedy otrzymałem polecenie zorganizowania 24 – godzinnego dyżuru zawałowego w pracowni hemodynamiki. Profesor zakończył naszą rozmowę swoim zwyczajowym pytaniem: „czy pan dobrze mnie zrozumiał?” – opowiada Andrzej Lekston.

Karetka, która przywiozła pacjenta Twardowskiego na ulicę Szpitalną 2 i od której zaczęła się radyklana zmiana zasad funkcjonowania pracowni hemodynamiki kursowała po Zabrzu od 1977 r. Rozwiązanie było oczywiście wyjątkowe, do naśladowania w innych polskich miastach, a cel osiągnięty: skrócił się czas od wystąpienia dolegliwości do ustalenia rozpoznania i wdrożenia leczenia u chorego. W skład zespołu dyżurującego w ambulansie wchodziła pielęgniarka, sanitariusz, kierowca i lekarz z doświadczeniem kardiologicznym. W jej wyposażeniu znajdował się aparat EKG i do defibrylacji. Korzyści z karetki, dla chorych z zawałem były ogromne – zwiększały się szanse na przeżycie i dawały szanse na życie w lepszej kondycji.

– Prof. Stanisław Pasyk to dla kolejnych pokoleń lekarzy ogromny autorytet. Był pasjonatem i odważnym wizjonerem. Jego osiągnięcia stanowiły kamienie milowe w rozwoju całej polskiej medycyny. Wysoki pozom, jaki reprezentują współcześnie nasza kardiologia i kardiochirurgia, są w znacznej mierze konsekwencją tych dokonań. Pan Profesor udowodnił, że stać się wspaniałym lekarzem można dzięki własnej pracy i zaangażowaniu. To wartości ponadczasowe, które dla kolejnych pokoleń lekarzy wciąż stanowią ważną inspirację i kierunkowskaz – dodaje dr hab. n. med., prof. SUM Oskar Kowalski, Kierownik Pracowni Elektrofizjologii i Stymulacji Serca ŚCCS.

MARZENA PIECHOWICZ-GRUDA


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *