Szczepionka będzie za rok? - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Szczepionka będzie za rok?

Epicentrum koronawirusa na Śląsku, ze względu na specyfikę regionu było do przewidzenia. Tak uważa dr hab. Jerzy Jaroszewicz, lekarz chorób zakaźnych, który w Szpitalu Specjalistycznym nr 1 w Bytomiu leczy chorych na COVId-19.

Możemy zacząć optymistycznie?

Oczywiście. Wszyscy czekamy na pozytywne wiadomości. Pierwsza jest taka, że z naszego oddziału wypisaliśmy już 10 osób, zarażonych koronawirusem. Są zdrowe.  Druga, że pojawiają się nowe opcje terapeutyczne. W Bytomiu zaczynamy leczenie osoczem ozdrowieńców, lekiem będącym darem innych. Wiążemy z nim duże nadzieje. Trzecia, dobra wiadomość jest taka, że wyleczeni zostaną poddani dokładnym badaniom, dotyczącym następstw choroby. Będziemy to robić z udziałem Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. W projekcie, kierowym przez kardiologa, prof. Mariusza Gąsiora zamierzamy oceniać, czy pacjenci, po przebyciu COVID-19 rzeczywiście są zdrowi.

Nie spodziewałam tylu dobrych informacji! O dwie chciałam zapytać. Zacznę od osocza. Z jednej strony pojawiają się entuzjastyczne relacje – o młodej kobiecie, z Kędzierzyna – Koźla, której stan, po podaniu go spektakularnie się poprawił. Z drugiej, wciąż są wątpliwości. Nie wiadomo m.in., jak długo trwa odporność organizmu po przebyciu COVID-19. A to chyba kluczowa wiedza, skoro z osoczem poddawane są antyciała, powstające w walce z chorobą.

Leczenie osoczem wciąż jest terapią eksperymentalną. Mogą je prowadzić wyłącznie ośrodki posiadające zgodę Komisji Bioetycznej. Nie ma jeszcze danych dotyczących jej skuteczności, a pacjenci, korzystający z niej, muszą świadomie wyrazić zgodę. Na świecie osocze podano kilkudziesięciu chorym, w Polsce kilku.

Kilkudziesięciu osobom na świecie? Niewiele!

Mówię tylko o opublikowanych przypadkach. Ważne jest, że w opisach amerykańskich i azjatyckich nie widać istotnych niebezpieczeństw tej terapii. Inaczej rzecz ujmując: u osób, którym je podano nie stwierdzono niepożądanych skutków. Bezpieczeństwo tego leczenia wzmaga fakt, że w Polsce osocze pobierane jest przez regionalne centra krwiodawstwa i krwiolecznictwa, placówki o bardzo wysokich standardach bezpieczeństwa i ogromnym doświadczeniu w terapii krwią. I co równie ważne, od lat stosujemy je u pacjentów m.in. z marskością wątroby. Każdego roku przyjmuje je kilkaset osób. A skuteczność terapii? Rzeczywiście jej nie znamy. Zanim jednak osocze zostanie podane pacjentowi, sprawdza się, czy są w nim odpowiednie przeciwciała i w jakim mianie. Dlatego nie każdy może być dawcą. Zostanie nim tylko osoba, która ma ich wystraczająco dużo.

Od czego zależy wysokość miana? Dlaczego jedni, po przejściu COVID – 19 mają więcej antyciał a inni mniej?

Przeciwciała są produkowane przez limfocyty B, czyli białe ciałka naszej krwi, które powstają po stymulacji na antygeny wirusa. Różne osoby mają różny poziom odporności. Myślę, że w dużej mierze za te rozbieżności odpowiadają czynniki genetyczne.

Fakt, że ktoś ma dużo antyciał świadczy o…

… dużej odporności. Osocze, o czym już wspomniałem, stosujemy od wielu lat w terapii chorób zakaźnych – żółtaczki typu B, A, odry, tężca, ospy wietrznej. Stąd wiemy, że im wyższe miano przeciwciał, tym skuteczniejsze leczenie. Mechanizmy działania osocza, w innych chorobach zakaźnych próbujemy przełożyć na SarsCov-2. Zakładamy, że efekty powinny być podobne.

Zapytam o drugą dobrą wiadomość z początku naszej rozmowy: współpracę z Śląskim Centrum Chorób Serca. Do badań zdrowotnych skutków zakażenia koronawirusem włączono kardiologów, ponieważ COVID – 19 negatywnie wpływa na układ krążenia?

Nasza klinika i kilka innych oraz Śląskie Centrum Chorób Serca otrzymały bardzo prestiżowy grant Agencji Badań Medycznych. Dlaczego akurat zabrzański szpital? Bo wydaje się, że największe zdrowotne konsekwencje SarsCov-2 są dla układu oddechowego, krążenia, głównie serca i nerwowego. Niestety, coraz więcej danych wskazuje na następstwa neurologiczne – nie tylko udary, ale zaburzenia neuropoznawcze: pogorszenie pamięci, zdolności kojarzenia, koncentracji. Dzięki badaniom, chcemy najbardziej kompleksowo jak się da, określić ryzyko ich wystąpienia. Musimy wiedzieć, czy osoby po przebyciu zakażenia koronawirusem potrzebują opieki medycznej. A jeśli tak, to jakiej. Sprawdzimy to na przykładzie 200 osób i co ważne dla wszystkich, którzy chorowali: na tej podstawie stworzymy algorytmy. Dzięki nim będziemy m.in. wiedzieć, czy po 3 miesiącach od wyzdrowienia każdy chory powinien przejść badanie płuc.

Analizując sutki choroby, przygotowujemy się także na drugą falę pandemii? Mówi się, że przyjdzie we wrześniu.

Oczywiście. Koronawirusa tak łatwo się nie pozbędziemy.

Dlaczego?

Mam wieloletnie doświadczenie w walce z chorobami zakaźnym. Wiem, że im są skuteczniejsze w zakażaniu ludzi, im dłużej trwają w organizmach, tym trudniej je wyleczyć.  Łatwość infekowania i przenoszenia się koronawirusa , świadczy, że jest świetnie zaadaptowany. I dlatego zostanie z nami na długo. Szczepionka może to zmienić, ale na razie bez odpowiedzi pozostają dwa ważne pytania: kiedy powstanie i kiedy zostanie masowo wyprodukowana. By podać ją całej populacji, potrzebujemy około 7 mld dawek! Nie łudźmy się: COVID – 19 zostanie z nami kilka lat.

Może kres epidemii położy nie szczepionka, ale odporność zbiorowa? Postawili na nią m.in. Szwedzi.

Uważam, że stawianie na wytworzenie odporności stadnej jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Oczywiście Szwedzi mają swoje argumenty, ale to ścieżka, którą nigdy bym nie poszedł jako organizator opieki zdrowotnej w wolnym kraju.

Dlaczego nie?

Szwedzi ryzykują dużą liczbą zgonów. Każdy kraj równocześnie może pomóc określonej grupie osób,  każdy system opieki zdrowotnej ma swoją wydolność. Pozwalając na swobodne zakażenia, odbieramy części pacjentów szansę na leczenie. Lepiej, by liczba chorych rosła wolniej. Oczywiście mówię z perspektywy lekarza, a nie ekonomisty.

Nie czuje pan teraz lekarskiego buntu? Rząd stopniowo luzuje wprowadzony lockdown, tymczasem epidemia się nie cofa. 

Zgadzam się ze Szwedami, że kompletny lockdown jest frustrujący. Już widać rosnącą ilość zaburzeń emocjonalnych i psychicznych. Z medycznego punktu widzenia wynika, że ograniczenia powinny być bardziej celowane. Czyli jak najskuteczniejsze i jak najmniej ograniczające funkcjonowanie osoby w społeczeństwie.

To może dobrym rozwiązaniem byłyby przepustki odpornościowe? W niektórych krajach są stosowane.

Nie wiem. Mówi się, że odporność pojawia się u większości, ale nie wiadomo, jak długo się utrzymuje, może kilka – kilkanaście miesięcy?

Powiedział pan, że koronawirusa szybko się nie pozbędziemy, bo świetnie adaptował się do ludzkiego organizmu.

I łatwo zakaża. I jeszcze jedno: większość osób nie ma objawów infekcji.

Do dystansu społecznego należałoby więc dodać powszechne wykonywanie testów. Czy nie robimy ich za mało?

Robimy. To kwestia systemowych możliwości.

Ale testy podobno są, a laboratoria przeprowadzają je poniżej swoich mocy przerobowych.

Nie wiem, co mamy, a czego nie. Wiem natomiast, że na robienie testów składa się kilka zmiennych. Pierwsza to punkty pobierania wymazów. Czy jest ich na Śląsku wystarczająco dużo? Myślę, że nie. Druga to wykształcony personel, osoby doświadczone w zawodzie, minimalizujące ryzyko błędów. Trzecia to odpowiednie odczynniki do przygotowania testów. Czwarta to system raportowania o wynikach.

Od kilku dni sytuacja na Śląsku jest zła. Region stał się drugim, w kolejności chronologicznej, epicentrum zakażeń w Polsce.

Województwo śląskie jest unikatowe w skali kraju – mieszka tu dużo ludzi, blisko siebie. Są zakłady przemysłowe, zatrudniające tysiące osób. I dlatego, mimo najszczerszych chęci nie da się wszędzie zapewnić izolacji społecznej. Od początku byliśmy skazani na to, co się teraz dzieje. Niestety, spełnia się wariant pesymistyczny, który był jednak do przewidzenia.

Ale ogólnopolskie statystyki nie są tak dramatyczne. Pytanie, dlaczego. Z powodu szybkiej rządowej reakcji, czy m.in. nieprecyzyjnego systemu klasyfikacji zgonów?

Byliśmy jednym z pierwszych krajów, które wprowadziły obostrzenia. Dzięki temu zaczęliśmy spłaszczać krzywą zachorowań. Uważam, że to były dobre decyzje, choć wszystkie, podejmowane w czasie epidemii są obarczone dużą niepewnością, dotyczącą skutków. Z mojego, lekarskiego punktu widzenia, twierdzę, że nasz system opieki zdrowotnej nie był i nie jest przeciążony ponad miarę.

Dzisiejsza sytuacja prowokuje wiele kontrowersji. Także naukowych. Mówiliśmy już o osoczu ozdrowieńców, ale spore zamieszanie wywołała też chlorochina, lek przeciwmalaryczny. Według Francuza, prof. Didier Raoulta ma 100 proc. skuteczność w leczeniu zakażenia koronawirusem. I właśnie o tę deklarację chodzi. Wielu naukowców ją zakwestionowano, uznało za nierzetelną. Czy teraz łatwiej o naukową hucpę?

Trwa ogromny szum medialny, jest wiele fake newsów. Jako Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych staramy się je dementować. Niestety pojawiają się nawet w poważnych czasopismach. Z drugiej strony, potrzeba naukowa jest duża, publikuje się artykuły bez recenzowania. O żadnym leku nie można jednak powiedzieć, że ma 100 proc. skuteczność. Nie ma wspólnego schematu leczenia COVID-19, są tylko wytyczne, zalecające ostrożność w stosowaniu każdego. Większość ośrodków leczy oczywiście chlorochiną.

A jaki jest współczynnik reprodukcji koronawirusa w Polsce? Podobno wiele mówi o stanie epidemii.

Około jedności, ale to nie dotyczy Śląska. W Polsce epidemia się zatrzymuje.

A na Śląsku?

Jest duży wzrost. Nie wiemy jednak, w jakim stopniu zależy od dynamiki zachorowań i czy przypadkiem to nie rezultat większej liczby przeprowadzanych testów.

Zaczęliśmy optymistycznie. Chciałabym utrzymać ten trend i na końcu rozmowy. Kiedy możemy spodziewać się, że współczynnik reprodukcji w Polsce spadnie poniżej 1?

Patrząc na sytuację na Śląsku, przez kilka najbliższych tygodni nie liczyłbym na to. Natomiast optymistycznie, uważam, że skomasowany naukowy wysiłek całego świata doprowadzi do powstania skutecznych leków i szczepionki. To kwestia czasu.

Jak długiego?  Proszę pamiętać, optymistycznie!

W przypadku leków, kilka miesięcy, może krócej, w przypadku szczepionki roku, przy odrobinie szczęścia, które nawet w nauce jest niezbędne.

rozmawiała MARZENA PIECHOWICZ-GRUDA

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *