Świat potrzebuje artystów - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Świat potrzebuje artystów

Grzegorz Hańderek w czerwcu 2020 roku został rektorem Akademii Sztuk Pięknych. Jest trzecim zabrzaninem, kierującym katowicką uczelnią, po Marianie Oslislo i Antonim Cyganie. W rozmowie z Nowinami, przekonuje, że świat potrzebuje artystów, bo to oni mają potencjał, by przezwyciężać każdy kryzys. Dobrze, że na Śląsku jest ich coraz więcej!

Sztuka współczesna jest trudna. Podziela pan tę opinię?

Na pewno jest zaproszeniem do dialogu, a więc wymaga wysiłku, również odbiorcy. Jak każdy rodzaj twórczości. Choć sami też stawiamy sobie bariery. Chcemy poprawnie odczytać intencje autora, a przecież nie na tym polega odbiór dzieła. Ukończone jest w pewnym sensie autonomiczne. Powinno spotkać się z naszymi doświadczeniami, wiedzą, emocjami. To właśnie tu buduje się przekaz. Myślę, że kłopot ze sztuką, przede wszystkim współczesną, polega również tym, że często stajemy przed formą, która nie znajduje prostego odniesienia w rzeczywistości.

Trudność jest podwójna – forma, odległa od widzianego, obserwowanego świata, a później wyrafinowane, hermetyczne opinie krytyków. Konfrontując się z nimi, można popaść w kompleksy.

A to już zupełnie inna sprawa… Zacznę od drugiego wątku. Sposób mówienia o sztuce wymaga zmiany. W tej kwestii jest wiele do nadrobienia. Jakość naszych rozmów to konsekwencja edukacji, nawet bardzo wczesnej. Lekcje plastyki zostały w szkole zredukowane i tuż też tkwi część problemu. Prawdą jest, że kuratorskie opisy bywają hermetyczne, napisane trudnym językiem. Na szczęście ostatnio obserwujemy odmienne trendy – mówienia o sztuce w sposób przystępny. Z całą pewnością osoby profesjonalnie komentujące artystyczną twórczość powinny wciągać obiorców do dyskusji, stawiać pytania, a nie fundować gotowe interpretacje.

Jak trudna jest lektura tekstów napisanych przez znawców sztuki, przekonałam się, czytając, że świat, przedstawiony przez pana w instalacji, „Zły sen”, jest symulakryczny. Jednym z jej elementów była tablica, przypominająca nagrobną, z inskrypcją „to nas musi boleć”. Parafrazując: czy artystę musi, powinno boleć? Według powszechnego, dość wyświechtanego poglądu nieszczęśliwa miłość to dobre paliwo dla twórców.

Tamto zdanie, z instalacji, to cytat, chyba z prasy. Odnosi się do naszej chęci integrowania się wokół bólu, lęku.

Mówi pan o polskiej skłonności do martyrologii?

Między innymi. Ta wystawa odsyłała także do polskich doświadczeń, mówiła o przekształcaniu się indywidualnych obaw w grupowe, społeczne postawy. Szukałem związku między tymi dwoma sferami. A wracając do pytania, „boleć” to chyba za mocne słowo. Sztuka powinna nas testować, sprawdzać naszą wrażliwość. Jeżeli w dzisiejszym świecie, naszpikowanym bodźcami, coś jest w stanie nas dotknąć, a czasem wstrząsnąć, również pozytywnie, to jest to właśnie powód, by zajmować się sztuką. Na pewno twórczość artystyczna nie może zostawiać ludzi obojętnymi. Myślę, że – paradoksalnie – w obecnych warunkach, lepszym sposobem na wstrząśnięcie odbiorą jest redukcja środków przekazu.

Skoro o wstrząsaniu mowa, innym zarzutem, pod adresem sztuki współczesnej jest nastawienie na konfrontację, kalkulacja na skandal, kontrowersje. Przykłady bulwersujących dzieł można mnożyć.

Część artystów z pewnością oczekuje konfrontacji. Sztuka ma przecież aspiracje bycia testerem rzeczywistości, sprawdzianem relacji, w których żyjemy. Narusza schematy, by pokazać, że coś nie działa tak, jak powinno. Do wielu bodźców już się przyzwyczailiśmy, dlatego język artystyczny ewoluuje. Równocześnie okazuje się, że są tematy tabu, dotyczące najczęściej spraw funadmentalnych, które wcześniej, także w małych społecznościach były w rozmowach na porządku dziennym. Sztuka musi wypływać ze szczerych motywacji i zmuszać nas do myślenia. A to, że jest kontrowersyjna? Każda wypowiedź spotyka się z określaną wrażliwością. Rzeźba Maurizio Cattelana, przedstawiająca Jana Pawła II, przygniecionego meteorem, mimo skandalu, wykonała swoją robotę. Wciąż jest punktem odniesień w przestrzeni publicznej. Artysta, jako osoba nadwrażliwa, komentując istotne sprawy często używa przerysowanego języka, by jego przekaz miał szansę się przebić.

Włoski artysta rozpoczął narodową dyskusję o Papieżu Polaku. Taka też jest rola sztuki? Ma komentować aktualne wydarzenia? Nie powinna być autonomiczna, bez odniesień do teraźniejszości? Znów stawiam przed panem stary dylemat!

Bieżące komentowanie rzeczywistości wiąże się z ryzykiem, że dzieło szybko się zestarzeje, że nie będzie nośne, uniwersalne. A z drugiej strony, należy bronić tych, którzy tworząc, zabierają głos w publicznej dyskusji. Zostawiają przecież ślad swoich czasów. Artyści nie trwają w próżni – jedni będą wyciągać ogólne wnioski, inni bardziej konkretne, w nawiązaniu do wydarzeń, których są świadkami. Część z nich będzie tworzyła publicznie, inni w zamknięciu.

W Akademii, w pracowni, którą prowadzę wśród studentów da się zaobserwować trend do ucieczki, poszukiwania peryferiów; upodobanie do wykonywania rzeźb, ustawionych wśród drzew, trudnych do odkrycia. Ta studencka ucieczka do lasu może być ucieczką do źródeł. Lockdown pokazał części z nich, że świat się zagalopował, że zmierza w złym kierunku. Podczas izolacji szukają związku z naturą. Czasem to ucieczka nieświadoma, ale akurat to intuicyjne działanie nie może być pomyłką, skoro 2/3 studentów, w czasie pandemii, jej chce.

Studenci uciekają do lasu. Pandemia pokazała, że da się żyć bez galerii sztuki, a wy, na stronie Akademii piszecie, że świat potrzebuje twórców. Dzisiejsza sytuacja zweryfikowała to twierdzenie? Nadal w nie wierzycie? Czy teraz to tylko zabieg marketingowy?

To hasło jest komunikatem skierowanym do kandydatów na studentów ASP w Katowicach. Chcieliśmy m.in. rozbroić lęk przed wejściem w obszar sztuki i pokazać, że artyści naprawdę są potrzebni. Obecny kryzys polityczno – społeczny, ekologiczny jest kryzysem wyobraźni. Znane, utarte schematy działania, myślenia przestały się sprawdzać i tylko od naszej wyobraźni zależy, czy sytuacja się poprawi. Sztuka i projektowanie, a więc artyści w tej sprawie mogą wiele zrobić. Pod hasłem, o potrzebującym ich świecie podajemy przykłady ilustrujące tę tezę – przytaczamy sukcesy naszych absolwentów.

Ale to hasło ma też pomóc w oswajaniu lęku. Czego boją się kandydaci na artystów?

Towarzyszą im lęki bytowe, na przykład o to, czy wybrany zawód pozwoli utrzymać siebie, rodzinę. W  Akademii jednak dużo się zmieniło i zmienia – oferujemy studentom bazę doświadczeń, które umożliwiają nieustanne kształcenie, dają gwarancję, że stale będą potrzebni. Chcemy ich wyposażyć w umiejętność angażowania się w rzeczywistość, bo wrażliwość, zdolność kreatywnego myślenia już mają. Podczas studiów pokazujemy, jak wykorzystać ten potencjał.

W Akademii prowadzi pan Pracownię Interpretacji Literatury. Na czym polega interpretacja literatury przez studentów?

Nazwa już nie przystaje do rzeczywistości, dziś zajmujemy się tekstami kultury, choć rzeczywiście zaczynaliśmy od literatury. Nigdy jednak nie chodziło o tworzenie ilustracji. Najważniejsza była idea, a warsztat twórczy, wraz z jej znaczeniem, coraz bardziej się otwierał. Teraz nie ograniczamy się do grafiki artystycznej, ale włączamy inne media. Pierwszym tematem, w Pracowni zawsze jest słowo, o różnym ciężarze gatunkowym. Może nim być Bóg, śmierć, może guma do żucia.

Staje pan przed studentami, mówi „guma do żucia” i co dalej?

Pracujemy w dwóch etapach: najpierw muszą opisać ją na wszelkie możliwe sposoby, a później znaleźć takie, by za pomocą równie prozaicznych form opowiedzieć o swoim doświadczeniu. To bardzo otwierające.

Dla kogo? Dla studentów? Odbiorców?

Dla studentów. Pracują z abstraktem, muszą kreatywnie podejść do tematu. Uczą się nieschematycznego myślenia.

Ilu studentów jest w Akademii?

Około 600.

Zawsze tak było?

Nie, nie. W tym roku rozpoczynamy skromny jubileusz 20- lecia autonomii, gdy z filii ASP w Krakowie staliśmy się w samodzielną uczelnię. Gdy ja studiowałem, a zaczynałem na krakowskiej uczelni, kształciło się nas około 80 osób.

Potwierdza się teza, że świat potrzebuje artystów.

No tak. Mamy dwa filary działalności: artystyczny i projektowy. Mimo że Akademia rozrosła się, to w porównaniu do innych, nadal jest kameralna. A to zaleta. Nasi studenci mają dużą swobodę w wyborze profilu kształcenia. Władamy wiele wysiłku by było elastyczne, dostosowane do ich indywidualnych potrzeb.

rozmawiała MARZENA PIECHOWICZ-GRUDA

 

Ps. Przymiotnik symulakryczny od słowa symulakr. Symulakr jest reprezentacją lub imitacją osoby, rzeczy. Pozoruje lub tworzy własną rzeczywistość.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *