W straży rewolucji nie będzie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

W straży rewolucji nie będzie

Czy zabrzańską Straż Pożarną czeka rewolucja? Co zmieni się w działalności tej służby? Kto może zostać strażakiem? Odpowiada Kamil Kwosek, nowy komendant PSP w Zabrzu.

* Chciał pan w dzieciństwie być strażakiem?

Nie wiem, nie pamiętam. Chyba nie. Raczej nie myślałem w tym czasie, kim chcę być w przyszłości

* To kiedy pojawił się taki pomysł na życie?

W ósmej klasie szkoły podstawowej, gdy wybierałem szkołę średnią. Zastanawiałem się, czy iść do liceum ogólnokształcącego czy do technikum elektronicznego. Mój kuzyn kończył akurat Szkołę Główną Służby Pożarniczej. Rozmawiałem z nim i poradził, by iść do liceum. Wybrałem IV Liceum Ogólnokształcące im. Staszica, najlepsze liceum w Sosnowcu.

* Czyli już wtedy pan wiedział, kim chce w przyszłości zostać?

Nie do końca, potem w średniej szkole pomysły na życie wielokrotnie się zmieniały. Czas na decyzje przyszedł przed maturą. Interesowały mnie zajęcia z organizacji i zarządzania, ale wtedy był to modny kierunek, który co roku kończyło wiele setek innych osób, więc pomyślałem, że z takim zawodem przebić się na rynku pracy będzie ciężko. Z drugiej strony – to nie było tak, że chciałem ocalić ludzkość czy uratować świat. Wybrałem studia w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie z pobudek bardzo pragmatycznych – studia kończyło wówczas około 100 oficerów rocznie, praktycznie mają zagwarantowane zatrudnienie. Byłem ścisłowcem, a to uczelnia techniczna, poza tym to jest bardzo ciekawy kierunek, a ochrona przeciwpożarowa jest dziedziną interdyscyplinarną. Studia ukończyłem w 1998 roku.

* Zaraz po studiach trafił pan do komendy w Zabrzu?

Nie, zaczynałem w Katowicach, w jednostce ratowniczo – gaśniczej, gdzie spędziłem 7 miesięcy. Potem trafiłem do Wydziału Kontrolno-rozpoznawczego

(tzw. prewencji) w Katowicach, potem 4,5 roku pracowałem w Siemianowicach Śląskich, 7 miesięcy w Gliwicach i od 1 lipca 2004 roku w Zabrzu.

* Ciężko jest wejść w buty wieloletniego komendanta? Jacek Kycia szefował zabrzańskiej straży 24 lata. Komenda działała tak, jak on tego chciał.

Dużo rzeczy jest tu poukładanych w taki sposób, jak chciał poprzedni komendant; ja jestem innym człowiekiem, mam inną wiedzę, doświadczenie, zainteresowania, dużą wagę przykładam do kompetencji miękkich.

* Ale jaka była pańska ocena? Czy komenda działała jak dobrze funkcjonujący mechanizm, który potrzebuje jedynie niewielkich korekt, czy niezbędna jest jakaś rewolucja?

Rewolucja w straży pożarnej już się dokonała, to rewolucja kadrowa. Kadra w ostatnim czasie bardzo się odmładza. Porównując to do funkcjonującego mechanizmu – trzeba o niego dbać, czyścić, stale go oliwić, a teraz jest nowy smar. Do tego wymieniane są w nim na nowe liczne zużyte części. Strażacy ratują życie i zdrowie, muszą być sprawni fizycznie, odporni psychicznie, powinni radzić sobie ze stresem. Warto przypomnieć, że przez ostatnich 7 lat byłem w Zabrzu zastępcą komendanta i pewne zmiany, za zgodą komendanta, już udało mi się wprowadzić. Więc teraz żadnej kolejnej rewolucji nie będzie.

* Ale na brak zadań raczej nie będzie pan narzekał.

W 1992 roku, gdy powstała Państwowa Straż Pożarna, wachlarz zadań przydzielony tej służbie był bardzo szeroki – ratownictwo chemiczne, techniczne, wodne, ciężkie drogowe, wysokościowe. Powstały jednostki, specjalizujące się w tych konkretnych zadaniach, ale każda podstawowa jednostka straży również musi poradzić sobie z tymi specjalistycznymi zadaniami na poziomie podstawowym. Musimy być na to przygotowani.

* Jakie pamięta pan najbardziej spektakularne akcje strażaków z ostatnich lat?

Dwie główne, które wszyscy zabrzanie pamiętają, to oczywiście pożar Praktikera i starego młyna w centrum Zabrza, choć akurat przy tym mnie nie było. Praktiker to była bardzo intensywna akcja, do tego w okresie świąt Bożego Narodzenia, pamiętam, że święta i weekend po nich spędziłem wtedy w pracy. Pamiętam też zdarzenie z 16 stycznia 2010 roku, bo akurat dzień wcześniej zostałem powołany na stanowisko zastępcy komendanta. Wybuchł gaz na ul. Andersa, jedna osoba zginęła. Komendant był na zwolnieniu lekarskim, więc ja dowodziłem akcją. Została ona potem dobrze oceniona przez komendę wojewódzką, więc nie mam się czego wstydzić. W tym samym roku była powódź w Zabrzu, sporo czasu spędziłem przy nadzorowaniu naszych działań w Kończycach i Makoszowach.

* Wielu pracodawców narzeka obecnie, że trudno jest znaleźć odpowiedzialnych ludzi do pracy. Straż Pożarna chyba nie ma takich problemów – na ogłaszane nabory macie mnóstwo chętnych. Jak pan sądzi, dlaczego?

W ostatnich naborach na 5 wakatów, zgłosiło się 120 osób. Dlaczego? Powszechnie uważa się, że jest to stabilna państwowa praca, wypłata jest gwarantowana, do niedawna magnesem były też wcześniejsze uprawnienia emerytalne. One nadal są, ale już nie tak korzystne – by przejść na emeryturę, trzeba przepracować 25 lat i ukończyć 55 rok życia.

* Jak duża jest komenda PSP w Zabrzu?

Mamy 105 etatów, w tym 101 mundurowych. Obecnie jest w Zabrzu 11 wakatów, bo kilka osób odeszło na emerytury. Czekamy na absolwentów szkół pożarniczych, spodziewamy się, że w wakacje przybędzie nam kilku nowych pracowników. Od strażaków oczekuję przede wszystkim sprawności fizycznej i odporności na stres. Warto też mieć jakieś hobby, które pozwala odreagować po pracy; wielu strażaków na przykład wędkuje. Mnie akurat nigdy to nie pociągało, to za spokojne zajęcie.

* W zawodach zaufania społecznego strażacy zwykle zajmują pierwsze miejsce. Czy w codziennej pracy odczuwacie taką społeczną sympatię?

Nikt nam się nie rzuca na szyję z wdzięczności, ale po akcjach wielokrotnie dzwoniły osoby z podziękowaniem za uratowanie życia, domu, mienia. Podziękowania dostajemy też często za udział w życiu społecznym – spotkania z dziećmi, młodzieżą, pogadanki o zagrożeniach pożarowych. To małe sprawy, ale one budują zaufanie i pokazują, że jesteśmy istotną częścią lokalnej społeczności.

* W tym roku czekają was dwa ważne jubileusze – 120 lat działalności straży pożarnej w Zabrzu i 25-lecie powstania Państwowej Straży Pożarnej. Jakie macie plany z tym związane?

Uroczystości, związane z obiema rocznicami, odbędą się po święcie Św. Floriana, patrona strażaków, prawdopodobnie pod koniec maja. Dokładnych planów na razie nie chciałbym zdradzać.

* Czego możemy życzyć panu na tym stanowisku? Jak najmniej wyjazdów do prawdziwych akcji?

Strażakom życzy się zwykle tylu powrotów, ile wyjazdów. A na stanowisku komendanta, życzyłbym sobie wytrwałości w realizacji zadań. Chciałbym, aby funkcjonariusze zaufali mi, pomogli i wierzyli, że moje pomysły i decyzje będą korzystne dla wszystkich. Odpowiedzialność w komendzie jest jednoosobowa, nie zamierzam uchylać się od ciężkiej pracy, ale też jestem otwarty na dobre pomysły innych.

___

Kamil Kwosek ma 41 lat. Mieszka w Gliwicach, ale od 2004 roku związany jest z Komendą Miejską Państwowej Straży Pożarnej w Zabrzu. Od 15 stycznia 2010 roku był zastępcą komendanta PSP w Zabrzu, a od 22 lutego pełni funkcję komendanta. Ma żonę Małgorzatę i syna Stanisława.

 

 

 

 

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud