Na spółce MOSiR wzorowały się inne miasta - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Na spółce MOSiR wzorowały się inne miasta

Józef Kubica przez wiele lat, w latach 1994 – 2006,  był prezesem Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Potem został posłem z ramienia Unii Pracy, jeszcze później pracował w Brukseli. Teraz wydał naukową książkę „Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji”, w której opisuje trudne losy tej ważnej dla Zabrza instytucji.

Co Pana skłoniło do tego, by po latach wydać książkę na temat zabrzańskiego Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji?

To praca naukowa, a nie beletrystyka. Więc wszyscy ci, którzy liczą na pikantne szczegóły, będą rozczarowani. Takiej książki nie chciałem, bo pewnie wiele osób musiałbym przedstawić w niekorzystnym świetle. A książkę, o której mówimy, napisałem pod kątem mojej habilitacji.

W czasie, gdy był Pan prezesem, MOSiR przechodził największe zmiany. Przekształcał się z zakładu budżetowego w spółkę. Wtedy właśnie firma wzięła na siebie wszystkie miejskie obiekty sportowe i kluby i dostała instrumenty, by zarabiać na ich utrzymanie.

Prezydentem był wtedy Roman Urbańczyk. Spółka MOSiR powstała w zasadzie wbrew jego woli. Ja uważałem, że tylko taka formuła ma szansę na rozwój i utrzymanie obiektów. Ja wprawdzie jestem zagorzałym kibicem piłki nożnej, ale kibicuję też ręcznej czy koszykówce. Udało mi się przecież dojść do porozumienia z Bobrami Bytom, potężną wtedy drużyną koszykówki, jedną z najlepszych w Polsce i sprowadziłem ich wtedy do Zabrza. Przez kilka lat grali na hali przy ul. Matejki.

W momencie powstania spółki MOSiR założenie było takie, że z przychodów z miejskich targowisk, magazynów i wysypiska śmieci da ona radę utrzymać obiekty sportowe w mieście. Rzeczywiście bilansowało się to?

Wyszliśmy z założenia, że przydzielanie konkretnego obiektu sportowego tylko jednemu podmiotowi, na przykład klubowi sportowemu, mija się z celem, bo możliwości takiego obiektu dalekie są wtedy od pełnego wykorzystania. Poza tym klub sportowy, nastawiony na działalność wyczynową, nie widzi potrzeb rekreacyjnych mieszkańców. Zatrudniliśmy więc nie tylko trenerów, ale i animatorów kultury fizycznej, co było pewnego rodzaju eksperymentem. Potem ten model naśladowało wiele innych miast. W momencie przekształcenia zakładu w spółkę  gmina Zabrze dostała 149 886 udziałów o wartości prawie 15 milionów złotych. Miasto wniosło do niej m.in. halę przy Matejki, dwa kąpieliska – w Maciejowie i przy ul. Roosevelta, lodowisko przy ul. Majnusza, hotel Ambasador, boiska przy Dorotki i Ligonia, targowisko przy Jagiełły i magazyn przy ul. Handlowej. Potem doszły do tego pozostałe targowiska, Gościniec przy ul. Wolności, hala przy Szafarczyka w Rokitnicy, kąpielisko w Rokitnicy, składowisko odpadów i ujęcie wody „Szyb Jan”, boiska sportowe, parkingi. Prowadząc wieloraką działalność, m.in.  hotelową, targową, kawiarenkę internetową przy pl. Dworcowym, wynajmując nieruchomości i zbierając reklamy MOSiR miał mieć wystarczające dochody, które powinny przyczynić się do rozwoju działalności sportowej i rekreacyjnej oraz pozwolić mu utrzymać powierzone mu obiekty sportowe. I przez jakiś czas dobrze to funkcjonowało. Przecież gdyby się nie bilansowało, zawodnicy nie dostawaliby wypłat i nic nie moglibyśmy zrobić. Tak więc przez wiele lat się to udawało. Przestało, gdy odszedłem z firmy. Ale nie chcę oceniać moich następców i tego, co zrobili z tą firmą. Choć wiele ich działań budzi moje wątpliwości. Nawet obecna inwestycja w nawierzchnię trawiastą hali przy ul. Matejki. Niby dobry pomysł, ale ta hala wymaga przede wszystkim wymiany dachu! Kto zaczyna modernizację takiego obiektu od nowej płyty?

I, co ważne, teraz hala będzie dostępna tylko dla piłkarzy.

Ja postawiłem najpierw na tenisistów, ale równocześnie rozwijałem inne dyscypliny. Obecne działanie, które oddaje halę praktycznie tylko piłkarzom, jest na szkodę innych dyscyplin. Nie mogę ocenić tego pozytywnie. W trudnej sytuacji, mimo pomocy miasta, jest też Górnik, do którego mam wielki sentyment i który, jako szef MOSiR, wspomagałem go w wielu sprawach.  Trzymam kciuki za ten klub. Mam też uwagi do funkcjonowania Kąpieliska Leśnego w Maciejowie. Przecież to niewykorzystana perełka tego miasta! Powinna tętnić życiem! A on funkcjonuje na pełnych obrotach  tylko przez kilka tygodni w roku. Obok miał być akwapark, niestety ten projekt został utrącony przez ówczesne władze. A mógł być to piękny całoroczny obiekt, dodatkowo zapewniający 160 miejsc pracy. Cieszę się, że choć funkcjonuje stajnia na terenie Kąpieliska Leśnego.

W końcówce swojej książki napisał Pan, że MOSiR nie osiągnął jeszcze optymalnego modelu funkcjonowania, ale jest na dobrej drodze do tego.

Zarządzając większością pozaszkolnej infrastruktury sportowej na terenie Zabrza MOSiR powinien osiągać z tego jakieś minimalne zyski. Środki z dzierżaw i organizacji imprez powinny być następnie inwestowane w poprawianie stanu obiektów i ulepszanie infrastruktury. Ważne jest też bezpośrednie organizowanie imprez. Spółka ma przecież profesjonalny personel, dlatego imprezy, organizowane przez nią wiążą się z mniejszymi kosztami organizacyjnymi.

Co Pan teraz robi?

Jestem wykładowcą akademickim. Pracowałem na Uniwersytecie  Śląskim, jednak reforma premiera Jarosława Gowina sprawiła, że osoby po 75 roku życia musiały odejść z państwowych uczelni. Obecnie pracuję w Wyższej Szkole Bezpieczeństwa w Gliwicach oraz w Wyższej Szkole Ochrony Pracy w Katowicach. Jestem też członkiem zarządu stowarzyszenia Polscy Parlamentarzyści. Zajęć mam więc pod dostatkiem. Chciałem też robić coś dla Zabrza, bo to moje miasto, wciąż mieszkam w Maciejowie, ale moje doświadczenie i wiedza nie znajdują tu wykorzystania. Odpuściłem.

Dziękuję za rozmowę.

DARIUSZ CHROST

 

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *