Siły trzeba szukać w sobie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Siły trzeba szukać w sobie

Terapia osób uzależnionych od alkoholu to jak gaszenie pożaru. Najpierw trzeba go ugasić, a potem zabrać się za powody, przez które pożar powstał – mówi Grzegorz Galant.

To terapeuta uzależnień, pracujący w Ośrodku Profilaktyki i Leczenia Uzależnień w Zabrzu.

* Od czego się zaczyna uzależnienie? Czy początkiem są problemy domowe, osobiste, kłopoty w pracy?

Różnie z tym bywa. Terapia osób uzależnionych od alkoholu czy narkotyków przypomina gaszenie pożaru. Pożarem jest picie czy branie narkotyków. Terapia podstawowa to ugaszenie tego pożaru. Ale w kolejnym etapie bierzemy się za powody, przez które ten pożar powstał.

* Czyli najpierw zajmujemy się skutkami, a potem sięgamy do przyczyn.

Tak. Z tym, że nie wszyscy sięgają do przyczyn, nie wszyscy uzależnieni chcą się nimi zająć.

* Ale lecząc tylko skutki, ostatecznie nie rozwiązuje się problemu.

Na dziś obowiązuje nas taka filozofia pracy, by przede wszystkim zlikwidować objawy. Jak jest gorączka, najpierw się ją zbija, a potem szuka przyczyny. Jeśli osoba jest zmotywowana do leczenia, ma wiedzę i odpowiednie narzędzia, umie rozpoznawać objawy głodu alkoholowego i sobie z nimi radzić, to przeszedł etap terapii podstawowej. Ale często już na tym etapie pojawiają się tematy i okoliczności, z którymi osoba sobie wcześniej nie radziła i jej uzależnienie przybierało na sile, czasem wręcz eksplodowało. To mogą być najróżniejsze rzeczy. I właśnie nimi trzeba się zająć w kolejnych etapach leczenia.

* Bo bez tego uzależnienie nie zniknie.

Dokładnie. Przykład – jest osoba bardzo nieśmiała, o usposobieniu introwertycznym. Na pewnym etapie życia odkrywa, że jeśli napije się piwa albo coś zażyje, to nagle zmienia się, ma siłę przebicia, staje się duszą towarzystwa. Dla niej to szok, a używka działa prawie jak lekarstwo. Z czasem uzależnienie się rozwija, ta osoba zaczyna się leczyć, przestaje pić lub zażywać, ale przyczyna – usposobienie introwertyczne, zostaje bez zmian. I z tym musi sobie spróbować poradzić, bo inaczej czeka ją powrót do używek.

* Tu niezbędna jest silna motywacja.

Od motywacji wszystko się zaczyna. Ludzie przychodzą na terapię niezbyt zmotywowani, nie chcą się leczyć…

* Jak przychodzą, to chyba chcą?

Niekoniecznie. Powody mogą być różne, ale zazwyczaj są zewnętrzne – rodzina namawiała, żona, dzieci, naciskał sąd, kurator. Wewnętrzna motywacja jest niewielka albo nie ma jej wcale. Do tego pacjenci mają własne mechanizmy obronne, iluzje, zaprzeczenia, które terapeuta musi rozbić. Nie jest to łatwe. Do tego tacy pacjenci grają – jak przychodzą pijani, bardzo starają się iść prosto, ładnie ubierać, nie zionąć z daleka alkoholem. Zewnętrzna motywacja nie jest zła, ale w trakcie leczenia chodzi o to, by pacjent znajdował siłę wewnątrz, by zauważał, że sam chce utrzymać abstynencję, że to jest fajne, że wiele rzeczy się poprawiło, że potrafi żyć inaczej.

* Jak wygląda początek? Od czego trzeba zacząć pracę z pacjentem?

Najpierw rozeznaję właśnie tę motywację i staram się wyposażyć go w narzędzia, które mu pomogą rozpocząć terapię. Jeśli nigdy się nie leczył, potrzebna mu jest wiedza, rozpoznawanie głodów, umiejętność zapobiegania im. Jeśli leczenie ambulatoryjne jest nieskuteczne, być może lepszy będzie oddział dzienny, albo nawet stacjonarny, niesłusznie nazywany też zamkniętym. U nas nikogo nie zamyka się na leczenie za kratami. Do ośrodków powinny trafiać osoby, które chcą się leczyć. Jeśli ktoś nie stosuje się do kontraktu, rozwiązuje się go i taka osoba musi opuścić ośrodek.

* W którym momencie zaczyna się mówić o uzależnieniu?

Przekroczenie tej granicy nie trwa ani dzień, ani tydzień. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, kiedy to się stało. Najczęściej na terapię trafiają osoby, które są już grubo po przekroczeniu granicy uzależnienia. Dlatego moim zdaniem ważne jest prowadzenie różnorodnych działań profilaktycznych. Bo, wiadomo, lepiej przeciwdziałać niż leczyć. W OPILU prowadzimy na przykład program profilaktyki selektywnej „Fred goes net”, adresowany do młodych osób w wieku 14-21 lat, które używają substancji psychoaktywnych w sposób okazjonalny lub szkodliwy. Ten program świetnie się sprawdza w całej Europie, bo trafia idealnie do młodzieży. Bo z młodymi ludźmi jest tak – jak im się zabrania, to nie skutkuje, jak straszy – też niezbyt działa, profilaktyka – wypada słabo. Jedyne, co działa, to ich własne doświadczenia i dzielenie się nimi z rówieśnikami. Opowiadają o aspektach przyjemnych, ale nie tylko, najczęściej wypisują  plusy i minusy używek. Potem podsumowujemy to, jak w sądzie – na ławie oskarżonych jest np. substancja psychoaktywna, jest prokurator, obrońca. To zajęcia integracyjne, bardzo dynamiczne, na których sprawdza się też, na ile młody człowiek potrafi postawić granicę swoim rówieśnikom. I jak się okazuje, to świetnie działa, dobrze zabezpiecza tych młodych ludzi na przyszłość. I później raczej już do nas nie trafiają. Jest pomysł, by podobny program uruchomić dla dorosłych, którzy jeszcze granicy uzależnienia nie przekroczyli.

* Czy trafiają na terapię osoby, które chciałyby tylko ograniczyć używki, a nie całkiem z nich zrezygnować? Co wtedy doradzasz?

Kiedyś w lecznictwie uzależnień nie było o tym mowy. Jeśli pacjent nie chciał całkowicie zerwać z nałogiem, odsyłano go do domu. Teraz prowadzimy terapie z takimi osobami. Zakłada im się na przykład dzienniczek alkoholowy, w których zapisują, ile piją. Zauważyłem, że oni z samego faktu zapisywania już piją mniej, bo wtedy czarno na białym widzą, ile tego jest. Niedawno zakończyłem półroczną terapię z mężczyzną, który właśnie chciał ograniczyć picie alkoholu i udało mu się to. Ale to zwykle udaje się tylko osobom, które mają dobre relacje w rodzinie, ważna jest dla nich praca, mają rozmaite zasoby.

* Z drugiej strony – gdy przed laty chciałem zerwać z paleniem, ograniczanie nigdy nie skutkowało.

Bo to nie jest cel sam w sobie. Ograniczanie się jest znacznie trudniejsze niż pełna abstynencja. I często te osoby po jakimś czasie stwierdzają, że łatwiej będzie im na przykład całkowicie odstawić alkohol. Ale jeśli ktoś tego chce, to mówię – spróbuj. Omijam dzięki temu opór pacjenta i patrzę, co będzie się działo dalej.

* W Twojej ocenie liczba osób uzależnionych w ostatnich latach wzrasta? Bo patrząc choćby na palenie papierosów, o którym mówiłem wcześniej, to liczba palaczy w moim otoczeniu w ostatnich latach spadła prawie do zera.

Palenie to jednak inna sprawa. Alkohol i narkotyki zmieniają świadomość. Papierosy nie – przy nich film się nie urwie, człowiek się kontroluje, nikogo się z tego powodu nie pobije. Wracając do pytania – w mojej ocenie osób uzależnionych lawinowo przybywa. XXI wiek to wiek chorób psychicznych. Wyścig szczurów, presja na pracę, pieniądze, konsumpcję. Do tego problem bezrobocia po upadku komuny. Te osoby, które wypadły z rynku pracy, nie radzą sobie z tym ciśnieniem, z tą presją. Pojawiają się depresje, a stąd już tylko krok do narkotyków i alkoholu. Z pewnego punktu widzenia można nawet uznać, że sięganie po używki jest próbą leczenia się z depresji, tyle, że w sposób destruktywny.

* Czy pracujesz również z osobami współuzależnionymi – rodziną, przyjaciółmi osób uzależnionych?

Bezpośrednio nie zajmuję się osobami współuzależnionymi, ale prowadzę edukację o wpływie uzależnień na rodzinę. Klasyka jest taka, że to mężczyzna pije, a kobieta, żyjąca z pacjentem uzależnionym nabywa z czasem pewnych określonych cech. Jeśli go kocha, to najpierw namawia do zaprzestania, potem sprawdza, czy on chodzi na terapię, wciąż go kontroluje. W międzyczasie przejmuje różne jego role – bierze odpowiedzialność za utrzymanie domu, zarabia na dzieci, przez co często one przejmują część ról osób dorosłych. Potem, gdy już trwa terapia, osoba współuzależniona nie potrafi często wyjść ze swojej roli, nadal sprawdza i kontroluje. Bardziej skupia się na uzależnionym, niż na sobie i swoich potrzebach. Wielokrotnie sama trafia na terapię, by z tymi zaburzeniami jakoś sobie poradzić. Uważam, że współuzależnienie może być nieraz trudniejsze do wyleczenia od klasycznego uzależnienia.

 

 

 

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud