Z piekła do nieba - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Z piekła do nieba

Ania Golędzinowska, była modelka, aktorka, prezenterka telewizyjna, była narzeczona siostrzeńca Silvio Berlusconiego, przeżyła w życiu piekło. Nawróciła się i chce dawać przykład innym. W marcu odwiedziła Zabrze. W kościele pw. św. Andrzeja opowiedziała o swoim życiu, cierpieniu i przemienieniu.

 

- Przyjechałam do was z Włoch, a pochodzę z Warszawy. Wyjechałam stamtąd, kiedy miałam 16 lat. Mieszkałam w Mediolanie, a później w Medjugorie, gdzie doszło do objawień Matki Boskiej. Mówią, że objawia się do tej pory. Kościół nie uznał tych objawień, ponieważ póki trwają, Watykan nie może się wypowiedzieć na ich temat. Dla mnie to jednak nic nie zmienia, ja odnalazłam w tym miejscu Chrystusa, Kościół i rodzinę, taką duchową. Przez trzy lata mieszkałam tam w klasztorze z siostrami zakonnymi. Dzięki nim poznałam męża. Nie byłam w zakonie, byłam gościem, ale żyłam jak zakonnice. Któregoś dnia przedstawiły mi chłopaka i stwierdziły, że bylibyśmy fajną parą. Ja mówię „Z nim? Nigdy w życiu!”. Na to jedna z sióstr: „Będę się o to modliła”. Trzy lata temu wzięliśmy ślub.

Ale nim do tego doszło, Ania przeżyła piekło. – W moim życiu było dużo cierpienia. Moja rodzina była bardzo biedna. Ale byłam szczęśliwym dzieckiem, bo rodzice mnie kochali. Moja siostra urodziła się, kiedy miałam 4 lata. Nie byłam z tego powodu zbyt szczęśliwa, bo musiałam się z nią wszystkim dzielić, a co najważniejsze – miłością rodziców. Zaczęłam jej nienawidzić, zamykałam ją w ciemnym pokoju, kiedy ona płakała, ja byłam szczęśliwa. Kiedy miałam 10 lat, zmarł mój tata. Powiedziałam jej, że to jej wina. Ona dorastała w poczuciu winy. Choć tata był dobrym człowiekiem, był alkoholikiem. Poślizgnął się, uderzył głową o ziemię i umarł. Leżał tak na chodniku i nikt się nie zatrzymał, bo był pijany – opowiada Ania. Jego śmierć była dla niej wstrząsem.

- Po jego śmierci, mama zaczęła sprowadzać do domu różnych facetów. Jeden z nich się do mnie dobierał. Powiedziałam to mamie, ale nie uwierzyła. Zaczęłam nienawidzić ojca za to, że umarł, matki, świata, uciekałam z domu, ze szkoły, ze znajomymi chodziliśmy po sklepach i kradliśmy, co się dało – bułki, batony itp. Nikt się nami nie interesował. Myśleliśmy, że zjedliśmy wszystkie rozumy, a nie mieliśmy ani jednego. W wieku 13 lat postanowiłam odebrać sobie życie. Chciałam pokazać innym, co by stracili, gdybym umarła, pokazać, jak bardzo pragnęłam żyć. Trafiłam do szpitala, z którego uciekłam w samej piżamie. Szukała mnie policja. W końcu, mając 16 lat, wyjechałam z Polski, aby spełnić swoje marzenie o byciu modelką. Poznałam dziewczynę, która zaproponowała mi karierę modelki w Mediolanie.

Ania wyjechała, ale nie miała 18 lat, więc potrzebowała pozwolenia opiekunów, którymi byli ciocia i wujek. Dostała je. Ale wtedy było już dla niej za późno. – Wywieziono mnie do innego miasta, umieszczono w garażu przerobionym w lokal trzeciej kategorii, zabrano mi dokumenty. Chcieli, żebym pracowała jako prostytutka. Byłam niepełnoletnia, nie znałam żadnego języka oprócz polskiego, nie miałam dokumentów, pieniędzy, ciuchów. Nikogo nie można było prosić o pomoc, bo nawet inspektor policji był klientem tego domu. Dopiero po wielu latach ich aresztowano, a ja zeznawałam przeciwko nim w sądzie. Jeden z klientów mnie zgwałcił. Poznałam też chłopaka, który pomógł mi uciec. To była smutna część mojej historii, ale ja nie czuję się ofiarą. Cierpienie to jest coś, czego nam trzeba. Ja wierzę, że to, co mi się przytrafiło, musiało się przytrafić, żebym uwierzyła, że Pan Bóg istnieje i że można przebaczyć wszystko – przekonuje.

Ania nie chciała wracać do Polski, nienawidziła swojej mamy całym sercem. – Gdyby umarła, byłabym zadowolona. Nic mi się w Polsce nie podobało, dlatego wróciłam do Mediolanu. Zaczęłam pracę w agencji mody i dla telewizji. Zobaczyłam ten świat, który widziałam tylko w telewizji – kolorowy, bogaci ludzie, pieniądze – pomyślałam, że to jest właśnie szczęście.

Ania była wtedy z chłopakiem, bardzo bogatym, z którym co weekend latali do Monte Carlo, Saint Tropez itp. Co chciała, to miała. Ale czuła, że czegoś jej brakuje. – Próbowałam rozmawiać z moim chłopakiem. Powiedział mi bardzo smutną rzecz: „Ania, ja dam ci wszystko, czego chcesz, ale nie proś mnie o miłość, bo ja nie wierzę, że ona istnieje. Nie mogę Ci jej dać”. A to jedyna rzecz, jakiej za pieniądze nie możemy kupić – prawdziwa, szczera miłość. Nikogo też nie można do niej zmusić. Wpadłam w depresję, bo zdałam sobie sprawę, że zarówno w biedzie, jak i bogactwie było mi źle. Nie wiedziałam, gdzie miałam szukać szczęścia, więc zaczęłam szukać go w narkotykach. Brałam ich bardzo dużo, wiele razy chodziłam na czworaka po domu i szukałam resztek w szparach podłogi. Brałam też środki nasenne, bo nie mogłam spać. Którejś nocy udało mi się zasnąć, ale obudziło mnie szczekanie psa. Obok mojego łóżka stał starszy człowiek i kiwał głową. Mimo, że zapaliłam światło, on nie zniknął. Usłyszałam jego myśli: „Ania, co ty robisz?”. I się rozpłynął. To było jakieś 10, 12 lat temu. Nie chodziłam do kościoła, unikałam go jak ognia. A jak ktoś próbował mnie do niego zaciągnąć, już mnie więcej nie zobaczył. Nie wiedziałam nic o objawieniach i świętych. Dopiero po wielu latach, kiedy mieszkałam już w Medjugorie, wpadła mi w ręce książka o świętym. Jak zobaczyłam jego zdjęcie na okładce, zatkało mnie, bo przedstawiało tego starca, który do mnie przyszedł. To był ojciec Pio.

Po tym wydarzeniu, Ania postanowiła coś zmienić. Odstawiła narkotyki, ale ciągle pracowała w showbiznesie, modzie, telewizji. Poznała wydawcę, który chciał opowiedzieć jej historię – biednej dziewczyny, która przeżywszy piekło, w końcu osiąga sukces i staje się sławna. To się mogło dobrze sprzedać. Jednak wydawca, usłyszawszy opowieść Ani, powiedział, że ją wyda, ale wcześniej musi pojechać z nim do Medjugorie. – Zgodziłam się, choć wcale nie potrzebowałam Boga. Bo kto z nas go potrzebuje, jak jest Ci w życiu dobrze. Wtedy jest na ostatnim miejscu i u mnie tak było. Kiedy tam przyjechałam, zobaczyłam dwie góry – na jednej są objawienia, na drugiej droga krzyżowa. Poszłam zobaczyć tę pierwszą. Rozmawiałam z wydawcą i śmiałam się z tego, że to jakieś dobry biznes i tyle. Nic nie poczułam. Ale on powiedział mi, że ja jeszcze o tym nie wiem, ale w moim sercu już coś się zmieniło. Siedziałam cicho, bo przecież chciał wydać moją książkę. Namówił mnie na drogę krzyżową, doszłam do trzeciej stacji i usiadłam, bo w szpilkach i wychudzona nie miałam sił. Wtedy usłyszałam głos: „Ania, jeśli nie wejdziesz na samą górę, nigdy się nie dowiesz, po co tu jesteś”. Doszłam na szczyt, jest na nim biały krzyż. Uklękłam i zaczęłam się modlić. Ale to nie byłam ja, ja nie znałam przecież żadnej modlitwy. Znów jakiś głos powiedział mi, że muszę przebaczyć wszystkim, którzy zrobili mi krzywdę. I powiedziałam na głos „wybaczam”. Takie prosto słowo, a spróbujcie powiedzieć je komuś, kto was bardzo skrzywdził. Zaczęłam płakać, łzami, które przez te wszystkie lata trzymałam w sobie. Zawsze chciałam udowodnić, że potrafię wszystko zrobić sama, że nikogo nie potrzebuję. A tak naprawdę każdy z nas potrzebuje kogoś, kto nas pokocha, obejmie, pomoże, poprowadzi – opowiada.

Ania jeszcze przez rok mieszkała w Mediolanie, ale nie mogła się tam już odnaleźć. Znajomi wyciągali ją na pokazy mody, ale mówiła, że się już umówiła i szła… do kościoła, bo tylko tam czułam spokój, czuła się sobą.

- Moje życie w Mediolanie było udawane: miałam doczepiane włosy, sztuczne paznokcie, a z domu nie wychodziłam bez maski. Od czasu, kiedy przestałam być modelką, przytyłam 18 kilo. Jadłam to, czego sobie odmawiałam. Bywało, że przez cały dzień zjadłam jedno winogrono, popijałam dwoma butelkami szampana. Brałam proszki na odchudzanie, okazało się, że ich producent został aresztowany, bo miały dużo amfetaminy i były bardzo szkodliwe. Dużo moich koleżanek też je brało. Jak się patrzy na to w telewizji, myślisz, że one takie szczęśliwe, ładnie ubrane, uśmiechnięte. A czemu takie gwiazdy jak Whitney Houston, Michael Jackson, Robin Williams, kończą życie tragicznie? Póki kamery są włączone, wszyscy się uśmiechają. Kiedy ich nie ma, to ludzie chętnie by się pozabijali. Nie ma przyjaźni, pomocy. Mój ówczesny narzeczony, siostrzeniec Silvio Berlusconiego, był bardzo bogaty. Wszędzie lataliśmy prywatnym samolotem, mieliśmy przy sobie zawsze ochroniarzy, ale ja nie byłam już szczęśliwa.

Ania znów opuściła Mediolan i pojechała do Medjugorie. Miała zostać 10 dni, bo ostatnim węzłem, łączącym ją ze starym życiem był kontrakt reklamowy z Flavio Briatore. – Miałam pracować z takimi osobami jak Paris Hilton, Leonardo di Caprio, Tina Turner. Ale nie chciałam wracać, zadzwoniłam, że zostaję, że mogą porwać mój kontrakt. Na pytanie, co ja tam w ogóle robię, powiedziałam: „Nic, jestem szczęśliwa. Modlę się, obieram ziemniaki, pomagam siostrom”. Podjęłam decyzję, że zostaję. Po miesiącu zamknęłam się w drewnianej chacie, przez 9 dni byłam tylko o chlebie i wodzie, po jakimś czasie usłyszałam głos, który mówił „Ania zostaw wszystko i chodź za mną”. Wróciłam do Mediolanu, rzuciłam narzeczonego, zostawiłam auto, klucze z mieszkania dałam kościołowi, musiałam pożyczyć pieniądze, żeby wrócić do Medjugorie. Zaczęłam żyć tylko z tego, co dostałam od pielgrzymów, ubierałam się w to, co mi dali. I to były trzy najpiękniejsze lata mojego życia. Nie musiałam niczego udawać, zakładać maski na twarz, nikomu się podobać, ludzie kochali mnie za to, jaka byłam.

Ale żeby zostać, musiała pracować w zakonie. Mogła robić wszystko, byle nie czyścić toalety. – Oznajmiłam to siostrze, a ta powiedziała mi, że jeśli chcę zostać, będę szorować kible, wszystkie, jakie są w zgromadzeniu. I kiedy tak je szorowałam, zdałam sobie sprawę, że szoruję moją brudną duszę.

Ania pogodziła się z mamą, wybaczyła jej. Zachęcała też podczas spotkania, żeby po nim wziąć telefon i zadzwonić przynajmniej do jednej osoby, z którą nie rozmawiamy. – Nie robicie tego dla nich, ale dla siebie. Jeśli chcecie zmienić swoje życie, zacząć na nowo, musicie zerwać łańcuchy, które trzymają was ze starym życiem. A te łańcuchy to nienawiść, brak wybaczenia. Wtedy będziecie wolni i pójdziecie naprzód. I nigdy, nigdy nie oglądajcie się za siebie. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto nam wypomni, co złego zrobiliśmy. A Pana Boga to nie interesuje, on nam wszystko wybacza, daje białą kartkę, aby zacząć na nowo.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud