Nowe życie starych przedmiotów - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Nowe życie starych przedmiotów

Dwie zabrzanki, Anna Kowalczyk-Hasterok i Blanka Hasterok, otworzyły w Gliwicach niezwykłą stolarnię. Pracują w niej osoby wykluczone społecznie, a przedmioty mają własną historię. 

Sam projekt opiera się na szeroko rozumianej ekonomii społecznej – jego celem jest nie tylko zarabianie, ale i pomoc.

Skąd pomysł na stolarnię?

Anna: Trochę z mojego prywatnego hobby, bo zawsze lubiłam poprzerabiać meble, zrobić ze starych, zużytych rzeczy coś nowego, oryginalnego. Sama odrestaurowałam stary kredens, robiłam coś ze skrzynek po jabłkach. Znajomi zachwycali się tym, co potrafię zrobić z przedmiotów, uważanych przez innych za śmieci. Z drugiej strony pracowałam przez całe lata w rozmaitych jednostkach pomocy społecznej, prowadziłam placówki dla bezdomnych, byłam opiekunem, terapeutą, pracowałam w zespole do spraw bezdomności i miałam swoje pomysły na to, jak niektóre projekty tam realizowane powinny wyglądać. Poza tym nadal chciałam pomagać ludziom wykluczonym, ale przy zachowaniu  istotnych dla mnie wartości – etyki i godności. Przelałam idee na papier i dostałam dofinansowanie na założenie fundacji, zajmującej się osobami wykluczonymi, głównie bezdomnymi. Tak powstała Śląska Strefa Inicjatyw. Co ważne, nigdy by się to nie udało, gdybym nie miała drugiej osoby z zapałem. Tu pojawiła się Blanka, która jest moją rodziną z wyboru. Już wcześniej dużo rzeczy nas łączyło i to one doprowadziły nas do założenia stolarni. Obie jesteśmy wegetariankami, obie kochamy naturę, ponadto bliska jest nam idea zero waste, czyli ograniczenia produkcji śmieci.

Blanka: Pamiętam bardzo dobrze spotkanie z Anią, to chyba było w czerwcu 2016 roku, gdy opowiedziała mi o swoich doświadczeniach w pracy z bezdomnością. Byłam akurat w takim momencie w życiu, kiedy postanowiłam przekwalifikować się i zająć się pracą z ludźmi. Wcześniej wolontaryjnie udzielałam się w organizacjach pozarządowych, jednak zawsze było to coś dodatkowego, na marginesie “normalnego” zawodowego życia. Może zabrzmi to banalnie, ale praca z ludźmi była mi zawsze bliska i to był akurat taki moment, w którym chciałam zmienić swoją zawodową ścieżkę i poświęcić się temu, co istotne. Spotkałyśmy się w dobrym momencie, w którym obie chciałyśmy zacząć coś nowego.IMG_9118

I wtedy wymyśliłyście stolarnię?

Anna: Może nie tak od razu. Był pomysł, żeby robić coś rękodzielniczego. Stolarnia chodziła nam po głowie, ale nie miałyśmy środków na zakup wyposażenia. Udało się dopiero, gdy trafiłyśmy na świetne dziewczyny z Regionalnego Ośrodka Wspierania Ekonomii Społecznej, które pomogły nam uzyskać dofinansowanie do utworzenia stanowisk pracy. Kupiłyśmy wyposażenie i wtedy miałyśmy już z czym wystartować.

Na razie funkcjonujecie jako stolarnia, która produkuje rozmaite rzeczy z drewna. Ale docelowo będzie ją można również wynająć.

Anna: Tak. Myślę, że dojdziemy do tego na wiosnę, że wtedy będzie mógł funkcjonować warsztat na wynajem. Będzie u nas można skorzystać z miejsca, wszystkich sprzętów i narzędzi na godziny, a także z porad osób znających się na rzeczy. Potem dołożymy do tego formułę kawiarenki, planujemy rozmaite warsztaty. Na razie jednak pracujemy same,  z ekipą osób z fundacji, z którymi robimy rozmaite fajne rzeczy z drewna.

Co konkretnie?

Anna: Wytwarzamy, a właściwie wymyślamy, w jaki sposób nadać starym drewnianym przedmiotom drugie życie. Może być to odnowione krzesło, stół, szafka, ale i coś zupełnie nowego, na przykład oryginalny stół zrobiony ze starych drzwi.

Blanka: Wykorzystujemy do produkcji przedmiotów np. drewno tartaczne oraz paletowe, z którego mogą powstać cuda, robimy z nich wieszaki na ubrania, bufety dla psów i kotów z miseczkami, różnego rodzaju wieszaki i stojaki na wino – w sam raz na różne okolicznościowe prezenty. Wkładamy dużo serca w nasze przedmioty, którym pragniemy nadać drugie życie i udaje nam się to z powodzeniem. Ważna jest dla nas jakość, więc do produkcji wykorzystujemy naturalne komponenty, żadnej chemii.

Gdzie sprzedajecie swoje rzeczy?

Anna: Pierwsza aukcja naszych przedmiotów odbyła się kilka tygodni temu w zabrzańskim pubie Oficyna, sprzedałyśmy tam sporo rzeczy przy okazji koncertu charytatywnego na rzecz naszej fundacji. Nasza oferta własnoręcznie wykonanych przedmiotów jest na stronie stolarniamiejska.com, jesteśmy także na Allegro, na Etsy, na Marketplace Facebooka, promujemy się na Pintereście.

Blanka: Rozpoczynamy również przygodę ze sprzedażą na różnych jarmarkach i targach. Niebawem rusza sezon na świąteczne jarmarki, na których również chcemy być obecni. Myślimy o Zabrzu, Chorzowie i Gliwicach. Ostatnio odwiedziliśmy Targ Obywatelski w Tychach. Marzy nam się własny sklepik, ale ze względu na to, że w stolarni jest mało miejsca, jesteśmy ograniczeni do sprzedaży internetowej, której się właśnie uczymy.

Przy Waszych przedmiotach ważna jest nie tylko estetyka, ale i ich historia.blanka

Blanka: W naszej stolarni nie marnuje się nic. Mieliśmy taki wieszak “Kawał historii”, który był zrobiony z fragmentu starych drzwi z familoka.

Anna: To z jednej strony opowieść o samej idei, ludziach, którzy to robią, z drugiej – o samych przedmiotach. Sama mam w domu kredens, który ma 150 lat, odzyskałam go z domu celników na granicy Zabrza i Rudy Śląskiej, sama go znosiłam, odnowiłam, opalałam, zakonserwowałam. To jest ta historia, która wyróżnia nasze meble od masowej produkcji. Poza tym… te przedmioty do mnie mówią. Często, gdy bawię się meblem, zastanawiam się, jak powinien wyglądać, nie zawsze od razu mam na to pomysł. A potem w trakcie zajmowania się nim te myśli same pojawiają mi się w głowie.

Czy jest szansa, że Wasza stolarnia otworzy kiedyś filię w Zabrzu?

Anna: Niewykluczone, ale najpierw musimy okrzepnąć w Gliwicach, zobaczyć, jak taki zakład funkcjonuje, jaką mamy wydajność, ile przedmiotów jesteśmy w stanie wykonać. Uczymy się teraz, jak działać pod presją rozmaitych terminów, jak zarobić na swoje utrzymanie.

Blanka: Jesteśmy w takim czasie, w którym uczymy się i zaczynamy pracować pod presją czasu i testujemy różne możliwości. Filia w Zabrzu jest nam bliska, jednak na razie jesteśmy skoncentrowane na tym, by powiodło się w Gliwicach.

Czym jeszcze zajmujecie się jako fundacja?

Anna: Głównie staramy się realizować nasze cele statutowe, jak włączenie społeczne osób ze słabszej strefy społeczeństwa, głównie bezdomnych. Fascynuje mnie też idea „housing first” (w Polsce Najpierw Mieszkanie) i chciałabym, żeby fundacja podjęła ten temat. Polega to na tym, że gmina daje osobie wykluczonej lokal, ja chciałabym zająć się jako Fundacja wsparciem wszelkiego rodzaju specjalistów, by ta osoba poradziła sobie w nowej rzeczywistości. To metoda dla osób chronicznie dotkniętych bezdomnością na wyjście z tego problemu.  Oczywiście zaraz mogą pojawić się głosy, że jest kolejka oczekujących na mieszkanie itd. Ale to kwestia pewnej filozofii miasta. W Zabrzu wiele osób oczekuje, że gdy skończą 18 lat, ktoś się nimi zaopiekuje i da im mieszkanie z puli komunalnej. W Gliwicach w ogóle tak nie jest – lokale komunalne trafiają do ludzi naprawdę potrzebujących.

Wasze działanie wpisuje się do szeroko rozumianej ekonomii społecznej. Jesteście podmiotem niekoniecznie nastawionym na zysk.

Anna: Jesteśmy certyfikowanym przez ministerstwo podmiotem ekonomii społecznej, fundacją z działalnością gospodarczą. Wcześniej rozważałyśmy powołanie spółdzielni socjalnej z niektórymi podopiecznymi, ale wiemy już, że ludzie często boją się takiej odpowiedzialności. To wymaga dużej dozy zaufania, a tymczasem to osoby, którym wiele razy już się w życiu nie udało. Co ciekawe, ja wcześniej też chyba nie miałam wiary, że ekonomia społeczna może działać. Teraz już mam. Wierzę, że w optymalnym wariancie uda nam się zarobić nie tylko na naszą działalność, ale i na pomoc innym.

Blanka: W ekonomii społecznej jest miejsce dla człowieka, a nie na sam wynik. Jeśli wszystko się powiedzie, to założenie jest takie, że będziemy jako fundacja samowystarczalni i będziemy mogli na siebie zarobić.

W którą stronę zmierzacie? Jak wyobrażasz sobie Śląską Strefę Inicjatyw za kilka lat?

Blanka: Jako miejsce przyjazne mieszkańcom Śląska, w którym odbywa się wiele ciekawych inicjatyw – warsztatów i szkoleń. Wspierające osoby wykluczone m.in. poprzez housing first.

Anna: Chciałabym pomagać większej liczbie osób, chciałabym wypracować markę stolarni miejskiej, chciałabym, żeby fundacja zarabiała, sprzedawała produkty również poza Polską i, dzięki temu miała środki na realizację swoich celów społecznych. Wtedy poczuję, że ten projekt naprawdę się powiódł.

DARIUSZ CHROST

 

 

 

 

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud