W McDonaldsie mnie nie spotkacie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

W McDonaldsie mnie nie spotkacie

Czy można wyżywić się za 5 złotych dziennie? Jak ugotować coś tylko z produktów, które mamy w domu, pod ręką? Albo tylko z tych, które rosną w okolicy? Opowiada Piotr Machnowski, bloger kulinarny i autor „Kryzysowej Książki Kucharskiej”, który niedawno gotował w zabrzańskim pubie „Oficyna”.

* Co to jest gotowanie kryzysowe? Czy to sytuacja, w której otwiera się lodówkę, nic w niej nie ma, a trzeba coś szybko ugotować?

To typowy kryzys sytuacyjny. Generalnie gotowanie kryzysowe wiąże się z niedoborem składników, obojętnie, czy z przyczyn ekonomicznych czy sytuacyjnych. To moja idea, by potrafić sobie w takich warunkach poradzić.

* Podobno zaczęło się to na studiach.

Siłą rzeczy tak było. Oderwałem się od przysłowiowego cyca, pojechałem na studia i jakoś musiałem tam sobie poradzić z niewielkim zasobem gotówki, jaki miałem. Wcześniej też lubiłem gotować, ale na pewno nie w takim stopniu. Na studiach kulinarnie sporo się nauczyłem. Przestałem jeść mięso, zacząłem eksperymentować. Później wymyśliłem, że zbiorę przepisy, które znalazłem lub wymyśliłem i wydam je. Książka już była w wydawnictwie, miało się w niej znaleźć 150 kryzysowych przepisów, ale, jak mówił Tomasz Karolak w „Testosteronie”, „musi być event, żeby target chwycił”. Kryzys się skończył, wydawnictwo wycofało się i książka w formie papierowej nie powstała. Niemniej kontynuuję tę ideę na swoim blogu „Kuchnia Kryzysowa”, uważam, że jest to wręcz coś w rodzaju akcji społecznej, bo staram się, by koszt dania nie przekraczał 5 zł. Ponad połowa ludzi w Polsce żyje za najniższą krajową, wiele osób żyło w kryzysie, zanim  jeszcze  zaczęły o nim dudnić  gazety. Biednych nigdy nie zabraknie. Obawiam się, że moje blogi zawsze będą miały odbiorców.

* Czytałem o studencie, który przez dłuższy czas żywił się za złotówkę dziennie. Wydaje Ci się to możliwe?

Może nie za złotówkę, ale za kilka złotych dziennie to bez problemu, szczególnie teraz, gdy warzywa są tanie. Boję się jednak mówić głośno, że da się przeżyć np. za 5 złotych, by rządzący nie wyciągnęli z tego złych wniosków, żeby nie myśleli, że już jest super. W moich przepisach wykorzystuję zbieractwo – zupełnie za darmo można zebrać grzyby, orzechy, sporo roślin jadalnych, które w Polsce często uchodzą za chwasty, a w innych krajach są nie tylko zjadane, ale mają wręcz bogatą tradycję kulinarną. Dobrym przykładem jest choćby żółtlica, rosnąca u nas na każdym trawniku, mająca małe białe kwiatki z żółtym oczkiem, popularna w Ameryce Południowej. Również lebioda, niepozorne zielsko, rosnące na każdym nieużytku, w kuchni sprawdza się nie gorzej niż szpinak. Widziałem już takie projekty żywieniowe, że ktoś np. przez miesiąc niczego nie kupił, jadł tylko to, co udało mu się zebrać, znaleźć, wyhodować.

* Z jakich produktów najchętniej gotujesz?

Zgodnie z nową piramidą żywnościową wykorzystuję przede wszystkim ziarna. To podstawa kryzysowej kuchni, są łatwo dostępne, tanie i bardzo zdrowe, według Światowej Organizacji Zdrowia powinny być podstawą naszego jedzenia. Mówiąc ziarna, mam na myśli kasze, ryż, ale też groch, soczewicę./ W następnej kolejności – warzywa i owoce.

* Zafascynował mnie jeden z Twoich przepisów, na sernik z ziemniaków.

To regionalny przepis z Małopolski, wykorzystujący ziemniaki, budyń, cukier, sok z cytryny. Ja go nie wymyśliłem, dostałem go od jednego z czytelników mojego bloga. Sok z cytryny to sprawdzony sposób z garmażerki – dodajemy go, gdy w przepisie jest ser, a my go nie mamy pod ręką.

* Obecnie panuje wręcz moda na gotowanie, są programy kulinarne, wielu kucharzy to już prawdziwi celebryci. Czy to ma na ciebie jakiś wpływ? Jesteś zapraszany do udziału w takich programach?

Takie programy specjalnie mnie nie interesują, oglądam je rzadko, mam wrażenie, że nie jest w nich ważne, kto co umie, kto co ugotuje, ważniejsze jest, kto kim jest. Kiedyś dostałem propozycję, by wziąć udział w konkursie „8 smaków Europy”, ale okazałem się nieodpowiednim targetem, ponieważ pracuję, tymczasem nagrania trwają od rana do wieczora, trudno byłoby mi to pogodzić.

* Zawodowo nie zajmujesz się gotowaniem?

Nie. Przez kilka lat byłem księgowym, teraz jestem wdrożeniowcem systemów księgowych.

* Czyli dla ciebie gotowanie to hobby, nie zawód.

Nie wiem, czy to hobby, to raczej konieczność. Każdy musi jeść. Ja to bardzo lubię, do tego wychodzę z założenia, że nikt nie dogodzi mi bardziej niż ja sam. W związku z tym staram się coś sam przyrządzić. A przy tym gotowanie to dla mnie forma spełnienia, jak dla artysty tworzenie obrazów. Do tego interesuję się kuchnią, historią jedzenia, tym, w jaki sposób coś stało się jedzeniem (zwykle wychodzi, że z jakiejś naturalnej potrzeby). Ale to nie jedyne moje hobby, trenuję też sporty walki, jestem sędzią w tajskim boksie. Jest w tym pewna stałość – większość rzeczy, którymi się zajmuję, to rzeczy praktyczne.

* Gdybyś miał polecić ze dwie, trzy proste potrawy, które można przyrządzić w kilka minut, przy pustej lodówce?

Najprostsze są naleśniki, bo mąkę zwykle każdy ma. Można je zrobić na wodzie, nawet bez jajek, bo generalnie staram się odchudzać przepisy, jak tylko się da. Naleśniki można zjeść ze wszystkim, na słodko, na słono. Kolejna propozycja – dania z chleba. Nawiązałem kontakt z ludźmi z Alaniyi, miasteczka w Turcji. Tamtejszy burmistrz postanowił przeciwdziałać marnowaniu i wyrzucaniu chleba i propagować przepisy, wykorzystujące stary chleb. Z chleba można gotować przez tydzień i za każ dym razem robić coś innego, jest mnóstwo możliwości. Jednak przeszczepienie tej idei na polski grunt nie jest proste. Niemniej ja próbuję. Robię np. żurek z czerstwego chleba, dodając musztardę zamiast zakwasu. Kultowym wręcz daniem i dla studentów i dla powstańców warszawskich był makaron z koncentratem pomidorowym. Mówię, że dla powstańców, bo jak czytałem, po zdobyciu niemieckiego magazynu z koncentratem jedzono tam na przemian makaron i zupę pomidorową.

* Zdarza ci się jeść na mieście? Co zwykle zamawiasz?

Owszem, zwykle jem specjalność danego zakładu, jeśli to burgerownia, to burgery, jak naleśnikarnia – to naleśniki. Ale zwracam uwagę, by to, co jem, było świeże i dobre.

* Czyli w McDonaldsie raczej nie można cię spotkać?

Nigdy w życiu nie zjadłem nic w McDonaldsie.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Komentarze są zamknięte.