Joachim, trzeźwy alkoholik - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Joachim, trzeźwy alkoholik

Joachim Bekieszczuk od 16 lat jest trzeźwy. Ma własne mieszkanie, pracę. Z uzależnieniem od alkoholu zerwał dzięki pomocy Kazimierza Speczyka, założyciela Stowarzyszenia „Żyj i daj żyj- OPP w Zabrzu, inicjatora powstania placówki dla bezdomnych, nazwanej Domem POKORA.

Kiedy zaczął pan pić?

Gdy miałem 17 lat. Wlewałem w siebie cytrynówkę, pracowałem na budowie, miałem za co ją kupować. Ale mnie zwolnili.

Za picie?

Tak.

I na cytrynówkę już nie starczało?

Zastąpiłem ją tanimi winami. Straciłem kolejną pracę, a gdy dostałem etat w Hucie Zabrze, znów piłem wina. Jeden z kolegów przynosił też bimber. Robił go u siebie, my dawaliśmy mu cukier. Kiedy huta masowo zwalniała pracowników i ja zostałem bez zatrudnienia. Bezrobotnym byłem przez 12 lat. W tym czasie, z kumplami piłem wszystko, poza smołą i lepikiem. Nie gardziłem nawet denaturatem. Przekonałem się do niego dzięki sąsiadom.

Kiedy dotknął pan dna? Kiedy uznał, że trzeba się od niego odbić

Miałem kolegę, który skierował mnie do Kazimierza Speczyka, do tworzonego przez niego Domu dla bezdomnych.

I tak od razu się pan zgodził

Nie miałem wyboru, bo moja 5-letnia bezdomność coraz bardziej mi doskwierała. Za schronienie w zimie służył mi przypadkowo znaleziony strych bez ogrzewania. Bardzo trudne warunki.

Życie lub śmierć? Taki był wtedy wybór?

Rzeczywiście taki. Do Kazimierza przyprowadził mnie pracownik socjalny, a Kazimierz po konsultacji pokierował do Ośrodka Profilaktyki i Leczenia Uzależnień. Tam lekarka wystawiła mi skierowanie na szpitalne leczenie. W Toszku spędziłem trzy tygodnie.

Terapia była skuteczna?

Od tego czasu nie piję. To ponad 16 lat.

Leczenie jest trudne?

Zależy dla kogo.

Dla pana?

Gdyby był dostęp do pieniędzy…

W czym by pomogły lub zaszkodziły?

Zaszkodziły! Ponieważ ich nie miałem, nie kupowałem alkoholu. W końcu ze szpitala zabrał mnie Kazimierz. Dzięki wsparciu Kazimierza zostałem członkiem Stowarzyszenia „Żyj i daj żyć” i wraz z innymi trzeźwiejącymi przyjaciółmi przejechałem całą Polskę. Wspólnie podróżowaliśmy m.in. w góry, nad morze. Wtedy przekonałem się, jaką wartość ma trzeźwość. Doceniałem fakt, że mogę cieszyć się pięknymi krajobrazami, poznawać Polskę.

Co pan odzyskał nie pijąc?

To, o czym już wspomniałem – chęć do podróżowania, zwiedzania, poznawania ludzi. Dostałem mieszkanie, które remontowałem wraz ze Stowarzyszeniem, później pracę. Zacząłem żyć na własny rachunek. Jak inni.

Początek samodzielności, bez alkoholu był trudny?

Jako dziecko musiałem radzić sobie sam. Odkąd pamiętam siedziałem na walizkach. Najpierw wychowywała mnie babcia, na wsi. Kiedy umarła, trafiłem do rodziny zastępczej. Inne, starsze dzieci powiedziały mi, że mieszkam u byłego esesmana. Nie wiedziałem, kto to taki „esesman”. Zapytałem opiekuna i okazało się to prawdą. Od niego dowiedziałem się też, że nigdy nie pełnił służby w obozach zagłady. Jego dzieci wyjechały zagranicę, byłem ich – jego i żony – jedynym podopiecznym. Byli dla mnie bardzo dobrzy. Miałem 9 lat, gdy mnie przygarnęli. Zostałem u nich 2 lata. Opuściłem ich dom pod presją – stale słyszałem, że mieszkam u niemieckiego oprawcy. Znaleziono mi w końcu inną rodzinę, ale tam też nie wytrzymałem. Małżeństwo, które mnie przyjęło miało dwóch synów. Nie mogłem patrzeć, jak gnębili swojego dziadka. Kiedyś do fajki, zamiast tytoniu, napchali mu siarki. Dla mnie to było za wiele. Przydusiłem jednego z nich i zostałem odesłany. Trafiłem jeszcze pod opiekę lekarki, która pracowała w szpitalu przy ulicy 3 Maja. W jej domu panowała jednak dyscyplina, której nie byłem w stanie się podporządkować. Chciała dla mnie dobrze – planowała nawet mój wyjazd do sanatorium. Od lekarki, pojechałem do ciotki, do Knurowa. Jej dzieci wyemigrowały do Niemiec. Kiedyś, gdy poszła do kościoła, wujek zrobił mi śniadanie. Odkroił dla mnie kawałek kiełbasy. Niestety, ciotka wróciła wcześniej, zobaczyła, co jem i zrobiła awanturę. Z Knurowa wróciłem do Zabrza. Byłem w domu dziecka, w Pawłowie. Po roku go opuściłem i mieszkałem u najstarszej siostry. Jej mąż pił, awanturował się.

A dlaczego pan zaczął pić?

Pracowałem, zatrzymywałem się w hotelach robotniczych, w prywatnych kwaterach. Pokoje dzieliłem z innymi. Alkohol to był nasz sposób na wspólne spędzanie czasu. Pamiętam jedną sytuację z budowy, w miejscowości w pobliżu Oświęcimia. Kierownik miał sekretarkę, bardzo fajną kobietę. W niedzielę spotkałem ją z mężem i dziećmi. Szli do kościoła, zapytała, gdzie ja się wybieram. Powiedziałem, że do kaplicy, choć w planie miałem pobliską knajpę. I tam też poszedłem. W poniedziałek, gdy mnie zobaczyła, zaczęła krzyczeć. Kierownik dopytywał, dlaczego. Ona była urażona, bo ją okłamałem, on jej tłumaczył, że jestem pełnoletni i mam prawo spędzać czas gdzie i jak chcę.

Gdyby spotkał pan osobę podobną do sekretarki z budowy, która w pana życiu znaczyłaby więcej, wcześniej podjąłby pan walkę z alkoholizmem? 

Myślę, że mnie bardziej pomogłoby własne mieszkanie i praca. Gdybym je miał, byłoby mi łatwiej wyjść z nałogu. Miałem kolegę, który posiadał jedno i drugie. Zawsze odmawiał kufla piwa.

W uzależnienie wepchnął pana brak rodzinnego domu?

Na pewno. Bezdomność jest straszna. Jako dorosły mieszkałem u siostry, ale nie znosiłem szwagra. By zajrzeć do kieliszka, zabierał pieniądze dzieciom.

Dlaczego nie pomyślał pan: robię to samo, co szwagier, pora przestać”?

Piłem, ale z domu niczego nie wynosiłem. Pracowałem, a za zarobione pieniądze kupowałem alkohol. Gdy byłem bezdomny, by go kupić, sprzedawałem złom. Nigdy nie kradłem.

Pana dno było na wyższym poziomie niż szwagra. Nie krzywdził pan dzieci, nie okradał nikogo. Mimo tego, patrząc na niego, nie chciał pan zmienić swojego życia?

Czasami tak. Szukałem ratunku. Zanim pomógł mi Kazimierz Speczyk, byłem na odwyku, łykałem tabletki. W trzeźwości wytrzymałem 2 miesiące.

Ile ma pan lat?

63.

Zasada, która panuje w Domu Pokora mówi, że za otrzymane bezinteresownie dobro, trzeba zapłacić bezinteresownym dobrem. Jak pan odwdzięcza się za pomocną dłoń wyciągniętą do pana? Co daje pan innym?

Przykład, że można długo być trzeźwym, że można żyć lepiej. Uczestniczę w mitingach anonimowych alkoholików. Pozytywne doświadczenie w walce z uzależnieniem to cenny dar. Samotność w takiej sytuacji jest jeszcze bardziej dotkliwa. Próbowałem pomóc mojemu koledze od kieliszka. Nie udało się, bo przede wszystkim samemu trzeba chcieć wytrzeźwieć. Byłem ze Staszkiem na odwyku, w szpitalu. Zależało mi, by został tam jak najdłużej. Umówiłem się z pielęgniarkami, że będziemy mu podawać mocną kawę, herbatę, by pretekstem do zatrzymania go było wysokie ciśnienie. W końcu jednak zostaliśmy wypisani. Staszek nie pił dwa dni, a trzeciego prawie połknął butelkę z winem. Przestrzegałem go, mówiłem, że robi to na własną odpowiedzialność. Ja wytrwałem w trzeźwości. Czasami go widywałem, prosiłem, by przestał. Tłumaczył, że do mnie nie przyjedzie, bo jedzie do siostry na wieś. Zmarł. Chyba na zawał. Ja wygrałem z alkoholizmem, bo miałem stały kontakt z Punktem Konsultacyjnym ds.Problemów Alkoholowych Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, gdzie przyjmował mnie Kazimierz Speczyk. Pomagałem podczas remontu Domu POKORA, tu przy ulicy Pawliczka.

Co pana motywuje, by zacząć kolejny dzień?

Kiedyś papieros, ale palenie rzuciłem kilka lat temu.

Jakie używki panu zostały? Kawa?

Już nie.

Może lubi pan czekoladę?

Bardzo. I inne maszkiety. W spółdzielni socjalnej, prowadzonej przez Kazimierza pracowałem 8 lat i nauczyłem się wiele. Dostałem pracę w miejskiej spółce. Niestety, zachorowałem na ropniaka wątroby. Teraz, po operacji czeka mnie dalsze leczenie i rehabilitacja. Tymczasowe schronienie, by nie dochodzić do zdrowia w samotności, dostałem w Domu POKORA. Mam tu własny pokój do chwili poprawy stanu zdrowia. Za to, co dotąd otrzymałem jestem bardzo wdzięczny. Wiem, że warto nie pić, by lepiej żyć!


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *