O historii śmigusa-dyngusa - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

O historii śmigusa-dyngusa

Skąd się wziął lany poniedziałek,dlaczego tradycyjnie oblewa się tylko panny i czemu na dodatek powinny się z tego cieszyć?Przybliżamy ciekawą historię śmigusa-dyngusa.

 

Nazywany też lanym poniedziałkiem, mokrym poniedziałkiem, a w polskiej tradycji śmigusem-dyngusem, jest jednym z najradośniejszych polskich świąt. Jak wiele z nich, również ono ma swoje korzenie w tradycji pogańskiej. Niegdyś lanie wodą i biczowanie witkami, które też było częścią dyngusa, wiązało się z witaniem wiosny, oczyszczaniem po zimie i narodzinami nowego życia. Słowo „śmigus” wywodzi się od „śmigać”, czyli smagać, a więc uderzać. Pierwotnie biczowano gałązkami nogi i oblewano wodą, co symbolizowało oczyszczenie z brudu. Natomiast słowo „dyngus” oznacza wykupywać się, co wiązało się z dawaniem darów kolędnikom dyngusowym, którzy wiosną odwiedzali znajomych. Zwyczaje te, niegdyś oddzielne, zlały się z czasem w jeden. Aby uniknąć podwójnego „lania”, dziewczyny wykupywały się kroszonkami, pisankami czy słodyczami. Która panna została oblana najwięcej razy, miała mieć powodzenie i rychło wyjść za mąż. W niektórych częściach Polski, następnego dnia, a więc we wtorek, dziewczęta mogły się zrewanżować i oblewać chłopaków. Z czasem zwyczaj chłostania po nogach zaniknął.

Według innych źródeł, obrzędy te nawiązują do tradycji chrześcijańskiej. – Kiedy Chrystus zmartwychwstał, wiadomość ta błyskawicznie rozniosła się po Jerozolimie. Wszyscy o tym wtedy dyskutowali. Bardzo żywa rozmowa toczyła się w grupie kobiet. Rzymianom się to nie spodobało, wiec nasłali na nie żołnierzy, żeby je rozgonić. Próbowali najpierw bić je witkami, a ponieważ to nie poskutkowało, zaczęto je rozganiać przy pomocy wody. Stąd dziś zwyczaj polewania, a kiedyś także uderzania kobiet witkami brzozowymi. Była to integralna część ludowego zwyczaju śmigus-dyngus – tłumaczy Irena Winder z Muzeum Miejskiego w Zabrzu.

Dziewczynę trzeba było dobrze wyśmiergusować (a więc wychłostać i polać wodą), żeby dobrze wyszła za mąż. Mogła się wykupić, dając kawalerowi zrobioną przez siebie kroszonkę, słodycze, ciasta, a starszym po sznapsie. – Obecnie nawet tu mamy już równouprawnienie i leje się wszystkich, starszych i młodszych. Niewiele ma to wspólnego z dawnym obyczajem. Kiedyś chłopcy mieli specjalne drewniane przyrządy do oblewania, wyglądały jak ogromne strzykawki. Kiedyś prezentowaliśmy je w naszym muzeum. Popularne były też wiadra. Wymyślano różne zabawy z jajkami: wsadzano je do obręczy, grano w coś w rodzaju golfa patykami – opowiada pracownica muzeum. – Obrzędy wielkanocne w ogóle związane są z wodą. Mają one korzenie w świętach agrarnych, symbolizują wiosnę, odradzanie się przyrody, a woda jest do tego niezbędna. Zaczynają się od wielkich ablucji w piątek, w sobotę jest święcenie potraw, też wodą, a drugiego dnia Świąt śmigus-dyngus. Niestety, zwyczaj polewania w Poniedziałek Wielkanocny pozostał już tylko w Polsce. Na zachodzie Europy w ogóle jest nieznany. Może teraz tak, bo Polacy coraz częściej wędrują i swoje obyczaje kultywują. Mokry poniedziałek jest czymś zaskakującym dla obcokrajowców. Powiązanie śmigusa-dyngusa z tradycją Słowian tłumaczyłoby także brak tegoż zwyczaju na północy Polski, zamieszkanej przez Bałtów i Prusów. Religia chrześcijańska zaadaptowała wiele ze świąt pogańskich, wplatając w nie swoją symbolikę.

Z Poniedziałkiem Wielkanocnym wiążą się na Górnym Śląsku także inne, niezwykle ciekawe obrzędy. Śląska palma jest bardzo skromna. To zaledwie trzy gałązki bazi, przewiązane czerwoną wstążeczką. W centralnej Polsce palmy są ogromne, bardzo ozdobne. Na Śląsku trzyma się je do następnego roku, potem pali w środę popielcową., a popiół z nich używa do posypywania głowy. Z palm, święconych w Niedzielę Palmową, robiono także krzyżyki i właśnie w Poniedziałek Wielkanocny zatykano na polach, aby ochronić je przed szkodnikami i zapewnić latem urodzaj. Krzyżyki umieszczano też w domach, za świętymi obrazkami, nad drzwiami, zanoszono do pomieszczeń gospodarczych, obór, żeby chroniły przed gradem i burzą. Do paszy dodawano baźki, żeby się zwierzęta lepiej chowały, nie chorowały, a krowy dawały lepsze mleko. Ludzie byli bardzo związani ze swoimi zwierzętami. Swoje zwyczaje przenosili więc na nie.

Poniedziałek Wielkanocny na Górnym Śląsku jest wyjątkowy także z powodu konnych procesji. Odbywają się one tylko tutaj, w kilku zaledwie miejscowościach. Jedną z nich jest Ostropa, dzisiejsza dzielnica Gliwic, do której z Zabrza jest rzut kamieniem. – To ewenement na skalę ogólnopolską. Zwierzęta są pięknie przystrajane, ozdabiane w białe kwiaty z bibuły. Mieszkańcy objeżdżają na koniach pola.

Z ogromnego bogactwa zwyczajów świątecznych, pozostało niewiele. Pamięć o wielu z nich przetrwa jedynie w podręcznikach i opowieściach historyków. Pielęgnujmy zatem te, które pozostały, bo to dzięki nim Święta są wyjątkowe. Inaczej nie będą się różniły od pozostałych dni w roku.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud