El Comandante z gospodarską wizytą - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

El Comandante z gospodarską wizytą

 

Tyn Kibel Castro przyjeżdżo do nas, szykujcie się – miał powiedzieć Jerzy Ziętek, wojewoda śląski do swoich urzędników, nakazując im specjalne przygotowania do wizyty kubańskiego dyktatora. I rzeczywiście El Comandante na Śląsk przyjechał. Był w Katowicach, Sosnowcu, Świętochłowicach, Chorzowie, Bytomiu, Rudzie Śląskiej. No i w Zabrzu. W mundurze górniczym, entuzjastycznie witany przez mieszkańców – jak doniosły ówczesne media – z podziwem patrzył na dymiące kominy hut i dużych zakładów przemysłowych. Podobno marzył o budowie takich samych na Kubie. Ale to tylko oficjalna wersja. Ci, którzy wówczas byli uczniami i stali w tłumie machającym chorągiewkami pamiętają przede wszystkim obowiązek stawienia się na trasie przejazdu dyktatora. Ci, którzy wówczas byli w pracy, czyli funkcjonariusze odpowiedzialni za bezpieczeństwo Kubańczyka – wspominaliby z pewnością duże napięcie. Nie tylko podbijane rangą gościa, również podejrzeniami zamachu, którego wykonanie od dawna i wiele razy mieli planować Amerykanie. Były również plotki, że Fidel w drodze do Warszawy przeszedł zawał serca.

Z wizytą El Comandante w Zabrzu wiąże się jedna kontrowersja, dotycząca jego stroju. Jedni, na ulicach naszego miasta widzieli go w mundurze wojskowym, inni w górniczym. Trzy lata temu, na łamach „Nowin Zabrzańskich” rozwijaliśmy ją, dzięki zdjęciom dostarczonym przez zabrzankę, Danutę Dudzik – Lewecką, córkę ówczesnego I sekretarza Komitetu Miejskiego PZPR, Józefa Dudzika. Okazało się, że El Comandante zabrzanom pokazał się w obydwu mundurach. Górniczy i odznakę honorowego górnika dostał w Katowicach od dziewczyn w strojach ludowych i młodych hajerów. Ubrał go od razu, na oczach wszystkich, wzbudzając tym entuzjazm publiczności.

Fidel Castro przyjechał do Polski 6 czerwca 1972 roku. Samolot linii Cubana de Aviación wylądował na Okęciu o godz. 11.00. Przyleciał z Budapesztu. El Comandante pojawił się w zielonooliwkowym mundurze polowym. Towarzyszyła mu liczna delegacja, m.in. minister przemysłu spożywczego, dowódca okręgu wojskowego, dowódca dywizji pancernej, rektor uniwersytetu w Hawanie i nieodłączna spluwa przy boku. Z lotniska, ulicami Warszawy jechał w otwartym samochodzie z I sekretarzem KC PZPR, Edwardem Gierkem. Witali go mieszkańcy. Część osób przyszła z obowiązkowego partyjnego zaciągu, część uległa ciekawości zobaczenia z bliska dyktatora, a jeszcze inni, bo wciąż wierzyli w socjalistyczne ideały i dochowywanie im wierności przez Fidela Castro.

Przywódca kubańskiej rewolucji na Śląsk przyjechał 7 czerwca. W Zabrzu, według relacji naszych czytelników sprzed trzech lat dominowała raczej drugi powód, który zmuszał do stanięcia na trasie jego przejazdu – obowiązek. Zupełnie inaczej niż w 1967 roku, gdy w naszym mieście pojawił się gen. Charles de Gaulle. Zdaniem świadków wizyty Francuza entuzjazm był wielki, autentyczny i trudny do opanowania. Natomiast zainteresowanie obecnością Fidela Castro było raczej umiarkowane, bez fajerwerków radości. Reakcja z pozoru dziwna w konfrontacji z wizerunkiem miasta, kreślonym przez władze PRL jako modelowym robotniczym. Równie lakoniczna jak objęta reakcja zabrzan była prasowa relacja z wizyty Fidela Castro w „Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej” z 18 czerwca 1972 roku – dwa zdjęcia El Comandante: jedno z Zdzisławem Grudniem, I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR, drugie z Józefem Dudzkiem oraz króciutka informacja o jego pobycie w naszym mieście z obowiązkową adnotacją o entuzjazmie tłumu oraz o zbieżnych losach narodów kubańskiego i polskiego. Według relacji autora (tekst jest niepodpisany) gość serdecznie pozdrowił mieszkańców Zabrza – ludzi pracy, a od delegacji górników i hutników otrzymał rzeźby z węgla i model pieca łukowego, produkowanego w Zabrzu, którego egzemplarze eksportowano m.in. na Kubę.

Jacek Sośnierz, czytelnik „NZ”, wbrew entuzjastycznej relacji „Głosu Zabrza” tak wspomina odwiedziny El Comandante: „(…) znalazłem się wtedy przypadkowo na placu Wolności i widziałem jak wyjechał w otwartym samochodzie z ulicy Powstańców Śląskich i skręcił w ulicę Wolności w kierunku dworca kolejowego. Był ubrany w mundur górniczy. (…) uderzyło mnie, że nie było zorganizowanych szpalerów witających go (…). W związku powyższym przejazd oglądali przypadkowi, niezbyt liczni przechodnie.”

Inny czytelnik pamięta, że Fidel Castro był ubrany w wojskowy mundur i wjechał do Zabrza od strony Biskupic. – Miałem 18 lat, gdy w szkole kazano nam witać przywódcę Kubańczyków. Jechał w otwartym samochodzie, zatrzymał się przed Urzędem Miejskim, przy ulicy Powstańców Śląskich. W szpalerach stały tłumy – mówił nam 3 lata temu.

Danuta Dudzik – Lewecka, córka I sekretarza KM nie pamięta wizyty El Comandante, ma za to dokumentujące ją fotografie. – Zdjęcia taty z Fidelem Castro są naszą rodzinną pamiątką. Wiszą m.in. w nowojorskim mieszkaniu mojej siostrzenicy. Amerykanie, którzy ją odwiedzają, pytają kim jest mężczyzna obok Kubańczyka. Wyjaśnienie, że to dziadek robi na nich wielkie wrażenie. Uważają ją za osobę bardzo ustosunkowaną i dziwią się, że nie spędza każdego urlopu na Kubie – opowiada.

Ugoszczenie Fidela Castro – wyznawcy socjalizmu, wcielającego idee proletariackiej rewolucji we własnym kraju nie powinno być trudne dla władz Polskiej Republiki Ludowej. A jednak łatwych zadań nie należało. Przywódca Kubańczyków był obrażony za przyjęcie w Warszawie, kilka dni wcześniej Richarda Nixona, prezydenta USA. Na Kubie „x” w jego nazwisku zastępowano swastyką, odnosząc się w ten sposób do wojny w Wietnamie. El Comandante przypomniał w Warszawie, że na azjatycki kraj spadło więcej bomb niż na całą Europę podczas II wojny światowej. – Problem wietnamski w tej chwili dla naszego narodu jest najważniejszy. W Wietnamie toczy się najokrutniejsza wojna w dziejach świata – perorował Fidel. Piętnował imperializm amerykański. {{Żądał pomocy dla narodu wietnamskiego, dając do zrozumienia, że blok radziecki pozostawił go na łasce losu, umizgując się do Stanów Zjednoczonych.

Fidel Castro nie tylko w solidarności z uciśnionymi, wietnamskimi wyznawcami komunizmu był wierny proletariackiej rewolucji. Podczas wizyty w Polsce stawał przed wystawami, zapisywał ceny i przeliczał, czy są na kieszeń zwykłego robotnika, sfotografował się też z kwiaciarką, zrobił u niej zakupy.

Ale prawdziwego ambarasu, znacznie większego niż nieplanowane, niekonsultowane z nikim poczynania El Comadnate – wyjścia, rozmowy ze zwykłymi ludźmi narobiła władzom PRL plotka o rzekomym zwale serca, który Fidel Castro miał przejść w samolocie, w drodze z Budapesztu do Warszawy. Na swoje nieszczęście, informację na temat domniemanej choroby dyktatora opublikował korespondent Associated Press. W odwecie dwóch krewkich, kubańskich dziennikarzy pobiło go, a komentarz do rozprawy na pięści w kubańskiej prasie był taki: „Nie będą agenci imperializmu rozpowszechniać kłamliwych wiadomości o naszym przywódcy.”

Plotka o chorobie Fidela Castro spowodowała i drugą szarpaninę, tym razem z ochroną dyktatora przed Szkołą Podstawową nr 29 im. Che Guevary na warszawskim Żoliborzu. Do El Comandante podszedł Argentyńczyk, korespondent Reutersa i zapytał o stan zdrowia. W odpowiedzi usłyszał: – Grasz w kosza? Zagrajmy, to sam się przekonasz. Ochrona była przekonana, że pytającym był Kubańczyk. Gdy okazało się, że to Argentyńczyk, funkcjonariusze zareagowali błyskawicznie. Obezwładnili korespondenta, przekonani, że może być zamachowcem na usługach Amerykanów. Jednak ochroniarze działali tylko w części zgodnie z instrukcjami. Mieli rozkaz strzelać do każdego nieznajomego, który przebije się przez kordon i zbliży do Fidela. Podobno w tym czasie CIA szykowała zamachy na El Comandante wszędzie, gdzie się dało. Szefa ochrony, za zajście w {{Żoliborzu zdegradowano.

Fidel Castro podczas tournée po Polsce odwiedził jeszcze Hutę Lenina i Stocznię Gdańską. 13 czerwca odleciał do Berlina.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Komentarze są zamknięte.