Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem

Co dzieje się z byłymi więźniami, którzy po wielu latach spędzonych w odosobnieniu wychodzą na wolność? Dla większości to szok. Zazwyczaj nie mają się gdzie podziać, nie czekają na nich ani rodzina, ani przyjaciele.

Do tego spora ich część, nawet 90%, boryka się z uzależnieniami od narkotyków i alkoholu. Co gorsza, mieli te problemy już wcześniej, bo wielu byłych więźniów za kraty trafiło właśnie z powodu alkoholu i narkotyków. Dlatego potrzebują wszechstronnej pomocy – od wsparcia psychologów, terapeutów, specjalistów od uzależnień, przez pomoc w poszukiwaniu pracy, po wsparcie przy załatwianiu spraw w urzędach i instytucjach czy readaptację społeczną. Taką oferuje im w Zabrzu Fundacja Pomost. Przeczytajcie dwie opowieści podopiecznych fundacji.

Sebastian

Pierwszy raz upiłem się w wieku 9 lat. Wypiłem jabola, podobnie jak starsi koledzy, z którymi się zadawałem. Ojciec wprawdzie też pił, ale wtedy za to oberwałem. Gdy miałem 14 lat, ojciec trafił do więzienia, za znęcanie się nad rodziną. Mama się załamała, a ja przeciwnie, poczułem wiatr w żaglach. Piłem i kradłem, by mieć pieniądze na alkohol. W wieku 18 lat byłem już nałogowcem, musiałem pić codziennie. Teraz wiem, że uciekałem przed rzeczywistością, nie wiedziałem, co innego mógłbym robić. I tak się to toczyło. Nawet jak trafiałem na terapię, to wszyscy chcieli, bym przestał pić, tylko nie ja sam. Po pierwszej terapii udało mi się zachować abstynencję, znalazłem pracę. Wydawało się, że moja sytuacja ustabilizowała się, jednak… tylko do pierwszej wypłaty. W całości poszła na imprezy i balangi. Szybko trafiłem na detoks do Toszka. Pamiętam, że po wyjściu po raz pierwszy w życiu naprawdę chciałem nie pić, chodziłem na mitingi antyalkoholowe. Wprawdzie nie pracowałem i utrzymywała mnie matka, ale pojawił się cień szansy na wyjście z nałogu. Wytrzymałem 6 miesięcy. Jak dziś na to patrzę, myślę, że zabrakło mi wsparcia. Nie miałem z kim porozmawiać, opowiedzieć o swoich problemach. I przez to zaczęło się znowu… W 2011 wziąłem pierwszą kreskę amfetaminy. Równocześnie piłem i kradłem, by mieć kasę na narkotyki i alkohol. Okradałem przypadkowe osoby – piłem z kimś, on zapraszał mnie na chatę, piliśmy, on zasypiał, ja dzwoniłem po kolegów i wynosiliśmy, co się dało. Do tego byłem agresywny, wdawałem się w bójki. W końcu w 2012 roku trafiłem do więzienia, dostałem rok i 7 miesięcy. Siedziałem w Tarnowskich Górach, Bytomiu, Wrocławiu, Zabrzy, w Wojkowicach. Kumple z celi handlowali narkotykami, szczególnie popularne były wtedy dopalacze. Miałem dostęp do nich praktycznie cały czas i to za darmo. Wychodząc zza krat, pamiętam dokładnie tę datę, 13 grudnia 2013 roku, chciałem przede wszystkim pomóc finansowo mamie i siostrze. Pracowałem przez półtora roku. Spłaciłem długi, za które ścigali mnie komornicy, resztę pieniędzy oddawałem matce. Spotykałem się ze starymi kumplami, ale kończyło się na jednym, dwóch piwach. Trzymałem się. Potem jednak zaczęło się to samo –balangi, knajpy, dyskoteki. Narkotyki zastępowały mi jedzenie, czasem nie jadłem po kilka dni. Za to dilowałem, zacząłem być agresywny wobec matki, dlatego obie z siostrą wyprowadziły się. Zostałem sam ze swoimi problemami, myślałem o samobójstwie. Po jednej z moich akcji policja zawiozła mnie do Toszka, na detoks. Pierwszy raz poważnie myślałem o tym, żeby żyć na trzeźwo, ale chyba chciałem przede wszystkim uciec od alkoholu i od kolegów, którzy ścigali mnie za długi. To było w grudniu 2016 roku. W Toszku spotkałem Andrzeja, terapeutę z Pomostu. To od niego po raz pierwszy usłyszałem o ośrodku w Zabrzu. Ucieszyłem się, bo nie miałem innych pomysłów, co chciałbym robić po zakończeniu terapii. Myślałem, że pobędę w ośrodku 2 – 3 miesiące, a potem znajdę mieszkanie, pracę i wyprowadzę się. Stało się inaczej – spędziłem tu rok i teraz przeprowadzam się na kolejne 12 miesięcy do mieszkania readaptacyjnego. Wreszcie trafiłem na osoby, które bezinteresownie chcą mi pomóc – nigdy wcześniej w życiu tego nie doświadczyłem, pierwszy raz nie czuję się przez innych wykorzystywany. W rozmowach ze społecznością dowiedziałem się, jak mogę zmienić swoje życie. I co ważne, cały ten okres spędziłem trzeźwy. Były momenty zawahania, ale nie chciałem zawieść innych, którzy we mnie wierzyli. Teraz jestem spokojny, zyskałem pewność siebie, czuję siłę i mam wokół siebie ludzi, dzięki którym mogę stawić czoła nałogowi.

 

Marcin

Pochodzę z małej wioski niedaleko Kłodzka. Ojciec zmarł, gdy miałem 7 lat, mieszkałem odtąd z mamą i czterema starszymi siostrami. W młodości byłem nieśmiały, wycofany, a alkohol sprawiał, że stawałem się bardziej towarzyski, otwarty. Zawsze miałem starszych kolegów, to dzięki nim zacząłem popijać, w wieku 10, 11 lat. Piłem od przypadku do przypadku, na wagarach, na dyskotekach. W wieku 14 lat trafiłem do ośrodka szkolno – wychowawczego, za pobicia i kradzieże. Kilka miesięcy później zmarła moja mama. Miało to dla mnie ogromne znaczenie. W kolejnym ośrodku sięgnąłem po narkotyki, najpierw paliłem marihuanę, potem brałem amfę. Ale uważałem, starałem się, by nie było tego po mnie widać. 3 lata później, w ośrodku we Wrocławiu, robiono nam już  testy narkotykowe i uzależnionych kierowano na terapię. Nawet byłem z tego zadowolony, bo ośrodek leczenia uzależnień był w dzielnicy, w której najłatwiej można było kupić narkotyki. Marycha, amfa, alkohol – praktycznie tak wyglądał każdy weekend, a zdarzało się też imprezować w tygodniu. W listopadzie wyszedłem z ośrodka i wpadłem w kilkumiesięczny ciąg. W tym czasie często budziłem się z pieniędzmi w kieszeni, a nie pamiętałem, skąd je mam. Okradałem gości w knajpach, trochę dilowałem. W lutym trafiłem do więzienia w Kłodzku, dostałem dwa lata. Przesiedziałem 15 miesięcy, w maju kolejnego roku wyszedłem na zwolnienie warunkowe. Więzienie jednak niczego mnie nie nauczyło. Wręcz przeciwnie – wyszedłem z przeświadczeniem, że dopiero teraz im pokażę. Pierwsze kroki skierowałem do monopolowego, wraz z grupą innych zwolnionych tego samego dnia . Nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem towarzystwa do picia. Wróciłem do pustego domu, znalazłem pracę w lesie. Była ciężka, codziennie wracałem skonany. Wytrzymałem miesiąc. Było lato, ciepło, a ja miałem tyrać za jakieś grosze? Zacząłem kraść tory kolejowe. To było proste, rozkręcałem, ciąłem, zdzwoniłem po złomiarza i już przed południem miałem 200 – 300 zł, za które mogłem się pić przez resztę dnia. Już w październiku wróciłem za kraty, za kradzież i pobicie z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Tym razem dostałem 4,5 roku. 20 urodziny obchodziłem w więzieniu. Zacząłem brać dopalacze, które powodowały u mnie lęki i depresje. Wyszedłem w grudniu 2009 roku, a już w lutym byłym znowu za kratami. Pobiłem,. z użyciem niebezpiecznego narzędzia, gościa, który poprzednio mnie wydał. Tym razem dostałem 8 lat i rok odwieszonego warunkowego. Przez 5 lat w więzieniu nadal brałem narkotyki. Aż wreszcie dotarło do mnie, że jestem uzależniony. Poszedłem na terapię, brałem leki psychotropowe. Na kolejnym leczeniu zacząłem uczciwiej podchodzić do sprawy. Przez ostatnie trzy lata więzienia byłem już abstynentem, znalazłem jeszcze za kratami pracę, chodziłem na przepustki. Cały czas zastanawiałem się, co zrobię po wyjściu. Bałem się, przecież przez wiele lat praktycznie nie funkcjonowałem na trzeźwo. Przerażała mnie ta perspektywa – praca, codzienne sprawy, normalne życie. Nie miałem nawet pojęcia, o czym mógłbym rozmawiać z innymi ludźmi, skoro całe moje życie toczyło się dotąd wokół alkoholu, narkotyków, rozbojów, więzienia.  O Pomoście usłyszałem w więzieniu, kilka osób przede mną poszło tam prosto po wyjściu. Wprawdzie najpierw planowałem wrócić do Kłodzka, ale bałem się, że powrót w dawne środowisko byłby skokiem na zbyt głęboką wodę. Po kilku dniach u siostry w maju ubiegłego roku przyjechałem do Zabrza. Chciałem jak najszybciej znaleźć pracę, odłożyć trochę kasy, zrobić prawo jazdy. W dużej mierze te cele udało mi się zrealizować. Mam stałą legalną pracę, w maju skończę roczny kurs w Pomoście. Również w maju minie 3 lata abstynencji. Z tego jestem najbardziej zadowolony, wreszcie wiem, że alkohol i narkotyki nie rozwiązują żadnej trudnej sytuacji. Z wieloma osobami zerwałem kontakt, są miejsca i sytuacje, których unikam. Za to udało mi się odbudować zaufanie sióstr, które, gdy zobaczyły, że nie piję, a pracuję, mieszkam w ośrodku, zaczęły mnie wspierać. Mam wrażenie, że przez całe swoje życie nie zrobiłem tyle, ile przez 8 miesięcy w Pomoście, jeśli chodzi o pracę nad sobą, relacje z innymi ludźmi. Kiedyś nie potrafiłem mówić o problemach, a picie i ćpanie były sposobem na rozładowanie emocji. Dziś jestem zupełnie innym człowiekiem.

***

Fundacja Pomost od trzech lat prowadzi w Zabrzu ośrodek resocjalizacyjny, w którym kilkudziesięciu byłych więźniów wraca do życia społecznego. Organizuje dla nich roczne programy, pozwalające więźniom po okresie spędzonym za kratami na nowo przystosować się do norm i życia społecznego. Po ich skończeniu podopieczni mają jeszcze szansę spędzić rok w jednym z dwóch mieszkań readaptacyjnych, które fundacja dostała od miasta Zabrze i wyremontowała na potrzeby swoich podopiecznych. Cały program readaptacvjny powstał we współpracy z naukowcami z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Wspierająca Pomost warszawska Fundacja Valores szacuje, że statystycznie 80% byłych więźniów trafia znowu za kraty, popełniając wcześniej 10 – 15 drobnych przestępstw. 50 uczestników programu w Pomoście oznacza spadek liczby przestępstw i wykroczeń na terenie Zabrza o 500 – 750. I to jest realna korzyść społeczna – dla miasta i jego mieszkańców.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud