Dzieci mają prawo do niezależności - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Dzieci mają prawo do niezależności

25 lat temu przy ul. Wyciska stał zrujnowany budynek, należący do kopalni „Bielszowice”. Dziś jest to prężny ośrodek edukacji i rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych. O nadchodzącym jubileuszu, rozwoju placówki i planach na przyszłość mówi Iwona Płatek, dyrektor Centrum Edukacji i Rehabilitacji.

* Czy w momencie startu tego ośrodka wyobrażała sobie Pani, że odniesie on taki sukces? Że przetrwacie 25 lat i pewnie o wiele dłużej?

W momencie startu wszystko było trochę pisane palcem na wodzie i to nie tylko, jeśli chodzi o działalność na rzecz osób niepełnosprawnych. Proszę zauważyć, że społeczeństwo obywatelskie dopiero raczkowało, że był to początek działania wielu organizacji pozarządowych w Polsce. Nie patrzyliśmy w przyszłość, nie snuliśmy wizji, nie myśleliśmy, co będzie za 5 lat. Ważne było działanie tu i teraz, które miało zabezpieczyć naszym podopiecznym i personelowi podstawowe potrzeby, zapewnić edukację, rehabilitację, wsparcie dla rodzin. Jeśli myśleliśmy o przetrwaniu, to raczej w perspektywie najbliższego roku. Teraz sytuacja jest inna – mamy mocne podstawy działalności, silne fundamenty, potrafimy patrzeć w przyszłość, mamy wizję, do której chcemy dojść w ciągu najbliższych lat. Krok po kroku ją realizujemy. To jest dla mnie największa zmiana – że od działania spontanicznego, nieco na wariackich papierach, przeszliśmy już do etapu, w którym dominuje działanie strategiczne, zaplanowane.

* Czyli kolejne 25 lat powinno być znacznie prostsze.

Tego nie jestem pewna, bo pojawiają się kolejne wyzwania. Teraz mamy nowe podejście do edukacji i terapii, chcemy zmienić myślenie i postawy osób, rodziców, którzy dziś nie wyobrażają sobie, że dziecko z niepełnosprawnością intelektualną lub sprzężoną mogło żyć niezależnie, samodzielnie, żyjące w mieszkaniu wspomaganym.

* Znam ze słyszenia co najmniej kilka przypadków, że ktoś z powodu Waszego ośrodka przeprowadził się do Zabrza. To chyba najlepsza rekomendacja i powód do dumy.

To miłe i sympatyczne, zdarzają się takie przypadki. Jeżeli rodzina myśli o kompleksowym wsparciu dla dziecka i pozostałych jej członków, musi działać jak najbardziej logistycznie. Lepiej, by nie jeździć z dzieckiem codziennie po 30 – 40 kilometrów, lecz by mieszkać jak najbliżej ośrodka.

* Pamiętam ten chylący się ku upadkowi budynek, należący na początku lat 90. do kopalni „Bielszowice”. A potem, po przejęciu obiektu przez Zabrzańskie Towarzystwo Rodziców, Opiekunów i Przyjaciół Dzieci Specjalnej Troski, za każdym razem widziałem tu pozytywne zmiany – a to dobudowane piętro, a to nowe skrzydło, a to rozmaite nowe pracownie, zagospodarowany teren wokół placówki.

Nie stoimy w miejscu, stale się rozwijamy i wciąż jest u nas cos nowego; teraz na przykład mamy nową pracownię ceramiczną. Ale fakt, początki były trudne, choć młodzieńczej pasji i chęci do działania nikomu nie brakowało, szczególnie, że w powstanie ośrodka byli zaangażowani rodzice, bezpośrednio zainteresowani problemem, mający nie w pełni sprawne dzieci.

* Jednak był to skok na głęboką wodę. Zrezygnowała Pani z pracy w szkole publicznej, by zająć się organizowaniem praktycznie od zera nowej placówki – ośrodka edukacyjno – rehabilitacyjnego.

Nie miałam z tym problemu, z natury jestem optymistką, choć oczywiście zastanawiałam się, co będzie, jeśli się nie uda. Z drugiej strony – wierzyłam, że musi się udać, że powstanie cudowne miejsce w Zabrzu dla osób z niepełnosprawnością umysłową. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak ważne są takie oddolne inicjatywy, które opierają się na autentycznych potrzebach. Gdy poznaje się tych ludzi i widzi potem, jak ich życie zmienia się na lepsze, daje to niesamowity napęd do dalszego działania.

* Ale sam napęd i energia to za mało. Potem potrzeba jeszcze zdolności organizacyjnych, pieniędzy i życzliwych ludzi wokół siebie.

Oczywiście. Przed laty trenowałam koszykówkę i z tego okresu zostało mi to dążenie do wyznaczonego celu. Po drodze musiałam uzupełnić wykształcenie, bo byłam nauczycielką wychowania fizycznego, ale nie specjalistką z oligofrenopedagogiki i z zarządzania. Nasza szkoła ruszyła w listopadzie. Wtedy trudne było m.in. namówienie dyrektorów innych szkół, by dzieci z problemami trafiły do nas. Myślę, że ostatecznie przekonał ich nasz profesjonalizm, zabezpieczenie potrzeb, indywidualne podejście do każdego dziecka. W wielu rozmowach po latach słyszę, że nasze działanie to był strzał w dziesiątkę. Zaczynaliśmy mając 28 podopiecznych.

* Szkoła rosła razem z dziećmi osób, które ją zakładały. Po podstawówce powstało gimnazjum, potem warsztaty.

Dokładnie tak było. Teraz warsztaty terapii zajęciowej prowadzą już inne stowarzyszenia. I bardzo dobrze. Nie może być tak, że jedno stowarzyszenie zajmuje się niepełnosprawnymi od 3 miesiąca do 68 roku życia. W wielu tych miejscach, np. w rozmaitych warsztatach terapii zajęciowej na terenie Zabrza, można spotkać naszych absolwentów i, jak mówią terapeuci, są oni znakomicie do nich przygotowani.

* Proszę powiedzieć, jak wygląda struktura ośrodka?

Obecnie placówka ma 120 podopiecznych i prowadzi przedszkole, podstawówkę, gimnazjum i świetlicę środowiskową dla dorosłych, w której rehabilitacji zawodowej i społecznej podlega 20 osób. Dodatkowo około 30 rodzin objętych jest tzw. wczesną interwencją medyczną. Mamy 74 etatowych pracowników i część ludzi na umowę – zlecenie. Co ciekawe, przed laty byłam w szoku, gdy na Zachodzie w podobnych ośrodkach przypadał jeden podopieczny na jedną osobę personelu. Teraz, wliczając wszystkich, również wolontariuszy, zbliżamy się do tego poziomu. Co dla nas ważne, wiele ośrodków, które powstały później, czerpie z naszych doświadczeń, z naszej pomocy przy organizacji swoich placówek.

* Ile kosztuje roczne utrzymanie takiej placówki?

To kwota ponad 5,5 milionów złotych, wliczając w to również rozmaite działania wspierające dla rodzin. Składają się na nią dotacje, subwencje oświatowe, kontrakt z NFZ, dotacja z PFRON, rozmaite środki z grantów i konkursów, które staramy się pozyskać.

* W październiku świętujecie 25-lecie placówki. Proszę opowiedzieć o planach na ten jubileusz.

To będzie wspólne świętowanie i podziękowanie dla wszystkich, którzy są z nami, wspierają nas. Krąg wsparcia jest bardzo duży: miasto, z którym współpraca układa się bardzo dobrze, rozmaite wydziały Urzędu Miejskiego, instytucje typu MOPR. Główna uroczystość odbędzie się 17 października w Łaźni Łańcuszkowej.

* Jak wyobraża sobie Pani ten ośrodek za kilka kolejnych lat?

Na początku chcieliśmy zbudować cudowny ośrodek, który będzie podążał za rozwojem dzieci, wspierał ich rodziny. Teraz obraliśmy kurs na samodzielność osób z niepełnosprawnością. Nie uczymy już wyklejania motylków, za to przykładamy dużą wagę do codziennych umiejętności, zakupów, mycia naczyń, obierania ziemniaków. Marzy nam się inkluzja, by każdy bez względu na niepełnosprawność, znalazł w życiu i mieście swoje miejsce. To całkowita zmiana podejścia, z postawy opiekuńczej i wyręczającej, na taką uczącą samodzielności. Ma to być też rozwiązanie korzystniejsze dla rodzin, które często dla dzieci rezygnują z siebie, swoich zainteresowań i pasji. Chcemy uczyć postawy, w której dziecko ma prawo do niezależności. To krok dalej niż integracja – chcemy stworzyć warunki i przestrzeń, w której wszyscy będą mogli funkcjonować. Wierzę, że za 10 – 15 lat będzie to możliwe.

* Czyli idea i cel na kolejne lata są już wyznaczone.

Tak. Tyle, że zmiana postaw, a także stworzenie odpowiednich warunków to praca na wiele lat. Miasto obiecało nam mieszkanie treningowe, w którym nasze dzieci, nasi podopieczni zastosują te umiejętności, których nabywają w ośrodku. Sami będą robić zakupy, gotować, sprzątać. To pozwoli im na praktyczną naukę samodzielności. Docelowo chcemy stworzyć mieszkanie wspomagane, w którym część podopiecznych zamieszka. Bierzemy udział w ministerialnym projekcie „Z inkluzją na ty”, w ramach którego przygotowujemy model funkcjonowania takiego przedsięwzięcia. Jeżeli wygramy konkurs, nasze rozwiązania będą wdrażane w całej Polsce. Wkrótce będziemy stali przed kolejnym problemem. Najstarszy nasz podopieczny ma 38 lat. Członkowie naszego stowarzyszenia już myślą o tym, jak zabezpieczyć takie osoby na przyszłość, gdy umrą jego rodzice. Innymi słowy – musimy znaleźć ścieżki, by zabezpieczyć byt naszych dzieci na przyszłość. W Polsce nie ma na razie takich systemowych rozwiązań, my mamy pewne pomysły i będziemy próbowali je realizować.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud