Tu jest nasz drugi dom - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Tu jest nasz drugi dom

Historia o Domu Dziecka w Parku Hutniczym, któremu w remoncie po ubiegłorocznym pożarze pomagała rzesza firm, instytucji i osób prywatnych, poruszyła wielu naszych czytelników. Dziś o codziennym funkcjonowaniu tej placówki, jej podopiecznych i niepewnej przyszłości opowiada „Nowinom” dyrektor Lucyna Skutnik.

Praca w Domu Dziecka to pewnie trudny kawałek chleba. Opiekujecie się dziećmi, które mają za sobą liczne sytuacje kryzysowe.

Wiele dzieci trafiło tu z rodzin dysfunkcyjnych, w których były problemy z alkoholem, zdarzało się, że rodzice byli ciężko chorzy i nie mogli zajmować się dziećmi, są półsieroty i sieroty – generalnie mnóstwo rozmaitych trudnych życiowych przepadków. Przez to praca tu nie jest łatwa, trzeba ją kochać, traktować nie jak zajęcie, a raczej jak życiową pasję. Trzeba lubić te dzieci i to miejsce, w innym wypadku łatwo się wypalić i odpaść, jeśli podchodzi się do tego wyłącznie jak do zwykłej pracy. Warto też uzmysłowić sobie, że jesteśmy tu 24 godziny na dobę, w nocki, święta, wigilię i Nowy Rok. To rzutuje też na nas, na nasz czas prywatny, na nasze rodziny. Dlatego traktujemy to miejsce jak nasz drugi dom. Jeśli tak się podchodzi do tej pracy, to ma ona sens. Dzieci to czują i odwdzięczają nam się podobnymi uczuciami i emocjami.

Bo dzieci stąd już nie mają szans na adopcję czy pobyt w rodzinach zastępczych?

Oczywiście, że mają, pobyt w Domu Dziecka nie blokuje możliwości adopcji. Obecnie toczą się trzy procesy adopcyjne, związane z naszymi dziećmi. Zawsze zależy to od indywidualnej sytuacji prawnej dziecka. I od wieku – im dziecko młodsze, tym większą szansę ma na adopcję.

Ile macie obecnie podopiecznych?

W Domu Dziecka jest obecnie 28 dzieci – w wieku od 5 do 23 lat. Ten 23-latek uczy się, pracuje i mieszka u nas w mieszkaniu zaadaptowanym ze strychu. To miejsce, gdzie jest już dwójka starszych dzieci, i tam się usamodzielniają pod naszym okiem – sami przygotowują sobie posiłki, chodzą na zakupy. Obiady jeszcze jedzą z nami.

Czyli nawet po uzyskaniu pełnoletności dzieci mają jeszcze szansę na odwleczenie w czasie samodzielnego życia.

To mieszkanie właśnie ich do tego przygotowuje. Podpisujemy z nimi kontrakt, którego powinni przestrzegać i realizować założone cele. A równocześnie takie starsze dzieci uczestniczą w naszym życiu domowym, pomagają młodszym dzieciakom. Wspierali nas w remoncie, czasem wyjeżdżają na wakacje z pozostałymi dziećmi i wtedy pomagają w opiekowaniu się pozostałymi. Generalnie w różnych sytuacjach można na nich liczyć.

Jak wygląda standardowy dzień w tej placówce?

Poranek  jak wszędzie, w każdym domu…

Czyli pobudka z problemami…

Dokładnie. Niektórzy wstają wcześniej, inni mają z tym kłopoty. Potem jest posiłek, po którym starsze dzieci same robią sobie drugie śniadanie, zabierane do szkoły. Część idzie do szkół sama, po niektóre, na przykład dzieci niepełnosprawne, przyjeżdżają busy. Większość chodzi do Szkoły Podstawowej nr 2 na Zandce, część – do integracyjnej SP 8, do specjalnej SP 40, do ZSS nr 42. Starsi chodzą do gimnazjów lub szkół zawodowych. Po powrocie, około godz. 15.00 jest wspólny obiad, jeśli ktoś przychodzi później, to ten obiad mu się odgrzewa. Potem chwila odpoczynku, odrabianie lekcji, zajęcia z psychologiem, pedagogiem. Jeśli jest czas, są zajęcia sportowe, spacery, wyjścia na basen. Mamy salę gimnastyczną i tam można spędzać czas do późnego wieczora. Jednak większość zajęć dodatkowych organizujemy w weekendy, bo wtedy jest więcej czasu. Gdy jest fajna pogoda, korzystamy z infrastruktury w naszym otoczeniu. Mamy boisko do siatkówki plażowej, plac zabaw, są rowery, rolki.

Ile osób pracuje w Domu Dziecka? Ile kosztuje jego roczne utrzymanie?

Mamy trzy grupy dzieci, w każdej jest troje wychowawców. Do tego psycholog, pedagog, administracja, w sumie kilkanaście osób. Koszt utrzymania dziecka w placówce to w sumie około 4 tysięcy złotych miesięcznie, czyli łącznie daje to 1,5 miliona złotych rocznie. Oczywiście sformułowanie „na dziecko” jest mylące – chodzi o wszystkie koszty funkcjonowania placówki, ogrzewanie, woda, prąd, kadra, posiłki. W każdym razie ta kwota wystarcza na wszystkie podstawowe potrzeby naszych dzieci. Na rzeczy dodatkowe, jak choćby organizację czasu wolnego, środki pomagają zebrać nam przyjaciele i sponsorzy. Na szczęście jest mnóstwo osób, które chcą nam pomagać i zgłaszają się same, albo wspierają, gdy ich o to poprosimy. Najlepszy przykład na to był w czasie remontu, ale i przy wyjazdach na wakacje, ferie, zawsze ktoś pomoże i udaje nam się to dopiąć. Nie są to jakieś horrendalne kwoty, ale naszym dzieciom na wszystko wystarcza. W czasie najbliższych ferii zimowych jest już zaplanowany wyjazd do Brennej.

Czy ci, którzy opuszczają już Dom Dziecka, utrzymują nadal z Wami kontakt?

Zwykle dzieciaki, które się usamodzielniają, wracają do nas. To jest najlepszy dowód na jakość naszej pracy i powód do dumy. Nie dalej jak w poniedziałek mieliśmy odwiedziny kilku usamodzielnionych wychowanków. Przychodzą, opowiadają, pomagają. Przecież w czasie sprzątania po remoncie też wielu byłych podopiecznych zadeklarowało wsparcie, wielu z różnych miast dzwoniło, dopytywało się. To też doskonały przykład dla dzieci, które są u nas w tej chwili. Bo one widzą, że tamci też tu byli, a teraz np. są informatykami w dobrej firmie, radzą sobie, pomagają innym. Są też osoby, które u nas się wychowały, a teraz są tu wychowawcami. To dodaje chęci do pracy i nam i podopiecznym. Oczywiście zdarzają się i negatywne historie, niektórzy wracają do patologicznych rodzin, inni lądują w więzieniu, nie mamy stuprocentowej skuteczności działania. Ale nawet gdyby udawało się wyjść na prostą tylko pojedynczym dzieciakom, warto podejmować takie starania. A myślę, że rewelacyjnie radzi sobie więcej niż połowa. Niektórzy wyjechali za granicę, odwiedzają nas, przyjeżdżając tu na wakacje z Anglii czy z Francji, często ze swoimi już dziećmi. To jest fajne – jeśli chcą tu wracać, nadaje to sensu naszej pracy. Odcinają się od nas nieliczni.

Naszych czytelników ujęła historia remontu po pożarze, do którego włączyło się mnóstwo firm i instytucji.

Remont to rzeczywiście była niesamowita historia. Pomogło i miasto i firmy i osoby prywatne. Ludzie przychodzili, myli, porządkowali. Niesamowite! Dzięki nim ten dom wygląda inaczej.

Mnie najbardziej ujęły pokoje, zaprojektowane przez studentki architektury. Każdy jest inny, w innych kolorach, z innymi meblami.

Tak, wcześniej pokoje były do siebie podobne, tak samo wyposażone. Teraz część zaprojektowały studentki, część nasi pracownicy. Jeszcze raz ukłony w stronę firmy Meble Agata, bo to ta firma zaakceptowała nasze projekty i potem dostarczyła wyposażenie o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Dzwonili zaraz po pożarze, zaoferowali nam 30 łóżek. Ale wtedy nie był to dobry moment, mieszkaliśmy w hostelu Guido, placówka czekała na remont. Skontaktowaliśmy się z nimi kilka miesięcy później, przedstawiłyśmy sytuację, że potrzebujemy nie tylko łóżek… I nasza prośba została zaakceptowana! Podobnie było z firmą Rocca – napisałam co potrzebujemy i to dostaliśmy.

Czyli teraz byt na najbliższe lata macie zapewniony?

Ze strony materialnej tak. Jednak… właśnie zmieniła się ustawa o pieczy zastępczej i nasz byt w obecnej formie stoi pod znakiem zapytania. Od 2021 roku będą mogły funkcjonować tylko placówki o wielkości maksymalnie do 14 dzieci. Myślę, że powodem tej zmiany były ogromne placówki, liczące po 60, 70, 80 dzieci, w których różnie się działo, podopieczni często byli anonimowi. U nas jest 28 dzieci, jesteśmy jak rodzina. By spełnić wymagania ustawowe, planujemy podzielić ten budynek na dwie niezależne placówki, ale na taki podział musi zgodzić się wojewoda. Jesteśmy w trakcie przygotowywania wszystkich dokumentów. Jeśli Urząd Wojewódzki się zgodzi, pozostaniemy tu. Jeśli nie, zostaniemy podzieleni jak Centrum Wsparcia Kryzysowego, albo na dwie placówki, albo na niezależne mieszkania. Jednak uważam, że w sumie nie byłoby to korzystne dla tej placówki i dzieciaków. Już nie mówiąc o naszej infrastrukturze, która naprawdę tu im sprzyja. Decyzja powinna zapaść jeszcze w tym roku.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud