Czarny charakter Jacek Beler - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Czarny charakter Jacek Beler

Zabrzanin, absolwent III Liceum Ogólnokształcącego, aktor Teatru Powszechnego w Warszawie, z całkiem już sporą filmografią. Na ekranie pojawia się przede wszystkim w rolach czarnych charakterów, choć, jak zapewnia, w amanta też mógłby i chciał się wcielić. Na rodzinnym gruncie był ostatnio za kratami aresztu. Przed państwem Jacek Beler!

Podobno podczas ostatniej wizyty w Zabrzu większość czasu spędziłeś w areszcie.

Nie…

Tam powstała część zdjęć do filmu Jana Holoubka. A ty podobno w nim grasz. Oczywiście pytałam o plan filmowy, a nie ewentualne konflikty z prawem. 

W celach zawodowych odwiedziłem zabrzański areszt dwa razy. Zresztą w obu produkcjach Janek był reżyserem.

I jeszcze jedno pytanie z serii „podobno”: podobno zdecydowałeś się na udział w filmie ze względu na sympatię do reżysera. Zakładam, że były też inne argumenty „za”.

Przede wszystkim ze względu na temat, na historię Tomka Komendy. Ale fakt, współpraca z Jankiem Holoubkiem to jedno z moich najciekawszych zawodowych doświadczeń.

Dlaczego?

Janek jest reżyserem, operatorem, pochodzi z aktorskiej rodziny…. Pewnie wiele rzeczy sprawiło, że jako debiutujący reżyser jest bardzo profesjonalny. Przy okazji daje ludziom poczucie bezpieczeństwa.

Skoro jest bardzo przygotowany, zostawia aktorom miejsce na improwizację?

Jest otwarty na propozycje.

Film, o którym rozmawiamy został zainspirowany życiem Tomasza Komendy, niesłusznie skazanego za zabójstwo młodej kobiety. Za kratami spędził 18 lat. Czy taka historia – która wydarzyła się niedawno, w konkretnym miejscu, prawdziwym ludziom, przeniesiona na ekran ma szansę stać się uniwersalna? O to przecież chodzi w sztuce. Czy robiąc ją na gorąco, autorzy nie ryzykują, że stanie się jedynie komentarzem do bulwersujących zdarzeń?

Każda historia człowieka, którego spotyka niesprawiedliwość jest historią uniwersalną. Szczególnie potworna jest ta, która spotkała Tomka. Zasługuje na to, by podjąć każde ryzyko i użyć języka filmowego. By przybliżyć ją ludziom.

Jaki tematami powinni jeszcze zająć się filmowcy?

Hm… Czym chcą.

Wiem, że nie boisz się kontrowersyjnych, bo tak trzeba powiedzieć o aktorze, który zagrał w „Klątwie”, spektaklu Teatr Powszechnego w Warszawie. Powiedziałeś, że wszyscy krzyczący o szarganiu świętości nie zrozumieli jego przekazu. Ja go nie widziałam…

No właśnie! Dlatego rozmowa na ten temat nie ma sensu.

Nie chcę i nie zamierzam dołączać do chóru krytykujących „Klątwę” w ciemno. Interesuje mnie czy artystyczne przedsięwzięcie, z dużym prawdopodobieństwem kontrowersyjne, wpływa na twoją decyzję o wzięciu w nim udziału.

Wzbudzić kontrowersje w naszym kraju to żaden wyczyn… Ani wyzwanie. Kontrowersyjne u nas jest mówienie o sprawach, które naprawdę powinny wzbudzać kontrowersje, a które, choćby od czasów Wyspiańskiego, zamiatane są pod dywan za przyzwoleniem zmanipulowanej gawiedzi.

Wrócę do zabrzańskiego aresztu. Grałeś więźnia, który dręczy głównego bohatera. W twoim filmowym emploi to normalka – jesteś w szufladzie „czarne charaktery”. Jak wchodzisz w skórę tych wszystkich zwyrodnialców, nieprzyjemnych typów?

Często zanim kogoś ocenię, zastanawiam się nad przyczyną jego frustracji, złości, kompleksów. Wtedy robi mi się go żal. To dotyczy również ról, które przeważnie gram.

Który z twoich czarnych charakterów był najczarniejszy?

Wszystkie dotychczasowe role miały podobny ciężar. (śmiech)

Grasz czarne charaktery i jak deklarujesz, wychowałeś się na czarnych charakterach.

Większość ról, króre zapadły mi w pamięć w okresie dzieciństwa to właśnie czarne charaktery. Joker bez Batmana ma się świetnie. Batmana bez Jokera po prostu nie ma .

Ale ci czarni mają jeszcze inną wadę. W filmach zwykle źle kończą, bo trzeba widza utrzymać w przekonaniu, że świat jest porządnie urządzany i dobro triumfuje. Nie żal ci, że tak jest? Że grani przez ciebie bohaterowie umierają? Że na filmach ciąży obowiązek dydaktyzmu?

Żal mi…

Myślałeś o tym, jaka rola mogłaby być dla ciebie aktorskim wyzwaniem?

Nie umiem odpowiedzieć.

Amant?

Może być.

W komedię romantyczną byś się wpasował?

Również. A dlaczego nie?

Polskie, z ostatnich lat są kiepskie.

Nie wiem, nie oglądam.

Zdarza się, że aktorzy wstydzą się swoich filmowych wyborów? Że scenariusz nie wydawał się zły, a na ekranie wyszło tragicznie?

Zdarza się często. Mam wrażenie, że w przypadku produkcji, w których gram, zawsze. (śmiech) Na szczęście to tylko moje wrażenie.

Dlaczego?

Jestem zbyt samokrytyczny.

Rzeczywiście, od innych zbierasz pochlebne recenzje. Widzowie pozytywnie ocenili twoją rolę w „Rojście”. Czytasz internetowe komentarze?

Nie.

Właśnie w nich pisali, że pojawienie się twojej postaci – zdeprawowanego milicjanta – wywoływało ciarki na plecach. Powstaje teraz jeszcze inny film z twoim udziałem?

Jesteśmy w połowie zdjęć do filmu „Inni ludzie w reżyserii Oli Terpińskiej, na podstawie prozy Doroty Masłowskiej.

Czekasz na taką dużą, życiową? Wiesz, jaka powinna, mogłaby być?

Gdy na coś czekam, to z reguły to coś się nie pojawia. Staram się udawać, że na nic nie czekam. A jak czekam, to staram się nie wiedzieć do końca na co.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud