Andrzej od zamążpójścia - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Andrzej od zamążpójścia

Andrzejki to taki czas w roku, gdy niezależnie od tego, czy we wróżby wierzymy, czy też nie, zastanawiamy się, co przyniesie nam przyszłość. Nagle chcemy wiedzieć: czy się zakochamy, czeka nas ślub, a może rozwód? Nie przypadkiem pytamy o to właśnie ostatniego dnia listopada.

Imię Andrzej, po grecku Andress, oznacza „mąż”. Dlatego wszelkie praktyki wróżbiarskie dotyczą przede wszystkim zamążpójścia. Do wybuchu I wojny światowej Andrzejki miały na Śląsku skromną oprawę, ograniczały się do wróżb matrymonialnych, szczególnie w Beskidzie Śląskim. Największy okres popularności przeżywały w XIX wieku, później zainteresowanie nimi spadało. Jednym z obrzędów andrzejkowych na Śląsku było rzucanie za siebie butów. Jeśli trzewik upadł szpicem w kierunku drzwi, znaczyło to, że dziewczyna wyjdzie za mąż; jeśli napiętkiem – niestety z wesela nici. Z butami wiąże się również inna wróżba: panny układały je, koniecznie lewe, na przemian, a której pierwszy przekroczy próg pokoju, ta wyjdzie za mąż. Ciekawym śląskim zwyczajem andrzejkowym jest wróżenie z obierek jabłka. Rzucano je za siebie, a one układały się we wzór, z którego odczytywano literę, na którą miało się zaczynać imię wybranka.

Najczęściej wiele sobie dopowiadano, zwykle dziewczyna miała już jakiegoś narzeczonego, troszkę tę wróżbę naciągano Do dziś najpopularniejszą wróżbą jest lanie wosku. Na Śląsku początkowo lano ołów. Najczęściej był to ołów z okien, najlepiej kościelnych. Później zastąpił go wosk naturalny, pszczeli, a dziś topi się świece z sacharyny. W przypadku tego zwyczaju nic się nie zmieniło. W ten sposób wróżyć sobie mogą także mężczyźni. Przez dziurkę od klucza do miski z wodą nalewano wosk, z którego po zastygnięciu wróżono. Odczytywano albo wprost z misy, albo rzucano na ścianę cień stężałego wosku. Niekoniecznie wróżono zamążpójście, ale też przyszły zawód.

Dawniej na śląskiej wsi w wieczór andrzejkowy wychodzono z domu i wyrywano kupkę słomy z dachu. Jeśli źdźbła były do pary, oznaczało to, że panna dostanie młodzieńca, jeśli nie – wdowca, a to podobno nie wróżyło nic dobrego. W Rudach Raciborskich ołów, cynę albo wosk nabierano na blaszaną łyżkę, ogrzewano, a gdy się rozpuścił, wylewano masę na wodę przez złożone na krzyż rózgi i miotły. Zastygła figurka, przypominająca kota, psa lub dziecko, oznaczała staropanieństwo albo poważne powikłania na drodze zamążpójścia. Natomiast kształt ptaka lub postaci męskie wróżyły powodzenie u mężczyzn; kształt gniazdka gwarantował rychłe wesele, jeżeli natomiast odlew przypominał kwiat, dziewczynę czekało piękne życie. Również chłopiec, któremu uformował się najpiękniejszy kwiat, miał mieć najpiękniejszą żonę.

Niektóre zwyczaje andrzejkowe są bardzo podobne do tych wigilijnych, bo przecież na Śląsku w dzień wigilii wróżono zamążpójście. Puszczano na wodzie dwie igiełki lub gałązki mirtu; jeśli się spotkały, oznaczały wesele. Podobnie było z ustawianiem na przemian lewych butów w kierunku drzwi. Układano też na stole talerze, pod pierwszy wkładano obrączkę, pod drugi różaniec, a pod trzeci – lalkę. Odpowiednio oznaczało to wyjście za mąż, zakon i pannę z dzieckiem. Zauważmy, jak bardzo zmieniła się nasza mentalność. Dziś śluby przestały być modne, młodzi nie chcą się żenić, a dziecko pozamałżeńskie nie jest niczym wyjątkowym, a na pewno nie powodem do napiętnowania. Wróżenie jest dziś jedynie zabawą, nie traktujemy tego poważnie. Myślę, że kiedyś też tak było, bo w listopadzie są długie wieczory i był to jakiś rodzaj rozrywki. Andrzejki pokrywały się z okresem śląskich szkubków. W ich trakcie tez wróżono, opowiadano sobie różne historie, a potem urządzano zabawy, które miały charakter ludyczny. Przygotowywano kulki z chleba i umieszczano w nich kartki z imionami chłopców. Wrzucało się je do wody i czekało na wypłynięcie kartki z imieniem ukochanego. Wariant tego wróżenia polega na włożeniu pod poduszkę karteczek z wypisanymi imionami w nocy bądź rano w dzień św. Andrzeja. Dziewczyna mając zamknięte oczy, wyciąga spod poduszki jedną z kartek, a imię na niej to imię wybranka. Gdzieniegdzie chowa się zarówno czyste kartki i te z wypisanymi imionami chłopców. Wylosowanie czystej kartki wróży staropanieństwo.

Innym niezwykle ciekawym zwyczajem andrzejkowym było wróżenie z kości. Na ławie lub pod stołem dziewczyny rozkładały kości, najczęściej z drobiu, posmarowane tłuszczem, wpuszczano psa i której panny kość porwał pierwszą, ta miała dostąpić szczęścia małżeńskiego. Podobnie jak w wigilię, dziewczęta wychodziły przed dom i potrząsały płotem, wypowiadając przy tym magiczne słowa i nasłuchując szczekania psa. Z której strony dobiegnie, z tej nadejdzie kawaler. Z płotem wiąże się też inny obyczaj – liczenie sztachet w zasięgu rozciągniętych rąk. Jeśli liczba kołków jest parzysta, oznacza to, że dziewczyna wyjdzie za mąż w nadchodzącym roku.

Wszystkie wróżby i zwyczaje andrzejkowe wywodzą się jeszcze z czasów pogańskich, jak większość z resztą obrzędowości chrześcijańskiej i ludowej, jak dziady, a nawet wigilia, kiedy zostawiano jedzenia na stołach dla duchów zmarłych. Do tej pory niektórzy wpuszczają gościa na kolację wigilijną, inni absolutnie nie, bo może sprowadzić nieszczęście. W zasadzie wszystkie ludowe zwyczaje są umiejscowione w tradycji pogańskiej.

Tuż przed Andrzejkami i Nowym Rokiem, telefony wróżek nie przestają dzwonić. Choć nauka potrafi udzielić odpowiedzi na prawie wszystkie nasze pytania, nie potrafi odkryć przed nami tajemnic przyszłości. – Najczęściej przychodzą do mnie młode dziewczyny w wieku około 20 lat. Pytają o to, czy chłopak, z którym są, zostanie ich mężem, a jeśli tak, to kiedy ślub. Ciekawi je też to, czy znajdą pracę albo – jeśli mają nieciekawą – czy ją zmienią. Większość tych dziewczyn jest jednak samotna i szuka miłości. Chcą się ode mnie dowiedzieć, czy spotkają w najbliższym czasie miłość swojego życia. Odwiedzają mnie również rozwódki, które nie wiedzą, jak poradzić sobie w nowej sytuacji. Pytają, czy zdołają same wychować dzieci, czy znajdą pracę, czy jeszcze kiedyś spotka je szczęście i się zakochają. To często są bardzo smutne i nieszczęśliwe osoby – podkreśla jedna z zabrzańskich wróżek, zastrzegająca sobie jednak anonimowość. Zaznacza jednak, że przychodzą do niej nie tylko dziewczęta.

- Zaglądają młodzi chłopcy jak i starsi wiekiem panowie. Młodzi pytają najczęściej o to samo, co ich rówieśniczki, czyli czy znajdą pracę, czy dostaną podwyżkę, ale w przeciwieństwie do dziewczyn, nie interesuje ich ślub. Są ciekawi, kiedy spotka ich następna „przygoda miłosna”. To miłe chłopaki, ale nie chcą się żenić. Często ich życie jest bardzo poukładane, ale nie potrafią się usamodzielnić. Starsi to najczęściej wdowcy. Szukają bogatych żon, najlepiej też wdów, a na boku chcą mieć przyjaciółkę. Nie zależy im, aby ożenić się z miłości. Interesują ich też kredyty i pomyślność w interesach – mówi wróżka. Jak podkreślała nasza rozmówczyni, z jej zawodem wiąże się też przekazywanie bolesnych informacji, na przykład o chorobie. Kilka razy zdarzyło się też przewidzieć czyjeś samobójstwo.

- Starałam się przekonać te osoby, żeby zmieniły swoje życie. To byli ludzie cierpiący z miłości. Próbowali odzyskać ukochane osoby. Kiedy się nie udało, zaczęli grozić, że zrobią sobie krzywdę. Nie zdołali ich odzyskać, stracili sens życia. Przekonywałam, że każdy musi sobie ułożyć życie na nowo, zmienić je, odnaleźć w sobie siłę, aby iść dalej. Nie można ciągle patrzeć wstecz. Te osoby już wcześniej myślały o samobójstwie, to w nich tkwiło. Podobno jak raz ktoś chciał się zabić, ciągle o tym myśli. W takich sytuacjach potrzebna jest pomoc psychologa. Inna tragiczna przepowiednia dotyczyła syna pewnej kobiety. Przyszła do mnie, ponieważ jej syn chciał się ożenić z cudzoziemką. Ślub miał być za granicą. Ostrzegłam ją, że to niebezpieczne, że syn może nie wrócić, ona jednak miała nadzieję, że wszystko się dobrze ułoży, że małżeństwo będzie udane. Chłopak wyjechał. Po jakimś czasie przysłano go matce w trumnie. Staram się jednak o tym nie myśleć za dużo, odsuwać to na bok, zająć się czymś innym. A ludzi zawsze odsyłam do Boga i Matki Bożej, żeby poszli się pomodlić. Jeśli ktoś ma im pomóc, to tylko Bóg. Ale przewiduję także szczęście i to daje mi ogromną radość

Materiał pochodzi z archiwum Nowin Zabrzańskich.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud