Abstynencja jest ofiarą - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Abstynencja jest ofiarą

Sierpień, w Kościele katolickim jest miesiącem abstynencji. Termin wybrano nie bez powodu: tego samego dnia wierni świętują Wniebowzięcie Maryi, a patrioci rocznicę cudu nad Wisłą. O roli wiary w walce z nałogiem rozmawiamy z ks. Grzegorzem Skopem, proboszczem parafii pw. św. Anny i diecezjalnym referentem ds. duszpasterstwa trzeźwości, Janem Szulikiem, pełnomocnikiem prezydenta Zabrza ds. profilaktyki i rozwiązywania problemów uzależnień, przewodniczącym Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych oraz Kazimierzem Speczykiem, prezesem Stowarzyszenia Żyj i Daj Żyć.      

W planie mamy rozmowę o sierpniu, miesiącu abstynencji.

Jan Szulik: trzeźwości.

ks Grzegorz Skop: Abstynencji.

To wyjaśnijmy: dlaczego abstynencji a nie trzeźwości? 

ks. Grzegorz Skop: Biskup Tadeusz Broniakowski tłumaczy to następująco: sierpień jest miesiącem powstrzymywania się od picia alkoholu, trzeźwi natomiast powinniśmy być cały czas. To nie tak, że w jeden wakacyjny miesiąc się nie należy się upijać, a w pozostałe „hulaj dusza, piekła nie ma”.

Po co nam, katolikom ta miesięczna abstynencja? W czyjej intencji powinna być ofiarowana? No i jeszcze jedno: czy sierpień w tym przypadku nie jest przesadą? Zazwyczaj jest wtedy ciepło, mamy wakacyjny, urlopowy luz, a duchowni oczekują byśmy pragnienia nie gasili piwem.

ks. Grzegorz Skop: Najczęściej spotykany zarzut! A skąd się wziął sierpień? Dla Polski to ważny miesiąc -  wtedy wydarzył się cud nad Wisłą, był zryw Solidarności, z całego kraju, na Jasną Górę ruszają pielgrzymki.

Wyboru nie dokonano przewrotnie, by utrudnić życie polskim katolikom.

ks. Grzegorz Skop: Warto pamiętać, że w Kościele tradycyjnymi okresami abstynencji były i są Adwent oraz Wielki Post. Kiedy zachęcam parafian do podjęcia abstynencji, sugeruję, by ofiarowali ją w intencji uzależnionych od alkoholu, nikotyny, narkotyków.

Nie chodzi o sztukę dla sztuki.

ks. Grzegorz Skop: Absolutnie nie.

Kazimierz Speczyk: Zrywanie z nałogiem można zacząć w każdym miesiącu, ale znam alkoholików, którzy robili to z premedytacją w sierpniu. Liczyli, że wtedy wpasują się w Boży cykl – święto Wniebowzięcia, pielgrzymki dla jego uczczenia, że będzie im łatwiej w tym specjalnym czasie stawić czoło wyzwaniu. Uzależnieni od alkoholu cierpią, obwiniają siebie o swój stan. Tymczasem Jan Paweł II powiedział, że alkoholizm to choroba, niezawiniona przez człowieka. Kto chciałby chorować? Granica jest bardzo cienka – gdy raz utraci się kontrolę nad używkami, nie ma łatwego powrotu na drugą, trzeźwą stronę.

Czy w parafii św. Anny, ksiądz jest tu proboszczem, wystawiane są księgi trzeźwości? Dla tych, którzy wpisem chcieliby zadeklarować swoją abstynencję?

ks. Grzegorz Skop: Ten zwyczaj nieco osłabł, my też już go nie praktykujemy. Był silny w czasach socjalizmu, kiedy państwo zlikwidowało Krucjatę Wstrzemięźliwości i zakazywało, wszelkiej działalności trzeźwościowej, jako wrogiej socjalistycznej ojczyźnie.

Wiadomo, czy wśród parafian św. Anny są świeżo zadeklarowani abstynenci?

ks. Grzegorz Skop: Znam ich sporo. Przytoczę przykład jednej z nich. Złożyła obietnicę w ubiegłym roku, w tym również. Po alkohol sięgała sporadycznie, w jej towarzystwie prawie się go nie pije. Ale rok temu, tuż po złożeniu deklaracji, gdy wychodziła z kościoła, podeszła do niej koleżanka i zaproponowała niedzielne lody i kieliszek wina.

Diabeł machnął ogonem?

ks. Grzegorz Skop: Szatanowi zależy byśmy nie podejmowali takich wyzwań, a jeśli je już podejmiemy, szybko z nich zrezygnowali. Wypicie kieliszka wina, raz na jakiś czas nie jest niczym złym, ale odmówienie go sobie, w intencji uzależnionych lub za ojczyznę ma zupełnie inny wymiar. To ofiara.

Co robi duszpasterz trzeźwości? Bo przecież nie tylko przypomina o wyjątkowości sierpnia, o wstrzemięźliwości w Wielkim Poście i Adwencie. Czy katolik, uwikłany w nałóg, potrzebuje duchowego wsparcia, pomocy w zdiagnozowaniu problemu?

ks. Grzegorz Skop: To bardzo indywidualne sprawy. Co może zrobić ksiądz? Na przykład udowodnić swoim świadectwem, że trzeźwość jest piękna. Teraz wyjdzie, że się chwalę, ale 17 sierpnia przypada 37. rocznica podpisania przeze mnie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, jednego z najpoważniejszych przedsięwzięć trzeźwościowych w Polsce. W ramach ruchu Światło Życie, utworzonego przez ks. Franciszka Blachnickiego, zadeklarowałem, że chcę iść drogą wolności, bez używek. Pokazanie, że można tak długo wytrwać w abstynencji jest pomocą dla słabszych. Ks. Franciszek Blachnicki przekonywał, że abstynentów nie musi być wielu, ale każdy z nich ma szansę uratować kogoś od towarzyskiego przymusu sięgania po kieliszek. Jeśli on odmówi, innym będzie łatwiej zrobić to samo.

Zdarzają się księdzu rozmowy z parafinami o uzależnieniu?

ks. Grzegorz Skop: Zdarzają się rozmowy, wymiana sms-ów, wyznawanie grzechów w konfesjonale. Ostatnio przyszedł do mnie zawiany góral, z okolic Nowego Sącza i powiedział, że chce podpisać na rok deklarację abstynencji. Tłumaczył, że od tygodnia nie potrafi sobie poradzić i że jeśli złoży obietnicę Matce Boskiej, na pewno wytrwa. Wyciągnęliśmy wtedy starą, parafialną księgę trzeźwości, bo deklaracja na kartce, w jego przypadku, to mogłoby być za mało. Wpisał się.

Katolikom jest łatwiej walczyć z nałogiem?    

ks. Grzegorz Skop: Szukając wsparcia duchowego na pewno jest łatwiej, jednak to wcale nie jest takie łatwe.

Jan Szulik: Wiara raczej chroni przed nałogiem. W moim dzieciństwie, nadużywanie alkoholu było grzechem, z którego należało się spowiadać. Problem w tym, jak określić nadużycie, gdzie jest granica między tym, co w normie, a tym, co jest już przesadą. Kiedy człowiek popadnie w nałóg, chwyta się wszystkiego, by z niego wyjść. Najlepiej wie o tym Kazimierz Speczyk. Ile razy przysięgałeś Matce Boskiej, że nie będziesz już pić?

Kazmierz Speczyk: W moim domu dorośli od czasu do czasu pili, ale następnego dnia wstawali i szli do roboty. Tylko ja się uzależniłem. Nie było dla mnie żadnej miary, hamulca – nie powstrzymywały mnie związane ze mną kobiety, własna rodzina. Zresztą rozpadły mi się dwie. Gdyby nie pomoc matki, wstawiającej się za mną u Pana Boga, pewnie bym sobie nie poradził. Odmawiała w mojej intencji różaniec za różańcem. Czekała, kiedy wrócę pijany, niekompletnie ubrany, ubrudzony. Najtrudniej pomóc najbliższym w wychodzeniu z nałogu. Szczególnie matce, to najsłabsze ogniwo. Zawsze popuści.

Myśli pan, że w pana sukcesie – nie pije pan 27 lat – pomogła Boża opieka?

Kazimierz Speczyk: Oczywiście. Pan Bóg mówi do nas przez ludzi. Byłem w strasznym stanie, na dnie. Moja matka już nie żyła. W Wielki Piątek 1992 roku, patrząc na gołębie, widziałem helikopter i byłem przekonany, że przyleciał po mnie. Chowałem się przed nim. Miałem psychozę, trafiłem na leczenie. W szpitalu spędziłem 33 dni. Wyszedłem, nie chciałem pić, ufałem, że w postanowieniu pomoże mi wytrwać Serce Pana Jezusa, któremu wiele lat wcześniej powierzyła się moja rodzina. Niestety, gdy wróciłem do domu, pod drzwiami czekał na mnie kolega z odwyku, kryminalista. I znów razem piliśmy. W listopadzie 1992 roku, ponownie w trafiłem na leczenie. Fakt, że zaczynałem je akurat tego dnia tygodnia uważam za dowód na skuteczność modlitwy. Przed koronawirusem byłem codziennie w kościele, z jego nastaniem zaczęła się wygoda – transmisja mszy świętej w telewizji. Wreszcie nadeszła jednak pora, by wrócić do świątyni.

A czy wychodzenie z nałogów bywa powodem nawrócenia, odnowienia relacji z Bogiem?

ks. Grzegorz Skop: Często tak, jednak równie często jest i tak, że człowiek nie dostrzega własnego, zrujnowanego życia. Za własne niepowodzenia nie przypisuje winy sobie i nadużywaniu alkoholu, ale innym okolicznościom – jakimś układom, mało wyrozumiałemu szefowi. Jeśli sam przed sobą przyzna się do uzależnienia, to znaczy, że wykonał duży krok, by z nim zerwać.

Kazimierz Speczyk: Alkoholik nie może się katować, nieustannie obwiniać!

ks. Grzegorz Skop: Tu się nie zgodzę. Zgodzę się natomiast, że alkoholizm to choroba. Alkoholik ponosi odpowiedzialność za swoje czyny. Czytam autobiograficzną książkę, o chłopaku, który sięgnął po alkohol pierwszy raz, mając 10 lat. Potem pił coraz częściej i więcej. Jego mama nie oponowała. Gdy miał 18 lat, trafił za kratki. Książka, mimo dramatycznej historii, posiada piękne przesłanie: pokazuje, że można pokonać swoje słabości. Ale to nie znaczy, że patologiczne środowiska skazują na patologiczne życie. I z nich można wyjść na prostą.

To dlaczego jedni wychodzą, a inni nie?

Kazimierz Speczyk: Trzeba się spytać Pana Boga.

ks. Grzegorz Skop: Moim zdaniem odpowiedź na to pytanie to drugi człowiek. Taki, który pokaże, jak piękne jest życie i jak można się nim cieszyć bez alkoholu.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *