Zostały nam tylko pisanki i ciasta - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zostały nam tylko pisanki i ciasta

Co  z dawnych wielkanocnych tradycji przetrwało do dzisiejszych czasów? Co robiło się na Śląsku w każdy dzień Wielkiego Tygodnia? Bez jakich obrzędów nie wyobrażano sobie świąt? 

Typowo śląska, katolicka rodzina przygotowywała się do Świąt Wielkiejnocy przez cały okres Wielkiego Postu. Każdy, starszy czy młodszy, podejmował postanowienie i starał się w nim wytrwać przez długie sześć tygodni. Dzieci często odmawiały sobie słodyczy, dorośli – alkoholu.

Zwyczajowo przez cały okres postu unikano wykwintnych potraw i jedzono skromne bezmięsne posiłki. Najczęściej na Śląsku na obiad gospodynie gotowały żur z kartoflami. Obchody Wielkiego Tygodnia rozpoczynały się w Niedzielę Palmową, pamiątkę wjazdu Pana Jezusa do Jerozolimy. Tego dnia podczas mszy świętych święci się palmy. Tradycyjnie sporządza się je samodzielnie z gałązek wierzby, czasem leszczyny. Aby gałązki puściły bazie, zrywano je czasem dwa, trzy tygodnie wcześniej i wsadzano do wazonu z wodą.

Do dziś w wielu śląskich domach wiesza się palmy nad drzwiami lub w środku nad obrazami albo krzyżem, ma chronić dom przed burzą i piorunami. Kiedyś z palemek gospodarze robili krzyżyki, które zatykali w czterech końcach pola, aby plony były obfite. W niektórych miejscowościach na Śląsku palmy wkładano umarłemu do trumny.

Bardzo ważne były też rekolekcje, które prowadzono przez trzy dni: w poniedziałek, wtorek i środę w Wielkim Tygodniu. Zawsze prowadził je ksiądz z innej parafii, najczęściej zakonnik, który na „farze” nocował. Jeszcze przed Niedzielą Palmową robiono w domach gruntowne porządki, bo w czasie Wielkiego Tygodnia raczej już nie sprzątano.

Pierwszym dniem Wielkiego Tygodnia, który ma bogate tradycje i obrzędy, jest Wielka Środa. Najważniejszym z nich było tzw. palenie żuru i wypędzanie Judasza. Pierwszy polegał na tym, że miotły, którymi zamiatano bardzo dokładnie podwórka, podpalano i biegano z nimi dookoła pól z okrzykiem „Żur palę, buchty chwalę”. Robiono to na pamiątkę poszukiwania przy pochodniach Jezusa w ogrodzie Getsemani. Czasem na granicach pól rozpalano wielkie ogniska ze śmieci i starej słomy, które wymieciono wcześniej z ogrodów. Zdarzało się, że palenie żuru odbywało się w Wielki Czwartek. Był to bardzo popularny zwyczaj, znacznie mniej rozpowszechnione było  wypędzanie Judasza. Po nabożeństwie, przy wielkim hałasie piszczałek, ubrany w czerwoną kamizelkę kościelny lub chłopiec, był wypędzany z kościoła. Czasem też palono przed kościołami kukłę Judasza.

Jednym z obyczajów, który niegdyś na Śląsku przestrzegano, było zasłanianie krowom oczu w Wielką Środę podczas dojenia. Obawiano się bowiem, że jeśli na czoło padnie im światło, mogą zmądrzeć i przestaną dawać mleko…

Do niedawna popularnym obyczajem we wsiach Górnego Śląska w Wielki Czwartek było chodzenie z klekotkami, czyli drewnianymi kołatkami. W połowie mszy, na znak początku męki pańskiej, w kościołach milkną dzwony, a zastępują je kołatki. Trwa to do sobotniego popołudnia. Lud śląski mówił, że na ten czas „dzwony kościelne poszły na ten czas do Rzymu”. Po południu, a w niektórych miejscowościach czasem trzy razy w ciągu dnia, chłopcy chodzili dookoła kościoła i po wsi z klekotami przypominając w ten sposób o tym, że powinna ustać wszelka radość i zapanować post. W niektórych wsiach gotowano „zieloną zupę” z pierwszych tej wiosny roślin (pokrzywa, bluszcz), natomiast w okolicach Rybnika i Raciborza w Wielki Czwartek wędziło się szynki, które obtoczone w cieście chlebowym, wypiekano w piekarniku. W Rudzie Śląskiej chłopcy drążyli w brzozach dziury i ściągali wodę brzozową, która miała mieć lecznicze właściwości.

Jedynie starsze pokolenia Ślązaków pamiętają, że w Wielki Czwartek szczególnie obawiano się czarownic i wróżek, które tego dnia odbierały siłę bydłu. Był to jednak dobry dzień do przepędzania kretów… Gospodarz musiał boso przejść się po ogrodzie i uderzać w ziemię kawałkiem drewna, wymawiając specjalne zaklęcie. Wierzono też, że jeśli w Wielki Czwartek gospodyni zmieniła pościel, przez cały rok w domu będą gnieździć się pchły. Pamiętajmy zatem, aby przebrać łóżka nieco wcześniej.

Zapewne wielu niegdysiejszych Ślązaków bardziej modliło się o dobrą pogodę w Święta niż my, gdyż Wielki Piątek rozpoczynano od porannej kąpieli w rzekach, strumieniach i stawach. Wstawano bladym świtem, ciało musiało samo obeschnąć. Czyniono to wszystko w wielkim skupieniu i ciszy. Modlono się też na brzegu rzeki, z twarzą skierowaną na wschód słońca. Wierzono, że woda ma o świcie magiczną, uzdrawiającą moc. Wielu badaczy doszukuje się w tym obyczaju pogańskich źródeł. Po kąpieli obowiązkowo należało napić się wódki, a najlepiej tatarczówki, czyli wódki z korzeniami tataraku. Wierzono, że kto nie napił się w Wielki Piątek wódki, ten będzie pijakiem przez cały rok. Kategorycznie zabronione natomiast było jedzenie mięsa i praca w ziemi. Kto złamał ten zakaz, mógł następnego dnia umrzeć. Najważniejszym momentem Wielkiego Piątku była jednak Droga Krzyżowa i obrzędy Wielkopiątkowe.

Wielka Sobota upływała gospodyniom na ozdabianiu jajek, pieczeniu ciast i przygotowywaniu potraw do święcenia. Tradycyjnie w śląskich domach piekło się mazurki, kołocze, koniecznie z posypką, babki drożdżowe albo piaskowe. Najważniejszą potrawą wielkanocną są oczywiście jajka. Podawano je na różne sposoby, najczęściej faszerowane chrzanem. Nasze babcie do koszyczka przygotowywały specjalną wielkanocną potrawę: jajka wymieszane z chrzanem i kiełbasą. Oczywiście, na wielkanocnym stole nie mogło też zabraknąć domowych pasztetów, wędzonych szynek, kotletów i baleronów oraz śledzi.

Ozdabianie jajek jest na Śląsku jedną z najważniejszych czynności świątecznych. Do najpopularniejszych, choć wcale nie najłatwiejszych technik, należy malowanie woskiem i wydrapywanie. Używa się do tego całych jajek, gotowanych co najmniej sześć godzin. Nazywa się je kroszonkami. Inne popularne rodzaje ozdób z jajek to pisanki, które robi się z wydmuszek. Gospodynie na Śląsku zdobiły też metodą batikową, do której konieczne są białe jajka. Ugotowane ozdabia się woskiem, a następnie wkłada do ciepłego, ale nie gorącego barwnika, po czym zdrapuje wosk. Na jajku pozostają piękne białe wzory. Kiedyś owijano jajka sitowiem, cienką i bardzo delikatną tzw. duszą przybrzeżnej trawy, między sitowiem zaś tworzono wzorek z kolorowych kordonków. Najpopularniejsze do farbowania jaj były barwniki, uzyskiwane z łupinek cebuli (brązowa), buraków (czerwona), kory dębu, brzozy z dodatkiem zardzewiałych gwoździ (czarne) i młodych pędów zboża (zielone).

Na Śląsku, już po sobotniej uroczystej mszy świętej, w czasie której następowało rozwiązanie dzwonów, zasiada się do uroczystej kolacji. Je się wtedy poświęcone wcześniej pokarmy.

Dla śląskich dzieci najważniejszym dniem w czasie Świąt Wielkanocnych jest niedziela. Po uroczystym śniadaniu wychodziły z domu, żeby poszukać „zajączka”. Nie było to zadanie łatwe. Często dzieci szukały prezentów w ogrodach, na polach i w lesie. Upominki były dobrze schowane, czasem poszukiwania trwały kilka godzin. Dla zmylenia i utrudnienia zadania, niektórzy ojcowie zadawali sobie wiele trudu, strugając w deskach zajęcze łapki, aby w mokrej ziemi zostawić fałszywe ślady. Dzieci bawiły się w małych detektywów, a radość ze znalezienia tak dobrze ukrytego prezentu była ogromna. Dziś niestety większość rodziców „idzie na łatwiznę” i zwyczajnie wręcza prezenty, pozbawiając dzieci największej radości.

Tekst z archiwum Nowin Zabrzańskich


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *