Była radna opisze walkę zabrzan o mieszkania pohutnicze - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Była radna opisze walkę zabrzan o mieszkania pohutnicze

Elżbieta Adach, była zabrzańska radna i szefowa Komitetu Obrony Mieszkańców, spisała losy swojej rodziny i wydała je w formie książki. To jednak dopiero początek jej pisarskich ambicji. Teraz zamierza spisać i wydać dzieje walki mieszkańców Zabrza o skomunalizowanie byłych mieszkań pohutniczych.

Elżbieta Adach od lat miała zacięcie literackie. Zawsze pisała, ale nie miała czasu, by poważniej się tym zająć. Przed laty wygrała nawet konkurs literacki w Skarżysku – Kamiennej i jej tekst znalazł się w pokonkursowym wydawnictwie. Teraz spisała historię swojej rodziny. Niesamowite losy, choć na pewno nie usłane różami. Ale jak mówi, w życiu trzeba mierzyć się z trudnościami i pokonywać je. Jako autorka figuruje Elżbieta Adach (Hanka Misztalówna). – Misztalówna to panieńskie nazwisko. Co do imienia – na chrzcie dano mi imiona Anna Elżbieta. Ale podczas przenoszenia parafialnych zapisów do Urzędu Stanu Cywilnego zgubiono imię Anna i została Elżbieta. Dowiedziałam się o tym dopiero, gdy wyrabiałam dowód osobisty. Mąż się śmieje, że chodził z Anną, a ożenił się z Elżbietą – opowiada Elżbieta Adach. – Od lat nosiłam w sobie chęć opowiedzenia dziejów rodzinnych, opisania, skąd znaleźliśmy się w Zabrzu. Wtedy chłopcy uciekali przed wojskiem do pracy w kopalniach. W Zabrzu już mieszkała starsza siostra mojego przyszłego męża, która wyszła za mąż za mojego wujka. Zaprosili mnie na święta, poznałam Włodka i od 1965 roku mieszkamy w Zabrzu. Mąż przyjechał wcześniej, pracował w kopalni Zabrze. Wpadliśmy na pomysł, by wziąć zakamuflowany ślub cywilny, by mąż dostał z kopalni mieszkanie zakładowe. Tak zrobiliśmy, wiedziała o nim tylko rodzina. Ja wtedy byłam jeszcze przed maturą. Po skończeniu szkoły wszystko odbyło się już jak Pan Bóg przykazał – po ślubie kościelnym przyjechaliśmy do Zabrza już jako małżeństwo i na mieszkanie czekaliśmy tylko trzy miesiące. Zamieszkaliśmy przy ul. Czereśniowej, na Zaborzu. Skończyłam Technikum Odzieżowe, w Zabrzu zaczęłam pracę w Domu Mody Elegancja. Potem urodziłam dziecko i podjęłam pracę w Zakładach Gumowych Górnictwa, gdzie zostałam kadrową. Pracowałam tam 22 lata, ale to nie była praca, z której byłam zadowolona. Gdy mąż zmienił pracę na hutę „Zabrze”, w 1978 roku przeprowadziliśmy się do bloku przy ul. Gdańskiej, w budowaniu którego, w czynie społecznym, brali udział sami pracownicy.

I stąd pomysł na kolejną książkę, o historii znanego w całej Polsce Komitetu Obrony Mieszkańców. – Zmobilizowali mnie pracownicy M Studio, gdzie wydawałam rodzinne wspomnienia, by zabrać się za to, bo to ważna historia dla Zabrza. Już się za to zabrałam. Mam notatki, segregatory z wycinkami prasowymi, więc pisanie nie powinno być trudne. Napisałam już część o kulisach prywatyzacji huty, o tym, jak huta weszła do IV Narodowego Funduszu Inwestycyjnego Progress i co dalej się z nią działo. Huta podobno ciągnęła w dół wyniki całego funduszu i postanowiono się jej pozbyć. W 1998 roku sprzedano hutę, razem z mieszkaniami zakładowymi. W 1999 roku założyliśmy Komitet Obrony Mieszkańców. To była forma buntu, przeciwko tym nieuczciwym praktykom. Na ludzi padł blady strach, mówiono, że albo odkupimy swoje mieszkania, albo możemy znaleźć się na ulicy. Zrobiliśmy transparenty, wywiesiliśmy je na blokach. Prawdziwa walka trwała do pierwszego wykupu przez miasto, w 2008 roku. Wciąż domagam się, by władze miasta zezwoliło mieszkańcom na odkupienie tych mieszkań na zasadach przyjętych w Zabrzu. Liczę, że może wreszcie uda się pozyskać wsparcie państwa do tej transakcji.

Niecierpliwie czekamy na tę książkę.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *