Zakochani w swojej firmie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Zakochani w swojej firmie

Z ich przyrządów korzystają stacje sanepidu, eksportują je do 30 krajów świata. Sprawdziły się w trudnych warunkach na Spitzbergenie. Zaczynali w.. kurniku w Mikulczycach.

Firma Elmetron z Grzybowic nie ogłasza się w gazetach czy na billboardach. Mimo to jej wyroby, dzięki znakomitej jakości i przystępnej cenie, zyskały odbiorów w ponad 30 krajach świata. To spółka dwurodzinna – rodziny Olszewskich i Jędrzejczyków. Działa od września 1989 roku, najpierw przy ul. Leśnej w Mikulczycach, obecnie przy ul. Witosa w Grzybowicach.

Elmeton produkuje głównie przyrządy pomiarowe do badania wody. Najpopularniejsze są pH-metry, wykorzystywane w około 100 branżach, m.in. w  oczyszczalniach ścieków, w stacjach uzdatniania wody, w galwanizerniach. Korzystają z nich rolnicy, którzy badając pH gleby, mogą przewidzieć, czy plon się uda. pH-metry to połowa produkcji Elmetronu. Firma robi też jonometry, termometry, konduktometry, tlenomierze, urządzenia badające zasolenie wody np. w kopalniach, mierniki wilgotności powietrza, grubości lakieru i wiele innych. Za swoje urządzenia spółka dostała sporo nagród m.in. w ubiegłym roku na targach Eurolab, za najlepszą ofertę w kategorii „terenowa aparatura pomiarowa”. Wcześniej na Eurolabie zabrzańska firma trzy razy z rzędu dostała złoty medal – za pH-metr, konduktometr i przyrząd wielofunkcyjny. Przyrządów zabrzańskiej firmy używają instytucje kontrolne, sanepidy, Państwowa Inspekcja Handlowa, korzysta z nich Główny Urząd Miar. Jedno z wielofunkcyjnych urządzeń do pomiaru wody znakomicie sprawdziło się podczas naukowych wypraw na Spitzbergen.

- Jesteśmy firmą projektowo – produkcyjną, wszystkie rzeczy opracowujemy sami, nie korzystamy z cudzych rozwiązań, licencji, technologii – opowiada jeden z współwłaścicieli – Andrzej Olszewski. – W branży elektronicznej jest potężna konkurencja. By utrzymać się, trzeba robić produkty na światowym poziomie. My nie mamy takich zasobów finansowych jak duże koncerny. Nie możemy sobie pozwolić, tak jak one, by władować kapitał w nietrafione rozwiązania. Jeśli coś robimy, musi to być dobre, przydatne, musi znaleźć odbiorców. Na szczęście znaleźliśmy niszę, w której jesteśmy bardzo dobrzy. Bo wiadomo, jeśli produkuje się tandetę – wchodzą Chińczycy, jeśli wyroby na średnim poziomie – trudno zdobyć rynki poza Polską. Dopiero gdy poziom jest bardzo dobry, a cena przystępna – można odnieść sukces. My za średnią cenę dajemy wyroby bardzo dobrej jakości, są przeciętnie o połowę tańsze od zachodniej konkurencji. To trudna produkcja i ma niewielu naśladowców. Na szczęście giganci w branży nie wchodzą nam w drogę – im się nie opłaca robić pojedynczych urządzeń lub niewielkich serii, dla nich to za mały zysk.

Jak zaczynali? – Skończyłem Wydział Górniczy Politechniki Śląskiej, przez 20 lat byłem trenerem lekkoatletów w Górniku Zabrze – opowiada A. Olszewski. – Mojego wspólnika Mirosława Jędrzejczyka poznałem, gdy pracował na Politechnice, bo wykonywał dla mnie elektroniczne urządzenia do kontroli przygotowania sportowców. W 1986 roku zrezygnowałem ze sportu, bo drażniły mnie m.in. kwestie związane z dopingiem. Razem nawiązaliśmy kontakty handlowe z firmą, która miała dobre układy w Rosji i sprzedawała tam polskie przyrządy pomiarowe, związane z ochroną środowiska. Zaproponowali nam współpracę. Ale nie doszło do niej, załamał się handel barterowy, a dolarami Rosjanie nie mogli wtedy  płacić. To jednak stało się początkiem naszej wspólnej działalności. Pierwszy warsztat zrobiliśmy w moim kurniku przy ul. Leśnej, dopiero kilka lat później przenieśliśmy się do obecnej siedziby firmy w Grzybowicach. Zaczynaliśmy od jednego prototypu pH-metru, z czasem doszły następne wyroby. Obecnie oferujemy ich ponad 50.

Od początku podział zadań był prosty – Jędrzejczyk odpowiadał za opracowywanie nowych wyrobów i nadzór nad produkcją, Olszewski za organizację firmy, kontrolę i sprzedaż. Powoli projektowali i wypuszczali kolejne generacje swoich urządzeń, które zyskiwały uznanie, nagrody i klientów. Obecnie w firmie pracuje 25 osób o wysokich kwalifikacjach oraz długim stażu pracy. Właściciele podkreślają, że dobra jakość wyrobów to ich zasługa. Produkcja jest w 75% zautomatyzowana. Roczne obroty około 4 milionów złotych. Średnia płaca wynosi ponad 3 tysiące złotych.

W 2009 roku, gdy zaczął się kryzys, z dnia na dzień zamówienia spadły firmy o 40%. – To był trudny okres, nie mogliśmy liczyć na żadną pomoc. Nie jesteśmy gigantem jak koncerny samochodowe, którym produkcja spadła o 20% i cały świat się nad nimi użala, a poszczególne rządy im pomagają. Nas uratował eksport. – odpowiada za niego mój syn Ryszard Olszewski. Do dziś wysyłamy za granicę około 25 – 30% produkcji, z czego 20% trafia do krajów Unii Europejskiej, reszta m.in. do Chile, Korei, Gwatemali, Indonezji – mówi A. Olszewski.

Właścicielom zabrzańskiej firmy nie zależy na powiększaniu jej na siłę. – Dla nas ważna jest niezależność. Kilkakrotnie ktoś większy chciał nas kupić, jednak nie zgodziliśmy się na to, bo nie widzieliśmy korzyści z pracy w większym przedsiębiorstwie. Skoro potrafimy sami coś wymyślić, wyprodukować, sprzedać i utrzymać się z tego, nie widzimy powodu, by oddawać firmę innym. Teraz w spółce mają również udziały moi dwaj synowie. Młodszy – Robert odpowiada za prowadzenie księgowości. Jesteśmy zakochani w swojej firmie, bo to, co robimy, sprawia nam przyjemność. Ja mógłbym już być na emeryturze, ale nie wyobrażam sobie, by nie uczestniczyć w życiu Elmetronu.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud