Wydrukować możemy wszystko - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Wydrukować możemy wszystko

Krzysztof Drukuje to kolejna zabrzańska firma, której koronawirus nie zaszkodził. Firma, którą założyli Krzysztof Papiński i Grzegorz Lanch, zajmuje się drukiem 3D. W czasie epidemii, wraz ze znajomymi, wyprodukowała kilka tysięcy przyłbic ochronnych dla szpitali. A to tylko niewielki fragment ich możliwości. Urośliście w kryzysie? Krzysztof: Rzeczywiście, nie odczuliśmy kryzysu za bardzo, przynajmniej w takim znaczeniu, że nie pogrążył naszego biznesu. Na pewno, dzięki drukowaniu przyłbic, zaistnieliśmy w opinii publicznej. Bo nie tylko sami drukowaliście, ale też zorganizowaliście sporą grupę ludzi, która tym się zajęła. Krzysztof: Może nie zorganizowaliśmy, to nie do końca była nasza inicjatywa… Gdy zaczęła się epidemia, ludzie sami zaczęli się do nas zwracać, bo w środowisku druku 3D jesteśmy od dawna, i zarzucili ten temat. My tylko go podjęliśmy. Zawsze staraliśmy się badać materiały, z których drukujemy, dobierać takie, które są najbezpieczniejsze w danym przypadku. I z tego jesteśmy znani. Grzegorz: Chodziło też o to, by skoordynować działania, a nie powielać ich. Udało nam się skupić około 60 aktywnych osób, a w sumie w naszych działaniach brała ich udział ponad setka. I nie były to tylko osoby, mające w domu drukarki 3D. Niektórzy byli powiązani z medycyną, inni – z reklamą itd. Powstał z tego team prawie korporacyjny. Skupiliście się głównie na przyłbicach? Krzysztof: I tak i nie. Raczej na zaspokajaniu aktualnego zapotrzebowania, pojawił się też temat adapterów do respiratorów, choć tu początkowo baliśmy się o ich sterylność. Ostatecznie znaleźliśmy nieco inną technologię, w której mogliśmy robić to bezpiecznie. Primum non nocere. Samych przyłbic ile udało się wydrukować? Krzysztof: Dużo. Około 6 tysięcy. I mamy jeszcze przygotowane kolejne 3 tysiące, które czekają na rozdysponowanie. Gdzie trafiły? Grzegorz: Odpaliliśmy stronę internetową, na której placówki mogły zgłaszać zapotrzebowanie. Dzięki temu prócz wielkich szpitali dotarły do nas też te małe, mało znane placówki – stołówki dla bezdomnych, domy pomocy społecznej, ratownicy medyczni. Czy to drukowanie już się skończyło? Grzegorz: Nie. Na początku był boom, bo nie wiedzieliśmy do końca, z czym walczymy. Gdy danych pojawiało się coraz więcej, pewne zachowania zaczęły się modyfikować. Teraz przyłbic potrzeba mniej, ale wciąż są miejsca, gdzie jeszcze długi czas będą przydatne. Krzysztof: My całą akcję rozpoczęliśmy dosyć późno, 3 – 4 dni po tym, jak zaczął się szał z ich drukowaniem. Chcieliśmy sprawdzić, jak różne materiały będą się zachowywać np. przy dezynfekcji. Bo niektóre np. po 2 – 3 odkażaniach robiły się matowe. Dzięki temu wypracowaliśmy metody, dzięki którym nasz produkt nie jest jednorazowy. Wyzwoliliście energię ponad 100 ludzi. Co teraz? Macie jakieś pomysły na kolejne wspólne projekty z nimi? Grzegorz: Na pewno cała branża na tym skorzysta, bo druk 3D jest trochę niedoceniany. A tu pokazaliśmy, na co nas stać. Myślę, że druk 3D będzie ważną częścią trwającej rewolucji przemysłowej. Krzysztof: Zanim zaczęto robić przyłbice masowo, wtryskowo, co wymagało budowy linii produkcyjnych itd, my już odpowiedzieliśmy na zapotrzebowanie, które powstało, zrobiliśmy niskoseryjną produkcję, co dało branży czas na dopracowanie swoich projektów. Co ciekawe, gdy zaczęliśmy całą akcję drukowania, zaczęły zwracać się do nas firmy, z którymi na co dzień konkurujemy. Wcześniej walczyliśmy o klientów, teraz współpracujemy, dzielimy się zleceniami. Grzegorz: Im więcej osób pracuje nad jakimś projektem, tym ciekawsze rozwiązania się znajduje. Druk 3 D to temat bardzo rozbudowany – dobór materiałów, optymalizacja projektu, więc każdy ma co robić. Powiedzcie laikom – co to jest druk 3D? Co można dzięki niemu zrobić? Krzysztof: Najłatwiej – jesteśmy w stanie zrobić wszystko. Przykład – nie mieliśmy w firmie cukierniczki, był wieczór, wszystko zamknięte, w chwilę zrobiliśmy projekt i… stoi obok na stole. To jednak bardziej, niż potrzeba, przykład naszego lenistwa. A poważniej – druk 3D to technologia, w której jesteśmy w stanie zrobić trójwymiarowy obiekt, na podstawie tego, co już było, czyli zrobić kopię, albo stworzyć coś całkiem nowego. Grzegorz: Potem dobieramy materiał pod zastosowanie i puszczamy druk na maszyny. Co konkretnie można wydrukować? Krzysztof: Wszystko. Ale nie wszystko się opłaca. Jak otwierałem firmę, skupiliśmy się na produkcji unikalnych mocowań na kamery do kasków motocyklowych. Sam jeżdżę na motorze i wiedziałem, że nie da się zrobić uniwersalnego mocowania, które pasuje pod każdy kask. Dzięki naszym rozwiązaniom możemy zrobić je pod konkretny model kasku. Ale drukujemy też mnóstwo innych rzeczy. Między innymi to, z czym przychodzą klienci, bo coś im się złamało i nie można tego kupić.

To ciekawe. Można wtedy wziąć tą złamaną rzecz i przyjść do Was, a Wy wydrukujecie nową? Grzegorz: Dokładnie tak. Zdarzyło się, że klient wysłał nam zdjęcia złamanego elementu ze zmywarki, na serwetce odrysował ją z wymiarami, a my ją wydrukowaliśmy. Błąd był rzędu dziesiątych części milimetra, które on już sam zeskrobał pilnikiem do paznokci. Pasowało idealnie. Z czym jeszcze ludzie przychodzą? Krzysztof: Jest tego mnóstwo. Często osoby przychodzą tylko z pomysłem, a my go fizycznie realizujemy. Od części do maszyn, samochodów, motocykli, po figurki do gier. Skanujemy twarze, by robić popiersia, podświetlane zdjęcia. Drukujemy też elementy do kolejnych drukarek 3D, które sami projektujemy i budujemy. Zdarzyło nam się drukować osłonę do motocykla z USA, która w Europie była nie do kupienia. Powiedzcie o samej firmie. Działacie w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. Krzysztof: Nazwa Krzysztof Drukuje to na początku był żart. Na początku ledwie wiedziałem, co to jest druk 3D. Wydrukowałem dla znajomego elementy do statywu fotograficznego, Potem drukowałem kolejne rzeczy w domu, aż w końcu postanowiłem założyć firmę. Zaczynaliśmy w domu, potem w garażu, ale w końcu przestaliśmy się tam mieścić. Działalność przeniosła się do inkubatora głównie ze względu na koszty. Poza tym tu łatwiej przyjąć klienta, zorganizować szkolenie. Na poważnie działamy od ponad pół roku. Zatrudniłem kilka osób i teraz coś, co miało być żartem, jest normalnie funkcjonującym przedsiębiorstwem. Co będzie dalej, zobaczymy. Jest pomysł, by przekształcić ten startup w spółkę. Bo to już startupem nie jest, mam na utrzymaniu pracowników, za których jestem odpowiedzialny, wiem, gdzie są wąskie gardła… Gdzie są? Krzysztof: Robimy naprawdę wiele ciekawych, dużych rzeczy, a wąskim gardłem są finanse, gdy chcemy robić jeszcze większe projekty. Teraz przez COVID pojawiło się wiele nowych tematów i możliwości współpracy, wiele osób pyta, czy możemy coś zrobić, my zwykle odpowiadamy, że tak, a potem myślimy, jak to wykonać. Mamy propozycje z nowych branż, od ludzi, którzy zajmują się architekturą, wprowadzają na rynek nowe produkty i chcą zrobić testery, z branży medycznej. Są też zlecenia od osób prywatnych. Niedawno drukowaliśmy np. zaczep do zamka w Tesli. Pewnie wyszło 50 razy taniej niż oryginalna część. Krzysztof: Nie można kupić tej oryginalnej części, trzeba wymienić cały zamek. Podobnie jak z plastikowym elementem do pasów w bagażniku amerykańskiego auta, który niedawno robiliśmy. W którą stronę rozwija się druk 3D? Bo jest on przecież stosunkowo nową technologią? Grzegorz: Nową? Niezupełnie, bo istnieje od 1992 roku, ale nigdy nie była powszechnie dostępna. Drukowano tylko z jednego materiału, ABS, takiego wytrzymałego tworzywa sztucznego. Teraz jesteśmy w stanie drukować rzeczy z 19 materiałów, w tym z gumy, materiałów odpornych na światło, na kwasy, różnego rodzaju elastyków, materiałów biodegradowalnych, świecących w ciemności… To droga technologia? Grzegorz: To zależy od konkretnej rzeczy i użytego materiału. Mamy cennik, oparty właśnie na materiale i czasie potrzebnym na wydruk. Ale nie trzymamy się go kurczowo, jesteśmy elastyczni. A jak widzicie swoją firmę w przyszłości? Krzysztof: Mamy sporo pomysłów. Nie chcemy się zamykać na samym druku 3D. Wiedza, która posiadamy, daje szersze możliwości. Planujemy szkolenia, dalej będziemy budować drukarki, chcemy też pracować nad materiałami. Będziemy się rozwijać w tym kierunku, w którym pojawia się zapotrzebowanie. Naszym cichym marzeniem jest stworzenie w Zabrzu miejsca, którego nam brakowało na początku działalności, parku maszyn, do którego można przyjść i rozwijać swój pomysł. Znamy sporo osób z pomysłami, które nie mają gdzie ich realizować, próbują chałupniczo, w domach. Gdyby stworzyć im miejsce, mogłoby powstać z tego sporo ciekawych rzeczy. Grzegorz: Do tego mamy know how, dzięki którym możemy pomóc im unikać błędów, jakie my na początku popełnialiśmy. Moglibyśmy też pomagać komercjalizować te pomysły, tworzyć biznesplany dla nich. Jak chcecie finansować swój rozwój? Krzysztof: Chcemy rozwijać się stopniowo, z dochodów własnych. To wolniejsza, ale bezpieczniejsza droga. Maszyny, które obecnie mamy, kupiliśmy lub zbudowaliśmy za swoje pieniądze. Branie dotacji to spore ryzyko, wydawanie swoich pieniędzy to zdrowsza sytuacja, bo drzewo przecież rośnie od korzeni. Dzięki temu mamy też czas, by dobrać zespół. To nie są przypadkowe osoby, a wiedza, którą posiadają, jest unikalna. Co ciekawe, nikt z nas nie skończył politechniki. Życzę powodzenia w tych ambitnych planach! DARIUSZ CHROST


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud