To my, przedsiębiorcy utrzymujemy to państwo - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

To my, przedsiębiorcy utrzymujemy to państwo

Grażyna i Jarosław Kramerscy z Makoszów od 17 lat prowadzą firmę Speed Travel, zajmującą się przewozami osób. To ich firma przywiozła z Hiszpanii grupę zabrzańskich uczniów, gdy wybuchła epidemia koronawirusa. Równocześnie jest to branża bardzo dotknięta przez kryzys. Nowinom opowiadają, jak radzą sobie w tych trudnych czasach i na ile skuteczna jest rządowa pomoc dla przedsiębiorców.

Początek kryzysu nie wyglądał tak zatrważająco. Jechaliście awaryjnie m.in. po zabrzańskie dzieci z do Hiszpanii…

Nie tylko tam, ale i do Anglii, Francji, do Niemiec. Przez pierwsze półtora tygodnia kryzysu, w połowie marca, ściągaliśmy te grupy do Polski. Przy okazji było wiele przygód. Wyjazd po dzieci z Hiszpanii był na ostatnią chwilę, Hiszpania zamknęła już granice, nasi musieli czekać po francuskiej stronie, aż dzieci innym autokarem dotrą do granicy i przejdą ją piechotą. W międzyczasie Niemcy zamknęli granicę, udało się przejechać jedynie przez małe przejście graniczne. Na granicy polsko – niemieckiej była kolejka na 48 godzin czekania. Wysłaliśmy z Zabrza drugi autokar, pojechał do Zgorzelca, młodzież przeszła granicę piechotą, po czym szybko i bezpiecznie dotarła do Zabrza. Pozostałe 7 – 8 grup to również byli uczniowie z wymian międzynarodowych, m.in. z Rybnika, z Chorzowa. Wszyscy bezpiecznie i zdrowo wrócili do domu. Sprowadziliśmy też do Polski wielu klientów indywidualnych, bo nasz sposób ominięcia kolejek na granicy okazał się bardzo skuteczny. Jeden autokar kursował po Niemczech i dowoził klientów do granicy, kolejne odbierały ich po polskiej stronie. Bo w tym czasie kolejka wydłużyła się do 72 godzin…

Ale po zwiezieniu tych grup kolejnych wyjazdów na razie nie ma.

My żyjemy z edukacyjnych programów i wyjazdów. Obsługujemy Erasmusy, Comeniusy, wycieczki szkolne, jesteśmy w tym wyspecjalizowani. Miesiące marzec, kwiecień, maj, to dla nas szczyt sezonu, w którym zarabiamy na chude miesiące zimowe. Żeby przeżyć, wyrejestrowaliśmy część samochodów, by płacić za nie niższe podatki i inne opłaty.  Obawiamy się jednak, że nasza branża ruszy na samym końcu. Poza tym niektóre działy gospodarki, fryzjerzy, kosmetyczki, centra handlowe, będą mogli starać się o odszkodowania, bo zostali zamknięci na mocy ustaw, rządowych zakazów. Nas zweryfikował rynek. Czekamy, co będzie dalej.

Czy macie szansę skorzystać z rządowych programów dla przedsiębiorców?

Nie załapaliśmy się na pierwszą tarczę antykryzysową, bo zatrudniamy 13 pracowników, a tamta pomoc skierowana była głównie do mikroprzedsiębiorstw, do 9 pracowników. Dopiero tarcza 3,0 z końca kwietnia uwzględniała firmy takie jak my. Ale pierwszy nasz wniosek do Polskiego Funduszu Rozwoju spotkał się z odmową. Potem okazało się, że chodziło o jakieś nieścisłości formalne, związane m.in. z datą rejestracji działalności i datą księgowania podatków, które szybko poprawiliśmy. Ale pewne ułatwienia można zrobić nawet na gruncie zabrzańskim. Obsługujemy na przykład Urząd Miasta w zakresie dowodu do szkół dzieci niepełnosprawnych. Musieliśmy zatrudnić opiekunki na etacie, na umowę czasową, by w nim wystartować. A teraz Urząd za to zlecenie nie płaci, bo nie wozimy dzieci, a opiekunki do końca czerwca są zatrudnione. Proponowaliśmy jakiś kompromis, świadczenie postojowe, ale na razie bez skutku. Z drugiej strony Urząd wymaga od nas stałej gotowości na wypadek, gdyby obostrzenia zmniejszyły się i szkoły wznowiły normalną działalność.

Aktywnie bierzecie udział w protestach organizowanych przez przedsiębiorców. Co tutaj chcecie wywalczyć?

Władza musi zacząć inaczej nas traktować. Obecnie nie mamy nikogo, kto reprezentowałby nas w parlamencie. A jak jest to potrzebne, pokazują inne branże, rolnicy, górnicy. Górnicy postraszą i od razu są rozmowy z nimi. Przed naszym pierwszym strajkiem w Warszawie mieli strajkować pracownicy kopalń. Ale strajk odwołano, bo obiecano im podwyżki. A z nami nikt nie rozmawia. Przy uchwalaniu tarczy antykryzysowej też nikt nas nie pytał, jakie mamy problemy, jakie potrzeby, w czym można nam pomóc. Widać to na przykład po branży fryzjerskiej. Po co było ją zamykać na wiele tygodni? Nie można było od razu wprowadzić wytycznych sanitarnych, takich jak teraz? Mamy poczucie, że z przedsiębiorcami nikt się nie liczy, jesteśmy zaszczuci, nie mamy praw, a tylko mnóstwo obowiązków. Przecież to my pracujemy na to państwo! My utrzymujemy je z podatków!

Ale czy Wasz protest coś da? Czy z Waszym głosem ktoś zacznie się bardziej liczyć?

Staramy się robić, co się da, by nas zauważono. Robimy wszystko, by mieć swoją reprezentację. By zmienić wizerunek przedsiębiorcy jako kombinatora, który dorabia się czyimś kosztem. Przecież my często pracujemy po kilkanaście godzin dziennie. I widać, że sami przedsiębiorcy zaczynają to rozumieć. Pierwsza manifestacja w Warszawie, 500 – 600 samochodów, została rozgoniona. Na drugą w ogóle większości nie dopuszczono. Na demonstrację w Katowicach przyjechało 1170 samochodów. Chcieliśmy stanąć tylko na parkingu za Spodkiem i przejechać do Silesia City Center. Razem byłoby to maksymalnie pół godziny. Ale przyjechało mnóstwo policji, zaczęli nas legitymować, robić problemy, mimo zgody z komendy wojewódzkiej. Podobnie było w czasie przejazdu – ostatecznie na 3 godziny zablokowaliśmy Katowice, choć wcale nie było to naszym celem. W ubiegłym tygodniu zrobiliśmy szkolenie dla przedsiębiorców, na temat różnych form wsparcia dla firm. Mimo zachowania wszelkich wymaganych norm przyjechała policja i nakazała natychmiastowe zakończenie zgromadzenia.

Czyli jednak się Was boją.

Trochę pewnie tak. W Warszawie też próbowano nas zastraszyć, brać osoby na przesłuchania, wciągać do radiowozów, wywozić na komisariaty. To naprawdę przypomina czasy komuny.

Przetrwacie ten kryzys?

Robimy wszystko, by przetrwać. Nie po to przez 17 lat tworzymy tę firmę, by teraz upaść. Ale nie wszystko zależy od nas. Nie wiemy, w jakim czasie ruszą poszczególne branże. Wozimy szkoły, przedszkola, kluby sportowe. Od kiedy będą działać? W jakim zakresie? Dziś nikt tego nie wie. Pewnie jeszcze miesiąc, dwa damy radę. Ale jeśli dzieci nie pojadą na kolonie, na obozy, ludzie nie będą podróżować, granice pozostaną zamknięte – może być ciężko. Na pewno zwiększy się też konkurencja w naszej branży. Trzeba wiedzieć, że około 3 tysiące busów ze Śląska obsługuje tylko trasy w Europie Zachodniej, teraz wróciły one do domu i tu będą na razie szukać zleceń. O ile fryzjer może po kryzysie nawet podnieść cenę, by odrobić część strat, u nas będzie to niemożliwe. A ceny wręcz mogą spaść, bo rynek jest przesycony firmami transportowymi. Wyjściem są urzędowe ceny minimalne, jak w Niemczech. Ale takich rozwiązań na razie nikt nie planuje tu wprowadzić.

A jak wyobrażasz sobie stworzenie tej reprezentacji?

Na razie chcę utworzyć Śląski Związek Przewoźników Autokarowych. Próbujemy stworzyć biuro, pomoc prawną, ale idzie to dosyć opornie. Może łatwiej będzie nam utworzyć komisję do spraw transportu w Polskiej Izbie Turystyki.

Jak sami zabrzanie mogą pomóc przedsiębiorcom? Masz jakieś pomysły?

Dobrze by było, żebyśmy po tym wszystkim, po tych zakazach i obostrzeniach, wspierali się nawzajem, żebyśmy stawiali na jakość, ale u siebie. Chodźmy do zabrzańskich fryzjerów, kosmetyczek, kupujmy pieczywo w naszych lokalnych zabrzańskich piekarniach, róbmy zakupy w naszych sklepikach dzielnicowych, osiedlowych, na targowiskach. Kupujmy śląskie, zabrzańskie produkty, korzystajmy z zabrzańskich firm transportowych, z lokalnych restauracji, zamawiajmy pizzę w pobliskich lokalach. Razem szybciej wyjdziemy z tego kryzysu.

Trzymamy kciuki, żeby się udało!

DARIUSZ CHROST


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud