Karty z Zabrza podbiją świat? - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Karty z Zabrza podbiją świat?

To biznes, który ma szansę podbić świat. Zabrzanin Bartosz Mikitin zaprojektował  wielofunkcyjne narzędzie MyEDC i tym pomysłem wygrał  konkurs na najlepszy biznesplan. 

* Opowiedz o tym pomyśle.

To wielofunkcyjne karty – narzędzia, pierwsze tego typu w Polsce i chyba w Europie, podobne widziałem tylko w Stanach. Jedna firma w Polsce produkuje breloczki w podobnym stylu, ale nie są one tak przydatne, jak moje karty, mają znacznie mniej funkcji.

* No właśnie. Jakie funkcje mają te karty?

Na razie zaprojektowałem cztery modele, które oferują po 23, 31 i 32 funkcje. Wszystkie wymyślone przeze mnie rozwiązania są opatentowane. Są to m.in. klucze do nakrętek 6-kątnych, klucze kwadratowe do regulowania zaworów, śrubokręty, linijka, otwieracz do butelek i puszek, piła, ostrze, gniazdo ¼ na bit oraz mini łom. Kartami można więc przykręcić lub odkręcić każdą śrubkę, nakrętkę, dokręcić szprychy, zmierzyć coś niewielkiego (linijka jest w centymetrach i calach). Co ważne, to nie tylko pomysł, ja już mam te karty. Produkcję zlecam sześciu firmom ze Śląska – to one zajmują się wycinaniem laserowym, frezowaniem, hartowaniem, bębnowaniem i grawerowaniem.

IMG_7448

* Łatwo było opatentować zaproponowane przez ciebie rozwiązania?

To prosta sprawa, zleca się to kancelarii patentowej. Mam ochronę na wzór użytkowy wszystkich narzędzi i jestem w trakcie uzyskiwania ochrony międzynarodowej. W ten sposób będę bardziej zabezpieczony, jeśli ktoś skusiłby się na skopiowanie pomysłu.

* Skoro biznes już funkcjonuje i zarabia – po co startowałeś w konkursie?

Szczerze – skusiły mnie nagrody, wygrana – ja już produkuję te narzędzia, ale chcę w końcu sam zakupić potrzebne maszyny, własną frezarkę, by obniżyć koszty. Na razie korzystam z podwykonawców, ale niewiele jest firm, które chcą się tego podjąć – to niewielkie elementy, wymagające precyzji. Więc idealnie byłoby zacząć to produkować samemu.

* Jak przekonałeś do swojego pomysłu jurorów konkursu?

Oni sami się przekonali, gdy tylko zobaczyli zdjęcia prezentujące, do czego moje karty służą. Od razu powiedzieli, że to może być produkt na skalę światową, milionowa produkcja. Oczywiście wyrazili nadzieję, że będę to robił w Zabrzu, tu wybuduję fabrykę, a na początek – postawię maszyny w którejś z hal produkcyjnych.

* Powiedz, jak twój biznes już teraz funkcjonuje? Ile takich urządzeń produkujesz obecnie?

Zaoferowałem swoje karty firmie Woolet, która zajmie się ich sprzedażą w USA. Niedługo zaczynam współpracę z serwisem „5 sposobów na”, który ma 2-3 miliony wyświetleń na miesięcznie na YouTube Oni zajmą się sprzedażą i marketingiem moich wyrobów w Polsce. Od szefa tego serwisu mam już wstępne, kilkutysięczne zamówienie. Rozmawia teraz z inwestorami i zamówienie może być w tym miesiącu, ale nie musi. Mam też własne kanały – sprzedaję na Allegro, OLX, w niektórych sklepach na Śląsku.

* Ile kosztują te karty?

To wydatek rzędu 25  – 40 zł, w zależności od rodzaju karty.

* Wróćmy jeszcze do korzeni twojego pomysłu. Skąd się wziął?

Chciałem zaprojektować dla siebie kartę na rower. Wielonarzędziowych gadżetów niby jest sporo, ale kart, które mieściłyby się w kieszeni i  odpowiadałyby moim potrzebom, nie znalazłem. Okazało się, że jest na nie zapotrzebowanie na rynku. Staram się to miejsce zapełnić.

* Czyli zrobiłeś tak, jak doradzają biznesowe podręczniki – pojawiła się potrzeba, której nie był w stanie zaspokoić rynek, więc wziąłeś sprawy w swoje ręce. Ale jaka jest przewaga właśnie karty nad np. wielofunkcyjnym scyzorykiem czy innym już istniejącym gadżetem?

Zaletą karty jest przede wszystkim niewielki rozmiar i możliwość schowania choćby w portfelu czy dopięcie do kluczy, bo jej grubość to zaledwie 2 mm. Oczywiście od pomysłu do realizacji upłynęło trochę czasu.

* Miałeś do tego jakieś przygotowanie techniczne?

Nie, skończyłem liceum ogólnokształcące w Rudzie Śląskiej. Za realizację zabrałem się od razu po maturze, chciałem spróbować na rynku swoich sił i umiejętności. Potrzebny był tylko program do projektowania. Na początku nie miałem o nim pojęcia, rysowałem przez kilka miesięcy pomysły na kartce papieru. Gdy już pomysł był dopracowany, wykonałem pierwsze prototypy. W sumie zajęło mi to półtorej roku, od startu do momentu, w którym jestem teraz. By to się powiodło, zrezygnowałem ze studiów – uznałem, że nadal się ucząc, będę miał za mało czasu na rozwijanie firmy. Trzeba było dokonać wyboru.

* Zaraz potem pojawiły się pierwsze zamówienia.

I tak jest do dziś, zamówień jest coraz więcej. Dlatego, by je obrobić, chcę zainwestować wygrana w maszyny.

* Kto cię wspiera? Znajomi, rodzina?

W zasadzie zaczynałem sam, nikt nie wierzył, że to się może udać, że będzie zainteresowanie moim produktem. Ale, jak widać, udaje się i wiele osób już zmienia zdanie. Rodzina też trzyma kciuki.

* Gdzie będziesz za rok, dwa?

Liczę, że będę już miał część maszyn i niektóre elementy produkcji wykonam we własnym zakresie. To obniży koszty i pozwoli mi dotrzeć do jeszcze większej liczby klientów. Ale tak naprawdę to trudno mi coś oszacować, zależy to od zbyt wielu czynników. Teraz będę starał się o dofinansowanie unijne za zakup urządzeń. Jeżeli się to uda, rozpocznę produkcję przy ul. Hagera, bo w konkursie wygrałem też na rok najem pomieszczeń na prowadzenie działalności u jednego ze sponsorów, firmy Demex.

* Czy uważasz, że ten pomysł na światowy potencjał?

Liczę, że to się może udać. W dzisiejszych czasach internet i media społecznościowe dają możliwość dotarcia ze swoimi pomysłami do każdego zakątka świata.

* Dziękuję za rozmowę i… trzymamy kciuki.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud