Teraz moje życie zależy tylko ode mnie - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Teraz moje życie zależy tylko ode mnie

Ogólnopolski Dzień Trzeźwości obchodzony jest co roku przed Wielkanocą. Jego obchody mają na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na problem alkoholizmu i wynikające z tego zagrożenia. Czym jest ten dzień dla świętujących? Zapytaliśmy osoby, które w Zabrzu obchodziły  to święto.

Bogdan Grabowski, wiceprezes Zabrzańskiego Stowarzyszenia Rodzin Abstynenckich

Dzień Trzeźwości to dla mnie święto, owoc całej mojej pracy. Dzięki abstynencji panuję nad sobą, dzięki czemu mogę skutecznie pomagać innym. Generalnie w Polsce dopiero od 1992 roku alkoholizm traktowany jest jak choroba, dlatego świadomość społeczna z tym związana wciąż jest niewielka. Ja jestem trzeźwy od 10 lat. Najtrudniej wspominam pierwszy rok. To była istna gehenna. Potem – było już trochę łatwiej. Długo trwa odzyskanie zaufania osób najbliższych. Z moich obserwacji wynika, że zajmuje to około 3 lat. Teraz wiem, że tak naprawdę moje uzależnienie było nietypowe. Nigdy nie miałem na przykład problemów finansowych z powodu picia. Te zaczęły się dopiero, gdy zacząłem być trzeźwy – straciłem spore pieniądze na giełdzie, upadła mi firma, do tego posypało się małżeństwo. Bo w tym też jest pewna prawidłowość – kobiety pomagają uzależnionemu, litują się nad nim. A potem, gdy ten już nie pije, dziwią się, że ten może mieć swoje zdanie. Inna moja obserwacja jest taka: łatwo pomóc komuś, kto stracił wszystko. Wystarczy pomóc mu załatwić pracę, coś zarobi, będzie zadowolony. Za to najtrudniej pracować z uzależnieniem osób bliskich. Nie można stosować wobec nich taryfy ulgowej, nie ma głaskania po główkach. To raczej muszą być twarde rozmowy, jak alkoholik z alkoholikiem. Inna moja obserwacja dotyczy kobiet: One w piękny sposób wracają do normalności. Dbają o wygląd, starają się. Od razu można dostrzec te, które były na dnie i się od niego odbiły.

 

Andrzej Wilk, dyrektor Izby Wytrzeźwień

Ten dzień to dla mnie tylko pretekst do pomyślenia o tym poważnym społecznym problemie. Czy ja trzeźwo myślę? Bo jeżeli kogoś prześladuje codzienna myśl o alkoholu, to jest mała szansa, by mógł sam z tego wyjść. A trzeźwość jest drogą do wolności. To myśl, która przyświecała księdzu Janowi Alojzemu Fickowi z Piekar, który w XIX wieku walczył z plagą pijaństwa i był prekursorem ruchu trzeźwościowego. W swojej pracy nauczyłem się, że nigdy nie należy stawiać na kimś kreski. Wiem, że wielu osobom trzeba tylko pomóc w odnalezieniu motywacji, bo jej nie mają, albo ją utracili. Oczywiście, każdy musi ją znaleźć u siebie, nie da się pomagać komuś wbrew jego woli. Izba wytrzeźwień  jest instytucją, która stara się pomagać w sposób skuteczny. Współpracujemy m.in. z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Rodzinie i stowarzyszeniami abstynenckimi. Robimy wszystko, by mieć argumenty, by pomóc odnajdywać zagubionym ich motywację.

 

Maria Lipiec, osoba współuzależniona

Z ruchami AA zetknęłam się w 2001 roku, gdy razem z mężem zaczęłam przychodzić na terapię do Kazimierza Speczyka i jego stowarzyszenia „Nowe Życie”. Chciałam, by mąż przestał pić, ale średnio mu się to udawało. Przeżyłam z mężem 42 lata. Zawsze mówił, że alkohol nigdy go nie pokona. Ale pokonał. Po jego śmierci w 2006 roku zapisałam się do Stowarzyszenia Rodzin Abstynenckich. To bardzo ważna część mojego życia. Nie wyobrażam sobie, by w taki dzień nie przyjść tu na obchody, nie uczestniczyć w mszy dziękczynnej. Gdy w ubiegłym roku byłam chora i nie mogłam wziąć udziału w tym święcie, aż popłakałam się z bezradności. Uważam, że bardzo ważny jest też wybór tego dnia – dobrze, że dzień trzeźwości przypada właśnie w Wielkim Tygodniu. To daje mu dodatkowego symbolicznego znaczenia.

 

Kazimierz Speczyk, prezes stowarzyszenia „Żyj i daj żyć”: Jestem Kazimierz i jestem alkoholikiem, choć nie piję już od 26 lat. Dla mnie każdy dzień bez alkoholu jest święty. Pamiętam, jak mama mówiła, by nie pić chociaż w Wielkim Tygodniu, dlatego dobrze, że dzień trzeźwości wypada właśnie teraz. Choć ja przez wiele lat o tym dniu nie słyszałem; dopiero po terapii zaczął on dla mnie mieć jakieś znaczenie. Pamiętam, że naszą siedzibę, Klubu Abstynentów „Nowe Życie”, wtedy przy ul. Wolności, też otwieraliśmy dokładnie w tym dniu, 29 marca 1994 roku . To było takie symboliczne otwarcie się na trzeźwość, które trwa u mnie do dziś. Dlatego ten dzień to wielkie święto. To dzień trzeźwego myślenia, ujarzmiania swojego ego. A teraz, dzięki propagowaniu i rozgłaszaniu tej idei, jest szansa, by to święto się jeszcze bardziej rozpowszechniało. To także wielkie święto Zabrza, które w rozmaity sposób wspiera ruchy AA.

 

Heniek

Od 26 lat jestem abstynentem, dlatego ten dzień jest dla mnie bardzo ważny. Przed laty przyznałem się przed sobą, że mam problem alkoholowy i potrzebuję pomocy. Lekarz potwierdził moją diagnozę i skierował mnie do psychologa, a ten zalecił dalszą terapię w klubach AA. Od tego czasu nie piję. Pierwszy kontakt z alkoholem miałem w wieku 13 lat; gdy miałem 24 lata, byłem już uzależniony. Alkoholizm to choroba ciała, umysłu i duszy – bez wsparcia innych ludzi ciężko jej podołać. Ja kilka razu chciałem wyleczyć się sam, ale szybko wracałem do nadużywania alkoholu, potem był szpital, próba samobójcza, złamania, urazy, problemy w pracy. Po kolejnej rozmowie z lekarzem straciłem komfort picia, alkohol już mnie nie cieszył, pojawiła się samotność. Ale udało się – po kilku latach abstynencji opuściła mnie obsesja picia, odzyskałem wolność wyboru. Teraz moje życie zależy już tylko ode mnie.

 


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud