Mój wyjazd to ewidentny egoizm - Nowiny Zabrzańskie

TA STRONA UŻYWA COOKIE. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Akceptuj pliki Cookies
Więcej informacji

Mój wyjazd to ewidentny egoizm

Zabrzanin, Jarosław Botor ruszył do Pakistanu, by zmierzyć się z K2, ośmiotysięcznikiem dotąd niezdobytym zimą. O sensie cierpienia, które czeka tam na polską, 13 – osobową wyprawę mówił Nowinom Zabrzańskim tuż przed wyjazdem.

Wyprawa na K2 to gra va banque. Dlatego ja i zacznę va banque. Spisał pan testament? Za kilka tygodni zaatakujecie Górę Mordercę.

Szanse na zimowe wejście rzeczywiście są niewielkie. Byłem na K2 latem, 2016 roku i nie udało się. Zeszła lawina, zniszczyła obóz III. Zdeponowano w nim jedzenie i butle z tlenem, należące do komercyjnych wypraw. Te ostatnie, niesione przez śnieg wybuchały nocą.

W obozie nikogo nie było.

Na szczęście.

Obóz III znajduje się przy słynnym seraku, jednym z najtrudniejszych technicznie miejsc w drodze na szczyt?

Nieco niżej, za Czarną Piramidą. Teraz pójdziemy inną drogą niż wtedy, latem.

Drogą Basków? Daje nadzieję na uniknięcie, choć w części, gwałtownych wiatrów, które hulają wokół K2?

Tak. Liczymy, że filar pierwszej drogi na szczyt, nazywanej żebrem Abruzzich, którą szliśmy latem, zasłoni nas przed wiatrem, ale może być i tak, że kierunek wiatrów, spowoduje jeszcze większe zawirowania wokół szczytu i będzie jeszcze trudniej. Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Nikt nie jest, dlatego nie mamy pewności, że wybraliśmy optymalną drogę. Wiatry kręcą się wokół szczytu, także w jego kopule. Obóz III, na wysokości 7500 – 7600 m, znajduje się w tej strefie.

Jak wygląda zdobywanie szczytu? Wdrapują się wszyscy? Wasza wyprawa to 10 osób.

13. Najważniejsze, by udało się wejść na szczyt i by wszyscy bezpiecznie wrócili. Każdy w zespole jest potencjalnym kandydatem do wbicia biało – czerwonej flagi na topie. Ale po drodze może wydarzyć się wiele. W ciągu pierwszych 6 dni mamy do przejścia prawie 100 km do bazy. Wystarczy błaha infekcja, by wyeliminować uczestnika z wyprawy. W bazie, czyli w miarę bezpiecznym miejscu, w którym stale będziemy przebywać, na morenie lodowca, na wysokości 5100 – 5300 m, organizm nie ma szans na pełną regenerację.

Wyprawa obliczona jest na 2,3 miesiące?

Zima kończy się 21 marca i do tego dnia powinniśmy zdobyć szczyt, by cel – czyli zimowe wejście na K2 – został zrealizowany. Gdyby wszystko dobrze się ułożyło, tzn. pogoda była stabilna, otworzyły się choć 2 okna pogodowe, myślę, że do lutego bylibyśmy w stanie zaaklimatyzować się i wyłonić  zespoły mogące skutecznie zaatakować górę.

To znaczy, że się podzielicie.

Na pewno muszą być osoby wspierające, w obozie III. Mamy m.in. 18 butli z tlenem, które chcemy wynieść, by użyć ich w czasie ewentualnego zagrożenia, podczas prowadzenia akcji ratunkowej.

A dlaczego wchodzicie bez tlenu? Dlaczego tlen to ewentualność na czarną godzinę?

To trudne pytanie. Wejście bez tlenu jest najbardziej sportowym, czystym etycznie, bez dodatkowego wspomagania organizmu. Tak zdecydowaliśmy. Zabieramy go na wypadek ratowania zdrowia lub życia. Nie wiem jednak, czy uda się wynieść tyle butli tak wysoko. Idziecie bez tlenu, na górę, która zimą nie została zdobyta i która wielu pozbawiła życia. Podczas letniej wyprawy, w 2016 r. znalazł pan szczątki 2 osób. To zimowe wejście to jazda po bandzie. Po co pchać się na K2, wiedząc jak kończą się podobne eskapady? Obok jest Broad Peak, góra znana w Polsce z dramatycznych wydarzeń.

Wielu realizuje swoje pasje w różnych dziedzinach, systematycznie podnosi sobie poprzeczkę. To naturalne. Co mną kieruje? To, że jest zespół ludzi z tym samym, trudnym celem; chęć sprawdzenia się w ekstremalnych warunkach. Sukcesem, poza wejściem na szczyt, będzie dobra atmosfera wśród uczestników wyprawy, po jej zakończeniu. Nie ma się co oszukiwać: ten zespół składa się z indywidualności, jest niełatwy do poskromienia.

Domyślałam się, że powie pan o potrzebie sprawdzenia się.

Człowiek sprawdza się w różnych rzeczach. Na przykład w dziennikarstwie. Tu też jest top, do którego można zmierzać.

Ale różnica między topem dziennikarskim a wyznaczonym sobie przez pan jest taka, że mnie nie grozi śmierć z powodu realizacji zawodowych marzeń, ambicji. A panu może. Zimowe wejście na K2 to wielkie ryzyko. Okolicznościowe programy, pokazywane 1 listopada, pełne są wdów po himalaistach.

To prawda, nasza pasja jest ryzykowna. Bardziej od innych. Ale podczas zimowych wypraw, ginie proporcjonalnie mniej osób niż w czasie letnich. Oczywiście znacznie mniej porywa się na ataki w ekstremalnie trudnych warunkach. Decydują się doświadczeni wspinacze, choć ich znajomość tematu nie gwarantuje, że cienka linia, po której się poruszają nie zostanie przekroczona.

Cienka, czyli jaka?

Po jej przekroczeniu, wspinający się na szczyt nie mają już odwrotu, muszą być świadomi, że nie będzie można im pomóc. Tak było zimą na Broad Peak.

Po śmierci Macieja Berbeki i Tomasza Kowalskiego, w wygrzanych mieszkaniach, na miękkich kanapach rozmawialiśmy, kto kogo tam zostawił.

W ogóle nie zmierzałbym w tym kierunku. Po prostu przekroczono linię, za którą nie było kontroli,  odwrotu. Kluczowe znaczenie miał wtedy m.in. czas. Wiadomo, że Polacy byli na szczycie późno. Wiadomo, że byli wyczerpani. Wspinali się nocą i cały dzień w nieprzyjaznych dla ludzi warunkach: zimą, powyżej 8 tys. metrów. Nie należy ich oceniać, ale wyciągnąć wnioski. Ludzie biorący udział w podobnych wyprawach mają i muszą mieć pełną świadomość swojego położenia.  Być może, podczas zejścia z Broad Beak zespół musiał się rozdzielić. Nie wiem, co dokładanie stało się, bo mnie z nimi nie było. Dziś, w wygodnych fotelach dobrze nam oceniać. Wysoko człowiek myśli inaczej. Jest niedotleniony, doskwiera mu zimno, wiatr, no i chce zdobyć szczyt.  Nie powinno być jednak tak, że wspinamy się ze świadomością drogi w jedną stronę; że wyczerpanie organizmu jest tak duże, że nie ma mowy o zejściu. Po to zbiera się zespół ludzi, by się nawzajem kontrolować, by zatrzymać niebezpieczne, nieracjonalne decyzje, często będące efektem niedotlenienia. We wspinaniu chodzi o umiejętność dostrzeżenia granicy, po przekroczeniu której szanse na powrót stają się niewielkie lub zerowe. Wytyczają ją ludzie lub warunki pogodowe. Skoro jednak dochodzi do wypadków i giną profesjonalni wspinacze, to jej kreślenie musi być bardzo trudne.

A co jest lepsze, łatwiejsze – własna ocena szans czy niesprzyjające czynniki zewnętrze? Mam wrażenie, że sytuacje, w których to te drugie dyktują decyzję. Bo ambicja, chęć osiągnięcia wytyczonego celu mogą być znaczenie trudniejsze do pokonania.

Sam kilka razy wracałem bez szczytu. Każdy musi umieć to zrobić. Nigdy nie traktowałem nieudanych prób jako porażek. Wręcz przeciwnie, każda uczyła mnie czegoś nowego; także wyciągania wniosków i nabierania doświadczenia.

Więc nie ma brawury?

Trzeba  się jej wystrzegać. Nie powiem, że nigdy nie działaliśmy na granicy, a nawet po tej drugiej,  ryzykownej stronie. Wtedy trzeba jednak mieć odrobinę szczęścia.

Kierownikiem zimowej wyprawy na Broad Peak był Krzysztof Wielicki, również szef obecnej. Zapewnia, że będziecie dbać o bezpieczeństwo. To też nauka płynącą z doświadczenia? Na podstawie wydarzeń z 2013 roku powstała symulacja ewentualnej akcji ratunkowej na K2, którą przygotowałem wspólnie z Robertem Szymczakiem. Zasada jest prosta. Nie chcemy dopuścić, by osoby wyznaczone do udzielania pomocy działały w tych samych warunkach, co potrzebujący jej. Czyli bez tlenu. Dlatego w obozach będą wypełnione nim butle. Uczestnicy wyprawy umieją udzielać pomocy medycznej, podawać domięśniowo leki. Po prostu wyciągamy wnioski.

A psychika? Po letniej wyprawie na K2, w 2016 r. mówił pan, że trudne rzeczy dzieją się również w głowie. Trenujecie mentalnie? Jesteście przygotowani do samotności, do tego, że nie należy i nie można liczyć na partnera?

Do takiego wyjazdu, jak ten na K2, nie przygotowujemy się kilka miesięcy. Ja robię to od 25 lat, bo tyle się wspinam. Spotykałem się z różnymi porażkami, banalnymi błędami, które dla innych kończyły się fatalnie. Na co dzień jestem ratownikiem medycznym Pogotowia Lotniczego oraz instruktorem GOPR i wiem, ile czasu, sprzętu, ludzi i sił trzeba, by w Beskidach, z wysokości niespełna 1500 m. ściągnąć poszkodowanego 1000 m. w dół.

Otóż to! Świadomie stawiacie na szali własne życie.

I dlatego nie można oczekiwać, że ktoś powinien ratować nas z ewentualnych opresji. Druga osoba jest w takiej samej sytuacji – jej organizm wychładza się, jest niedotleniony. To walka o życie.

Kto stanie na szczycie K2? Zabrzanin?

Każdy jest świetnie przygotowany, każdy ma szansę. Mam jednak świadomość, że nie jestem faworytem. Gdybym natomiast jechał, by siedzieć w bazie, bez szans na wejście, zostałbym w domu.  Ten wyjazd to sztuka cierpienia na różnych płaszczyznach, z kilkoma momentami radości. Zobaczymy jak wielkiej.

To jeszcze raz zapytam: po co narażać się na cierpienie?

By po powrocie doceniać nawet ciepłą wodę w kranie.

Jest wtedy cieplejsza?

Doceniam, że leci. Na co dzień poddajemy się rutynie, wielu rzeczy nie dostrzegamy. Mnie bardzo pomaga fakt, że zyskuję okazję do niezwykłej radości z posiadanych rzeczy. Cierpienie pojawia się dlatego, że ludzki organizm nie przywykł do warunków panujących w wysokich górach: temperatury sięgającej – 50 st. C, silnego wiatru, niedoboru tlenu? Znacznie gorsze jest cierpienie psychiczne. To oczekiwanie, np. na okno pogodowe. Jak w każdym sporcie, i u nas emocje narastają przed startem. Później też nie sposób od nich uciec. Zastanawiamy się, czy obozy przetrwają, czy strata masy mięśniowej uniemożliwi wejście na szczyt.

Udaje się ją zachować dzięki odpowiedniej diecie?

Korzystamy z wiedzy specjalistów, dietetyków i trenerów Formy na Szczyt.

Podobno na K2 zabieracie bigos.

Liofilizowany.

Czyli? 

Mrożony, a później odparowany. Sposób odżywiania jest bardzo ważny. Podczas letniej wyprawy na K2 schudłem 11 kg.

Czego panu życzyć? Szczęśliwego powrotu chudszego człowieka?

(śmiech) Mówi pani tak, jakbym był gruby.

Ale już wiem, że spadek wagi jest nieunikniony.

Proszę życzyć nam szczęśliwego powrotu.

Wyjeżdżacie 29 grudnia. W domu będzie wielki szloch?

To wielki problem. Mój wyjazd jest ewidentnym egoizmem, ale wiem, że dzięki K2 dam rodzinie więcej. Wrócę wewnętrznie bogatszy.

A nie boi się pan zubożenia? Bywa, że w ekstremalnych warunkach ludzie nie zachowują się szlachetnie. O stratę wiary w człowieka nietrudno.  

Jeśli dojdzie do konfliktu, który uniemożliwi nam wejście na K2, doznamy porażki. Na szczęście każde doświadczenie uczy, z każdego można wyciągnąć wnioski. I to też jest moje potencjalne bogactwo.


Wstecz

Wasze komentarze (0)

Dodaj komentarz



Current month ye@r day *

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud