Nowiny Zabrzańskie

Boże Ciało – manifestacja wiary

Udostępnij swoim znajomym:

Jutro Boże Ciało, Święto Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej – ważna   uroczystość kościelna, a   także   manifestacja wiary. Przypominamy archiwalny tekst o historii tego święta. 

Reklama

Kościelne święto Bożego Ciała wyparło w XIII wieku dawne pogańskie tradycje związane z letnim przesileniem dnia z nocą. Pozostałością po tych obrzędach jest wykorzystywanie w procesjach polnej roślinności i przywiązanie ludu do wspólnych uroczystości, które wzmacniały społeczność. Święto Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej zawsze obchodzone jest 60 dni po Wielkanocy, więc jest świętem ruchomym. Jego inicjatorką była św. Julianna z Cornillon, przeorysza augustianek, której w 1245 roku objawił się Chrystus, żądający ustanowienia specjalnego święta ku czci Najświętszej Eucharystii. Rok później biskup z Liege ustanowił to święto dla swojej diecezji, później przyjęły je Niemcy. W 1264 roku papież zatwierdził je dla całego Kościoła. Bezpośredni wpływ na to miał cud, który wydarzył się w Bolsenie koło Orvieto we Włoszech. Odprawiający mszę świętą kapłan, tuż po Przemienieniu, trącił kielich, z którego na korporał (obrusik podkładany pod kielich i patenę) upadło kilkanaście kropel wina — które zamieniło się w Krew Chrystusa. O cudzie tym powiadomiono natychmiast papieża, który zabrał ów korporał do Orvieto, gdzie do dziś jest najcenniejszą relikwią tamtejszej katedry. Wówczas też św. Tomasz z Akwinu opracował teksty do mszy św. w dzień Bożego Ciała, m.in. „Przed tak wielkim Sakramentem…”

Zwyczaj pielgrzymowania z procesją do czterech ołtarzy — symbolu czterech Ewangelii — wykształcił się w Niemczech w XV w. W Polsce święto to wprowadził po raz pierwszy krakowski biskup Nanker, upowszechniło się jednak dopiero po synodzie piotrkowskim w 1559 roku. W czasach reformacji miało ono służyć manifestacji wiary w przeistoczenie, które protestanci negowali.

W Polsce obchody Bożego Ciała rozpoczynają się mszą świętą, po niej w uroczystej procesji wierni udają się do czterech specjalnie na ten cel zbudowanych ołtarzy.  Przy każdym z nich odczytywany jest fragment jednej z czterech Ewangelii, opowiadający o Eucharystii. Procesje są bardzo uroczyste, w trakcie pochodu śpiewane są pieśni na cześć Najświętszego Sakramentu. Przez siedem kolejnych dni (wraz z Bożym Ciałem nazywane oktawą) odprawiane jest w kościele nabożeństwo wraz procesją.

Od dziecka wielu z nas uczestniczy w procesjach Bożego Ciała. Wraz z przybywaniem lat, zmienia się także nasze miejsce w pochodzie. Na Śląsku silniej niż gdziekolwiek w Polsce zaakcentowana jest kolejność, w jakiej kroczą poszczególne grupy wiernych. Wciąż podczas ogłoszeń duszpasterskich lub w gazetkach parafialnych księża informują o ustawieniu pochodu.

Na czele procesji idą sztandary, mężczyźni i chłopcy. Za nimi dzieci komunijne w strojach, w których po raz pierwszy przyjęły Pana Jezusa. Następnie młodsze dziewczynki, także w jasnych strojach, z koszyczkami, wypełnionymi kwiatami, które rzucają pod nogi kapłana, niosącego monstrancję. Ksiądz idzie pod baldachimem, który trzyma czterech mężczyzn, zwykle strażaków lub górników w galowych mundurach. Za baldachimem z monstrancją, niestety coraz rzadziej, możemy zobaczyć panie w strojach ludowych, a za nimi resztę wiernych.

– Jak porównam Boże Ciało z dzieciństwa, młodości i już jako dorosły człowiek, a każdy z tych okresów mojego życia spędziłem gdzie indziej, obrzędy są prawie jednakowe. Dzień wcześniej jest wielkie sprzątanie i strojenie ołtarzy. Muszą być od siebie oddalone, bywało, ze i o dwa kilometry. Procesja zaczynała się mszą świętą o godz. 8.00, a kończyła w godzinach południowych. Najbardziej zapamiętałem z czasów dzieciństwa, że podczas procesji ministranci wchodzili na wieżę kościelną i obserwowali pochód. Kiedy zbliżał się do kolejnego ołtarza, bili w dzwony. Ołtarze zawsze były piękne. Sąsiedzi się schodzili i wspólnie stroili. Każdego roku były inne i coraz bogatsze. Dywany, kwiecie, brzózki dookoła, z których urywało się gałązki na szczęście. Na drodze procesji było wystrojone każde okno. W procesji uczestniczyły wszystkie chorągwie, panie w strojach ludowych chłopskich, górnicy w mundurach, dzieci komunijne ze świeczkami, dziewczyny z lelujami. Zawsze śpiewał chór. I tak jest do dziś. W każdym parafii, do której należałem, w procesji uczestniczyły chóry. Po niej zawsze był świąteczny obiad, a kluski już z nowych kartofli – opowiada Herbert Kopiec, prezes Związku Górnośląskiego.

Kolejność ustawienia w procesji ma wielkie znaczenie i jest ściśle przestrzegana. Podkreśla to także proboszcz parafii Bożego Ciała w Kończycach, Andrzej Żmuda. – Widzę jedną różnicę między procesjami na Śląsku a w innych diecezjach. Kolejność, w jakiej kroczą wierni. Najpierw jest krzyż, później sztandary, mężczyźni, dzieci komunijne, ministranci, najświętszy sakrament, a potem kobiety z dziećmi. W Polsce tego nie obserwowałem. Inne różnice zależą już od parafii. W tych bardziej tradycyjnych, jak na przykład w Lipinach, chodzą jeszcze w strojach ludowych.

To, co jeszcze wyróżnia śląskie obchody od ogólnopolskich, to bardzo uroczysty charakter tego święta. Wszystkie domy, nie tylko te, stojące przy drodze pochodu, są udekorowane. Każde okno jest przystrojone: stoją w nim figurki Najświętszej Maryi Panny lub świętych, palą się świece lub wiszą obrazy z podobiznami Pana Jezusa.

– Wspominam to święto jako publiczne wyznanie wiary. Dziś obserwuję w swojej parafii, że liczba osób uczestniczących w procesji wzrasta. Jest dużo młodzieży, co cieszy szczególnie. Zawsze proszę, aby parafianie utożsamiali się ze świętem Bożego Ciała. Domy są pięknie przystrojone, oflagowane, wystawione figurki świętych. Sami dbają o ołtarze, włączają się w to całe rodziny. Tradycja ta z roku na rok jest przekazywana właśnie z rodziny na rodzinę. Miejsca, w których stawiane są ołtarze, są stałe. Dla niektórych strojenie to nie tylko trud, ale też zaszczyt – mówi proboszcz parafii Bożego Ciała w Zabrzu Kończycach, Andrzej Żmuda.

Kiedyś w czasie nieszporów oktawy Bożego Ciała święcono wianuszki z polnych ziół i kwiatów. W Strzeleckim pleciono ich tyle, ile było dzieci w rodzinie. Kwietnym wiązankom przypisywano magiczne znaczenie. Dawniej Góralki z okolic Istebnej starały się dotknąć nimi monstrancji. Wianki miały chronić dom przez cały rok przed burzą, piorunami, chorobami i innymi nieszczęściami. Wieszano je wewnątrz domostw, wkładano zmarłym do trumny pod poduszkę, ale też gotowano z nich wywary, które podawano domownikom w czasie choroby, a także zwierzętom gospodarskim, szczególnie krowom, aby dawały dużo mleka. Wywarem przemywano też im wymiona, kiedy karmiły młode, aby zapobiegać infekcjom.

Podczas procesji ludność zabierała z ołtarzy gałązki młodych brzózek, lipy, a także tataraku. Do tej pory zwyczaj ten jest żywy na śląskich wioskach. Podobnie jak wianuszki z kwiatów, gałązki i tatarak miały chronić dom przed burzami i chorobami.

Wciąż jeszcze na śląskich wsiach przystraja się młodymi brzózkami bramy, budynki gospodarcze i stawia się wzdłuż trasy, którą idzie procesja.

Boże Ciało było wielkim wyznaniem wiary, ale też świętem narodowym.

– Oprócz tego, że jest to święto eucharystyczne, w czasie zaborów była to manifestacja polskości. Było to ściśle ze sobą związane. W czasach komunistycznych były nawet zakazy wychodzenia z procesjami na miasto. Jako kleryk, pamiętam, procesji nie wpuszczono na rynek krakowski. Jamniki mogły przemaszerować, procesja Bożego Ciała nie, o co miał pretensje błogosławiony Jan Paweł II, wtedy jeszcze kardynał – wspomina ks. Andrzej Żmuda.

Wraz z postępem laicyzacji, a także za sprawą administracyjnego zakazu urządzania procesji poza terenem kościelnym w czasach komuny, święto to ma charakter bardziej kameralny i wyłącznie sakralny, choć jest w Polsce dniem wolnym od pracy.

 


Udostępnij swoim znajomym:
Reklama