Nowiny Zabrzańskie

Górnik Zabrze – GKS Katowice. Śląski Klasyk z piękną historią

Udostępnij swoim znajomym:

Niezależnie, które lokaty w lidze zajmują obydwie ekipy, ich pojedynki przyciągają widzów jak magnes. Tak będzie i tym razem, We wtorkowy wieczór, 16 maja, po prostu trzeba być na Roosevelta. Dla kibiców, to obecność obowiązkowa!. 
W historii Górnik z GKS-em Katowice mierzył się 61 razy. 21 razy górą byli zabrzanie, tyle samo padło remisów, 19 razy wygrywała GieKSa. Ostatni raz rywalizację w Śląskim Klasyku na Roosevelta oglądaliśmy także w I lidze, w sezonie 2009/10. W Zabrzu wygrał Górnik (2:0), w Katowicach mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Wtedy Górnik wrócił po rocznej banicji na najwyższy poziom rozgrywek. GieKSa utknęła na dobre w pierwszoligowej, szarej rzeczywistości. Jesienią ubiegłego roku w Katowicach znów remis. Górnik objął prowadzenie po golu Davida Ledecky’ego. GKS wyrównał po kapitalnym trafieniu Tomasza Foszmańczyka.
Pierwsze spotkanie między Górnikiem i GKS-em w 1965 roku było od razu pierwszym historycznym meczem katowickiego klubu w ekstraklasie. Beniaminek zdawał się być skazanym na pożarcie, bo w połowie lat 60. Górnik nie miał sobie równych. Zabrzanie pięć razy z rzędu zdobyli mistrzostwo Polski (1963-67).
Spotkanie na Stadionie Śląskim rozpoczęło się w samo południe, piłkarze musieli grać przy 35 stopniach Celsjusza! Gospodarze zagrali osłabieni brakiem swojego najlepszego piłkarza, Zygmunta Schmidta, pierwszego reprezentanta Polski w dziejach klubu.
Schmidt wydatnie pomógł katowiczanom w awansie, bo w sezonie 1964/65 zdobył w II lidze aż 30 bramek. Z kolei w Górniku nie wystąpił Włodzimierz Lubański. Do przerwy kibice goli nie zobaczyli, za to w drugiej połowie zabrzanie zdobyli trzy gole w ciągu 25 minut – najpiękniejszą strzelił Ernest Pohl – w 56. minucie w pełnym biegu uderzył pod poprzeczkę. W końcówce ambitni piłkarze GKS-u zdobyli dwa gole. Autorem obu trafień był Piotr Sobik.
Spotkanie rozegrane cztery lata później, 17 maja 1969 roku na Stadionie Śląskim, zgromadziło najliczniejszą publikę w historii potyczek obydwu klubów – na trybunach „kotła czarownic” zasiadło 60 tysięcy widzów. GKS Katowice wygrał 2:1, ale tamten mecz skończył się skandalem. Stefan Floreński został zdyskwalifikowany na dwa lata za atak na sędziego Hirscha z Poznania, który wspomniane spotkanie zakończył… w 81 minucie.
1 maja 1986 roku piekielnie mocny Górnik Zabrze grał z GKS-em w finale Pucharu Polski. Był to początek narodzin GieKSy, która co prawda nigdy mistrza nie zdobyła, ale dziesięć lat z rzędu grała w europejskich pucharach. Katowiczanie po dwóch golach Jan Furtoka wyszli na prowadzenie. Kontaktowego gola zdobył Ryszard Komornicki. Do 85 minuty Górnik „siedział” na polu karnym GKS-u, ale nic z tego nie wyniknęło. W 85 min. Marek Koniarek strzelił trzeciego gola, a czwarte trafienie, a swoje trzecie w tym spotkaniu dorzucił Furtok. Puchar pojechał do Katowic. Piłkarze Górnika, którzy wzięli ze sobą specjalnie przygotowane na tę okoliczność garnitury, nawet nie musieli rozpakowywać walizek. Piłkarze GieKSy dostali za wygrane trofeum… magnetowidy.
Do legend regionalnej piłki przeszedł mecz z marca 1994 roku. Górnik prowadził w tym spotkaniu prowadził 1:0. Był zdecydowanie lepszy, ale… w 71 minucie zgasło światło – padły jupitery po lewej stronie stadionu.
Sędzia dał organizatorom 35 minut na usunięcie awarii. Arbiter i kwalifikator argumentowali, że warunki na obu stronach boiska nie są jednakowe. Lewa połowa była rzeczywiście gorzej oświetlona. – Każdy powinien mieć cztery cienie, a teraz ma trzy – mówił arbiter.
Kiedy elektryk próbował włączyć światło na czwartym słupie, w rozdzielni nastąpiło zwarcie. Sędzia długo naradzał się z kwalifikatorem w ciemnym pokoju, aż po 75 minutach wyszedł z kapitanami na murawę i zakończył mecz. Trener Hubert Kostka był wściekły. Zasilanie podłączono pół godziny później. PZPN zdecydował o powtórzeniu meczu, padł remis 1:1. Teoria spiskowa głosi, że to nieżyjący już dziś prezes GKS-u, Marian Dziurowicz kazał zgasić światło.
Dwa lata później, także w meczu ligowym, Górnik doznał bodaj najbardziej upokarzającej porażki w historii pojedynków z GieKSą. Przegrał u siebie aż 0:4. Swoją kartę zapisał w tym spotkaniu pierwszy cudzoziemiec w barwach Górnika – Białorusin Władimir Łomako. To on zresztą otwarł wynik: wbił sobie samobója. Kolejne gole strzelali: Jan Furtok, Mirosław Widuch i Adam Bała.
Czasy współczesne z historią Górnika i GKS-u łączy przede wszystkim osoba Jerzego Brzęczka, trenera katowiczan, w przeszłości obydwu klubów. W Górniku pracuje Jan Żurek, który jako trener wiązał się z GKS-em trzykrotnie, a w sezonie 2002/03 zdobył z Katowicami trzecie miejsce w lidze. Warto przypomnieć, że pod koniec lat 70 trenerem GieKSy był Stanisław Oślizło.
 
 

Reklama

Udostępnij swoim znajomym:
Reklama